a
a
- Stalowa Wola potrzebuje przywódców w różnych wymiarach - mówił podczas rozmowy z TR24 prezydent Andrzej Szlęzak.
Anna Tomczyk: Jak ocenia Pan swoją kadencję?
Andrzej Szlęzak: Była bardzo trudna, zwłaszcza ten okres kryzysu, ale myślę, że udana. Z definitywnie pozytywną oceną trzeba jeszcze poczekać, bo szereg rzeczy zostało rozpoczętych, ale czy zakończą się one sukcesem pokaże przyszłość. Niewątpliwie osiągnięciem jest to, że udało się te rzeczy doprowadzić do stanu realizacji. Więcej jeszcze jest przed nami.
AT: Co wymieniłby Pan po stronie sukcesów?
Andrzej Szlęzak: Na pewno Program Rozwoju Polski Wschodniej, który mimo wielu zagrożeń ruszył i jest sukcesywnie realizowany. Mamy pieniądze na rozbudowę ośrodka akademickiego, Inkubator Technologiczny. Sukcesem jest też to, że finanse miasta nam się nie "rozlazły" i nie popadliśmy w zbyt duże zadłużenie, które groziłoby nam zablokowaniem inwestycji w przyszłych latach. Finanse są trzymane w ryzach i nie ma pod tym względem zagrożeń dla miasta. Osiągnięciem są też inwestycje z udziałem środków zewnętrznych. Czasami obawiam się, że jak na nasze możliwości finansowe to może tych środków zewnętrznych jest trochę za dużo. Szereg samorządów popełniło ten błąd, że rzuciło się na te środki nie patrząc na swoje możliwości i popadło w bardzo niebezpieczne zadłużenia, ale skutki tego będą widoczne dopiero za parę lat. Myślę, że Stalowa Wola póki, co skutecznie takie ryzyko ominęła.
AT: A porażki?
Andrzej Szlęzak: Były. I to nie jedna. Myślę, że było kilka nietrafionych inwestycji np. blok socjalny. On jest potrzebny, ale myśmy się chyba rozjechali z tym. W stosunku do tego dla kogo blok socjalny jest przeznaczony tam jest zbyt duża przesada i warunki są zbyt dobre. A wszystko to za pieniądze publiczne. Jest też kilka innych rzeczy, które mogły wyglądać lepiej. Także to, że porażki były nie ulega wątpliwości.
AT: Z czego jest Pan najbardziej zadowolony?
Andrzej Szlęzak: Najbardziej zadowolony jestem z tego, że udało się nam zapanować nad finansami miasta. Z jednej strony trudności związane z kryzysem, czyli znacząco mniejsze wpływy do budżetu, a z drugiej ogromna skala inwestycji. Tutaj łatwo było popełnić błąd i się „rozjechać", ale udało nam się tego uniknąć. Jednak to nie jest tak, że jest to sytuacja, która miała miejsce i już ryzyka nie ma. Ryzyko jest cały czas i będzie ono również w kolejnej kadencji. Ten, kto będzie odpowiadał za finanse miasta będzie musiał bardzo tego pilnować.
AT: Żałuje Pan czegoś, jeśli chodzi o inwestycje bądź inne działania?
Andrzej Szlęzak: Żałuję kilku paru pociągnięć personalnych, ale bez nazwisk.
AT: Mówił Pan, że ta kadencja była trudna. Co było w niej najtrudniejsze?
Andrzej Szlęzak: Najtrudniejszą rzeczą była współpraca z radą. Na szczęście nie skończyło się to źle dla miasta. Mam nadzieję, że w przyszłej kadencji współpraca prezydenta z radą będzie inna. Ten kto będzie prezydentem powinien znaleźć w tej radzie partnera, a nie kogoś takiego kto mniej lub bardziej udolnie próbuje podskakiwać.
AT: Podczas sesji radni często narzekali na brak dialogu między nimi a prezydentem. Jak Pan to skomentuje?
Andrzej Szlęzak: Jakiego dialogu? W moim przypadku moja mowa do części rady jest jak w tym powiedzeniu: „Stał się cud pewnego razu, chłop przemówił do obrazu". Tak właśnie wyglądała nasza rozmowa. Przez cztery lata może był jeden albo dwa sensowne pomysły od tej najbardziej krytycznej części rady dotyczące tego co i jak zrobić w mieście oraz skąd zdobyć na to pieniądze. Radny, który wstaje i woła, że on chce na to i na to nie ma mojego uznania. To jest najprostsze, co może robić. Radny ma się troszczyć zarówno o wydatki jak i dochody miasta. Natomiast w skład tej rady wchodzili w zdecydowanej większości ludzie, którzy na zasadzie „daj, daj, daj" chcieli realizować pomysły, ale gdy przychodziło do tego skąd wziąć to krzyczeli, żeby broń boże nikomu nie zabierać. To jest niepoważne, więc niech nikt kto się tak zachowuje nie oczekuje, że będę go traktował poważnie. Jeżeli jest taka atmosfera na radzie i takie podejście radnych to, po co tracić czas na siedzenie po próżnicy? Sesja jest po to, aby radni podejmowali uchwały, a nie po to by prezydent siedział na niej i tracił czas.
