autor: Sławomir Partyka / 18.04.2010
a |a |a

Trzy cisze. Pożegnanie pary prezydenckiej oczami tarnobrzeżanina (fotoreportaż)

Jestem na placu Piłsudskiego gdzie w samo południe rozpocznie się msza żałobna. Plac powoli zapełnia się warszawiakami i przyjezdnymi, jest nas coraz więcej. Wybija godzina katastrofy lotniczej sprzed tygodnia, o czym obwieszcza ryk syren. W tym przeraźliwym hałasie następuje druga cisza...

zdjecia/2010/04/18/sl2_gl.jpg
fot. Sławomir Partyka

dodatkowe zdjęciaZobacz więcej zdjęć w galerii! +

Znajomi, koledzy i rodzina głośno zastanawiali się czy warto jechać do Warszawy na sobotnie uroczystości żałobne. Media podawały, że przed pałacem prezydenckim są już nieprzebrane tłumy ludzi. Jednak wbrew wszelkim słowom odradzania, postanowiłem pożegnać osobiście parę prezydencką.

Jest sobota, godzina 1.45 w nocy. Z duszą na ramieniu czekam na autokar do Warszawy, pełen niepokoju czy uda mi się dotrzeć do stolicy. Dochodzi 2 00. Podjeżdża autokar, który okazuje się w połowie pusty. Już wiem, że będę w Warszawie. Podróż przebiega bardzo spokojnie i kończy się przed Dworcem Centralnym w Warszawie o 6 30 rano.

Przezornie udaję się prosto na dworzec aby zapewnić sobie równie spokojny powrót jak przyjazd. Na dworcu panuje biało-czerwona atmosfera solidarności i życzliwości. Harcerze mają swój punkt informacyjny do którego od razu mnie zapraszają i służą wszelką pomocą, wręczając jednocześnie pakiet mapek i informatorów. Po zakupie u nader uprzejmej kasjerki biletu powrotnego, wychodzę z dworca.

SZOK

Warszawa zdaje się czekać na arcyważną delegacje, wszędzie widać policję straż miejską i harcerzy. Postanawiam do pałacu prezydenckiego dotrzeć pieszo a jednocześnie zamienić kilka słów z warszawiakami pytając ich o drogę. Chcę poczuć atmosferę naszej stolicy, zanurzonej w żałobie. Na ulicach mijam tylko wspomniane służby i grupy ludzi z polskimi flagami. Spotkam w końcu pana z pieskiem, który bardzo życzliwie i spokojnie wskazuje mi drogę do pałacu prezydenckiego.

Nim dojdę przed pałac postanawiam oczywiście kupić znicz. Podchodzę do pierwszego stoiska rozstawionego gdzieś na ulicy i tutaj szok! Sprzedający informuje mnie, że do pałacu można wejść bez żadnej kolejki, nie wierzę! Przyspieszam nieco kroku, ale dale nie wierzę. Podchodzę przed pałac i zadaję sobie pytanie: gdzie te tłumy? Jest nas wszystkich może 100 osób. Ustawiam się w kilku metrowej kolejce i wchodzę…

PIERWSZA CISZA

Taka cisza, że zapiera dech. Przemierzam wedle wytyczonej trasy kolejne metry pałacowych korytarzy, przemierzam je ze ściśniętym gardłem i niedowierzaniem. Mijam trumny prezydenckich ministrów i udaję się na pierwsze piętro, gdzie spoczywają ciała pary prezydenckiej. Wstrzymuję krok przed progiem tej sali ze wzruszenia wstrzymuję oddech i wchodzę. Jest przerażająco cicho, jest smutno. Przyklękam i wychodzę. Łapie oddech na dziedzińcu i zaczyna do mnie docierać, gdzie byłem. Do dziś sobie nie zdaję z tego sprawy.

Wpisuję się do księgi kondolencyjnej, krótki wpis i zamaszysty podpis, wychodzę. Wracam do sprzedającego znicze i dziękując kupuję parę biało-czerwonych tulipanów, które składam na pałacowym dziedzińcu. Co chwilę "pstrykam" zdjęcia, aby zatrzymać te chwile.