AT: A jest coś takiego co chciał Pan zrobić dla miasta, a nie udało się?
Andrzej Szlęzak: Jest bardzo wiele takich rzeczy. Nie udało mi się wywiązać ze wszystkich obietnic wyborczych z różnych względów. Jedne z czasem stały się niemożliwe w realizacji, a na inne zabrakło pieniędzy. Bardzo chciałbym żeby w Stalowej Woli powstało przynajmniej jedno multicentrum dla młodzieży, o którym mówiłem. Jestem sceptyczny, co do możliwości rozwoju oświaty w takim tradycyjnym wymiarze. Myślę, że to będzie coraz trudniejsze z wielu względów. Zmienia się młodzież, zmieniają się dzieci, rodzice i ten rygor, który kiedyś funkcjonował przestaje mieć sens. Trzeba szukać nowych form zachęcania młodych ludzi do nauki i rozwijania swoich talentów. Z tym jest ciężko. Za moich czasów nie było specjalnego problemu z tym, żeby zachęcać młodych ludzi do uprawiania sportu. W tej chwili jest to coraz większy problem, bo to jest rygor, wysiłek, dyscyplina i młodzieży nie chce się w to angażować. Podobnie jest w szkole, która z różnych względów traci autorytet i trzeba szukać różnych nowych form, które pomogą rozwijać młodzież. Mówiąc o multicentrum nie odkrywam Ameryki, bo forma ta jest sprawdzona już w wielu miejscach i chciałbym, aby to było w naszym mieście również. Kolejną rzeczą są Charzewice. To jest niemalże moja „idee fixe", ale mamy cały czas za mało pieniędzy. Charzewice to jest taka nasza perła, a na perłę stać tego, kto nie boi się, że będzie miał pusty talerz. Inną rzeczą jest obwodnica, ale udało się w tej sprawie już podpisać umowę i niebawem ruszą prace. Będzie to dla nas ogromny wysiłek finansowy. Teraz nasza rola jest tutaj ograniczona. Decydować będą tu możliwości Skarbu Państwa, bo to ma być droga krajowa. Jak będziemy wiedzieli jak będzie przebiegać obwodnica, będziemy mogli przystąpić do zagospodarowania bulwaru nad Sanem. Będzie to wymagało dużych pieniędzy, ale najpierw musimy rozstrzygnąć ważniejsze rzeczy. Myślę jednak, że jeśli ktoś chce rozwijać Stalową Wolę to i za 50 lat będzie dużo rzeczy, których nie ma, a są potrzebne, bo jedne przestaną być potrzebne, a pojawią się nowe, które trzeba będzie stworzyć. To jest naturalna kolej rzeczy. Ten, kto uzna, że jest zadowolony z tego co jest w Stalowej Woli jest niebezpieczny dla miasta.
AT: Wspomniał Pan o Charzewicach, a co z rewitalizacją Rozwadowa?
Andrzej Szlęzak: To też jest do zrobienia, ale tutaj mamy nie tylko kwestię finansów. Tutaj pozostają jeszcze kwestie własnościowe, zwłaszcza z mieniem pożydowskim. Narazie nie jest to problem, ale jak zacznie się coś tam robić i wartość tych terenów zacznie się podnosić to problem może się pojawić. Problemem są sami mieszkańcy, którzy muszą chcieć mniej więcej tego samego co my, a z tym jest bardzo trudno. Widać to po kanalizacji. Najpierw był krzyk, że nie ma kanalizacji, że Rozwadów jest zacofany, ale jak kanalizacja się pojawiła to okazało się, że nie wszyscy chcą się przyłączać, bo ktoś swoimi sposobami i niskimi kosztami nielegalnie z tym radzi, szkodząc środowisku. Teraz zastanawiam się czy właściciele kamieniczek w rynku będą chcieli się podporządkować projektowi zagospodarowania i przebudowy tej okolicy. Według moich doświadczeń z Rozwadowem może z tym być różnie.
AT: Jeśli zdecyduje się Pan kandydować po raz trzeci i mieszkańcy miasta zagłosują na Pana, to czy wróci Pan do tych planów?
Andrzej Szlęzak: Ja sobie powiedziałem, że dopóki publicznie nie powiem, że kandyduję to nie będę się odnosił do czegokolwiek co jest związane z wyborami. Ja mam pewną wizję rozwoju miasta i jego funkcjonowania i przez osiem lat nie spotkałem się z nikim kto miałby inną wizję. Trudno tu dyskutować co jest lepsze, bo nie ma pomysłów. To co ja chcę realizować to nie są sprawy, które da się zrealizować podczas jednej kadencji, ale kontynuować w dalszej. Nie wystarczy wybudować uczelni. Trzeba jeszcze walczyć o studentów, a to wymaga kolejnych inwestycji - bazy socjalnej i zwiększenia atrakcyjności miasta. Trzeba mieć świadomość, że trzeba to konsekwentnie i bardzo twardo realizować nie zważając na głosy powątpiewania z boku. One zawsze były, ale ci którzy ględzą zazwyczaj nie mają nic innego do zaproponowania. Narzekanie jest naszą chorobą narodową.
AT: Będąc przy temacie uczelni, czy myśli Pan, że Stalowa Wola po mieście rowerów i komiksów ma szanse stać się miastem akademickim na miarę Krakowa czy Rzeszowa?
Andrzej Szlęzak: Na miarę Krakowa to na pewno nie, ale Rzeszowa... Niewiadomo. Stalowa Wola napewno ma szansę zostać miastem akademickim, w którym będzie kilka a może nawet kilkanaście tysięcy studentów. To jest projekt obarczony ryzykiem, ale musimy się tego ryzyka podjąć, bo nie ma nic bardziej twórczego dla miasta niż uczelnie wyższe. Zwłaszcza dla takiego ośrodka jak nasze miasto. Dlatego musimy walczyć o to. Zwłaszcza teraz w okresie niżu demograficznego i trudnych warunków materialnych. Trzeba pamiętać o tym, że Stalowa Wola jako ośrodek akademicki daje ogromną szansę lokalnej społeczności. W Krakowie wyliczono, że studenci wynajmujący mieszkania i stancje pozostawiają rocznie pół miliarda złotych. Student to osoba, z której każdy ośrodek korzysta w wielu wymiarach. To są nowe miejsca pracy. Dodałbym bardzo dobre miejsca pracy i możliwość zarabiania na studentach dla mieszkańców miasta wynajmujących mieszkania i pokoje. Jestem jak najbardziej za mimo, że jest ryzyko, że przegramy tą rywalizację o studenta. Musimy mieć tego świadomość, ale jeżeli ktoś uważa, że nie będziemy ośrodkiem akademickim, bo to nie Kraków, Lublin czy Rzeszów to powinniśmy już dziś zamknąć hutę, bo nie wygra rywalizacji z Chińczykami i Hindusami. Ja takiego sposobu myślenia nie przyjmuję do wiadomości. Trzeba się ścigać z najlepszymi i mieć ambicje, aby rozwijać to, co najlepsi. My chcemy stawiać na nowoczesną bazę naukową i kierunki, które dają możliwość rozwoju studentom i przedsiębiorstwom działającym na naszym terenie. Dlatego powtórzę, że powinniśmy zrobić wszystko, aby stać się ośrodkiem akademickim, który z roku na rok będzie się coraz prężniej rozwijał.
AT: Czyli Stalowa Wola ma dać szanse nowoczesnego kształcenia młodych ludzi i to ma ich do nas przyciągnąć, ale jak później ich tutaj zatrzymać?
Andrzej Szlęzak: Wszystkich nie zatrzymamy, bo nigdzie, w żadnym ośrodku akademickim nie jest tak, że absolwenci pozostają w mieście, gdzie kończą studia. Większość z nich wyjeżdża. Nasz sposób na zatrzymanie młodych to przede wszystkim ściągnięcie do nas przedsiębiorców, którzy będą mieli u nas liczną grupę fachowców. Mam też nadzieję, że Inkubator Technologiczny będzie mobilizował młodych ludzi do zakładania własnych firm, a oni będą działać wg hasła: „Studiuj w Stalowej Woli, otwieraj tu firmę i zatrudniaj w niej kolegów". Po to właśnie jest inkubator. Jeśli będzie tu poza tym jakiś przemysł to przecież będzie potrzebował kadry i jeśli będzie się rozwijał to będą musiały to być coraz bardziej wykwalifikowane kadry, bo konkurencja na świecie, jeśli chodzi o technologię wciąż rośnie.
AT: Czyli jest to kwestia przyszłości, a jak skutecznie walczyć z bezrobociem teraz? Przecież to jeden z naszych największych problemów.