Druga cisza. Jestem na placu Piłsudskiego gdzie w samo południe rozpocznie się msza żałobna. Plac powoli zapełnia się warszawiakami i przyjezdnym, jest nas coraz więcej. Wybija godzina katastrofy lotniczej, o czym obwieszcza ryk syren. W tym przeraźliwym hałasie następuje druga cisza. Wszyscy stoją w milczeniu wsłuchując się w syreny.

JEŚLI ZAPOMNĘ O NICH...

Po złożeniu pokłonu przed pomnikiem Nieznanego Żołnierza wracam pod pałac prezydencki, gdzie już zbierają się tłumy i stoi sięgająca po horyzont kolejka oczekujących na wejście do pałacu. Spacerując po krakowskim przedmieściu co chwile dostrzegam w witrynach wystawowych, fotografie zmarłych w katastrofie, a pod tymi oknami palące się znicze.

Wracam na plac Piłsudskiego, zatrzymując się po drodze na dłuższą chwilę przed pałacem, aby ponownie się zadumać i pochylić głowę.

Trzecia cisza, jest południe i powietrze rozrywa żałobny ryk syren, rozpoczyna się msza św. … „Jeśli zapomnę o Nich – Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie”.


autor: Sławomir Partyka / 18.04.2010
 
Dodaj komentarz
Komentarze (5)

->
Autor nauczyłby się prawidłowych końcówe...
|Piłsudzki
2010.04.18
19:24
Autor nauczyłby się prawidłowych końcówek, bo teraz pisze o sobie jak o trzeciej osobie, w mniej więcej co trzecim zdaniu. Kupuję, wpisuję się, udaję się a nie kupuje, wpisuje się, udaje się itd. O ile jednak zwykłe błędy ortograficzne mogą się czasem każdemu przydarzyć, o tyle pisanie "Piłsudzki" jest błędem którego powinien się wstydzić każdy, a szczególnie młody POlityk. Charakterystyczne też dla osoby autora, że ujawnia się gdzie może na kilka miesięcy przed wyborami, po czym znika do następnej kampani. POwodzenia!

->
Widzę, że już po żałobie. Zamiast żałoby...
|tarnobrzeżanin
2010.04.18
19:49
Widzę, że już po żałobie. Zamiast żałoby jakieś śmieszne dogryzanie i wyłapywanie potknięć!

->
Dokładnie. W Tarnobrzegu zawsze znajdzie...
|gnojorz francowaty
2010.04.18
23:28
Dokładnie. W Tarnobrzegu zawsze znajdzie się jakiś jątrzący burak... żałoby uszanować nie potrafiący.

->
Tak gwoli ścisłości - tych potknięć zebr...
|HeadShrinker
2010.04.19
11:46
Tak gwoli ścisłości - tych potknięć zebrała się artykule ilość niemała. Autor nie powinien się dziwić temu, że ktoś je wyłapał - mało tego, przed opublikowaniem tekstu - należałoby go oddać komuś do "zbetowania". Jedna rada dla autora - jeśli chcesz pisać - czytaj więcej - ustrzeżesz się wtedy przed błędami stylistycznymi. "Taka cisza, że zapiera dech." "Podchodzę do pierwszego stoiska rozstawionego gdzieś na ulicy i tutaj szok! " To tylko dwa przykłady niezbyt trafionego "pisarstwa". Zanim ktoś nazwie mnie burakiem jątrzącym (to chyba jakaś nowa odmiana buraka pastewnego) - napisze jeszcze jedno. Autorze - albo zastosujesz się do tego co napisałem, albo zawsze znajdzie się jakaś mniej lub bardziej upierdliwa osoba, która wywlecze Ci wszystkie błędy. I choć w przypadku komentarza "Pilsudzkiego" sprawa jest jasna (- ktoś usiłuje bawić się w PR -) to gdybyś opublikował ów tekst na jakimkolwiek dużym portalu - zadeptaliby Cię. Jeden ze znajomych dziennikarzy Gazety wyborczej - opowiedział mi kiedyś, że nie czyta komentarzy pod swoimi artykułami - Sam się domyśl czemu;)

->
Artykuł ten jest zredagowany przez dzien...
|Sławomir Partyka
2010.04.19
17:02
Artykuł ten jest zredagowany przez dziennikarza TR 24. Jest to kompilacja mojej wypowiedzi, moich wspomnień i przeżyć.