Andrzej Szlęzak: Rzecz jest prosta. To jest kwestia przyciągnięcia inwestorów. Tylko nie jest to łatwe, ponieważ nie mamy dla nich oferty, bo nie mamy żadnych terenów inwestycyjnych. Gdyby ktoś do mnie dziś przyjechał i powiedział, że chce 5 hektarową działkę to ja nie mam dla niego takiego miejsca. Może ma Agencja Rozwoju Przemysłu, ale nie miasto. Przejmujemy co się da od huty, ale to są lasy, a nie działki inwestycyjne, bo te zakład sprzedaje sam. My dostajemy tereny, które trzeba wylesić i uzbroić oraz zbudować drogę żeby można było postawić tam fabrykę. To jest wciąż przed nami. Pomoże nam w tym nowa droga przez hutę od Urzędu Celnego do ronda przy Kuźni Matrycowej. Jest jeszcze kilkadziesiąt hektarów lasów, które ma w swoim posiadaniu huta i trzeba będzie je od niej kupić lub przejąć, wylesić i wybudować kolejne drogi, ale to są ogromne koszta. Wtedy będziemy mogli się pokusić o inwestorów. Jestem właśnie po rozmowie z inwestorami z Chin. Oni są zainteresowani nowymi terenami, a my mamy tylko dwa hektary. Oni to wezmą, ale dla nich jest to niewiele. Musimy więc postarać się o więcej, bo wtedy będziemy mogli szukać kolejnych inwestorów.
AT: Pewnym rozwiązaniem byłoby poszerzenie granic miasta o okoliczne tereny. Jest to realne?
Andrzej Szlęzak: Myślę, że to jest nieuchronne. Stalowa Wola za kilka lat wyczerpie swoje możliwości rozwojowe w obecnych granicach i trzeba będzie szukać nowych możliwości. Musimy robić przede wszystkim wszystko, aby lotnisko w Turbi znalazło się w granicach miasta, bo to kolejna szansa rozwojowa dla nas. Co prawda nigdy nie będzie to port lotniczy, ale ma inne możliwości. Jeśli miasto nie zaangażuje się w rozwój tego lotniska to ono się nie rozwinie. Problem polega na tym, że lotnisko nie leży w granicach administracyjnych miasta, a ponad to nie jest własnością aeroklubu stalowowolskiego, ale polskiego i nikt nie chce w to inwestować w tym momencie. Gdybym ja jako prezydent chciał to zrobić to prędzej witałbym się z prokuratorem niż jakimkolwiek pilotem lądującym na tym lotnisku. Mam pewien pomysł na to, ale trzeba to jeszcze przemyśleć i troszeczkę poczekać, a później to zrobić.
AT: Skoro jesteśmy przy rozwoju miasta. Jak skomentowałby Pan stwierdzenie kandydata platformy, że Stalowa Wola zwalnia i dostaje zadyszki?
Andrzej Szlęzak: Dopóki sam się nie wypowiem czy kandyduję, nie chcę się odnosić do tego, co mówią inni kandydaci, zwłaszcza jeśli robią to w kontekście kampanii.
AT: A jak Pan ocenia kandydatury na fotel prezydencki Stalowej Woli?
Andrzej Szlęzak: Niech kandyduje kto chce, kto się czuje na siłach i uważa, że ma lepsze pomysły niż te, które w tej chwili są. Niech kandyduje i przekonuje ludzi. Musi być jakaś rywalizacja. Nie może być monopolu, bo rywalizacja jest zawsze twórcza. Ja uważam, że Stalowa Wola i nie tylko Stalowa Wola potrzebuje przywódców w różnych wymiarach, bo nie jest nim tylko prezydent miasta. Przywódcami są również ludzie kultury, działający w wolontariacie. A przywódcą jest taki człowiek, który patrzy dalej, widzi szerzej, wie lepiej i ma odwagę mówić o tym, że właśnie tak robi i nie bać, że ktoś powie, że jest zarozumiały. Taka jest rola przywódcy od zawsze.
AT: Nie chce Pan teraz jeszcze powiedzieć czy zdecyduje się kandydować na prezydenta. Kiedy możemy się spodziewać oficjalnej deklaracji?
Andrzej Szlęzak: Myślę, że już niedługo. Nie jest ważne kto pierwszy startuje tylko kto wygrywa dlatego nie ma się co śpieszyć, ale nie można też tego przeciągać.
AT: Dziękuję za rozmowę.
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”
Albert Einstein
Kultura i rozrywka
Sport
Nasze sprawy
Styl życia
Religia
Tam warto być
Informator
Ogłoszenia
Redakcja
Kontakt
Reklama
Polityka prywatności
RSS