autor: Aneta Dyka-Urańska/Monika Stojowska / 27.10.2009
a |a |a

Szpital mielecki zmuszony do znacznych ograniczeń w funkcjonowaniu oddziałów

Narodowy Fundusz Zdrowia nie zapłacił placówce 9 mln złotych za nadwykonania. Brakuje pieniędzy na leczenie w oddziale dermatologii, zakaźnym, dziecięcym i intensywnej terapii. Dyrekcja, by uniknąć dramatycznych rozwiązań planuje zakup sprzętu, dzięki któremu będzie można zwiększyć zakres usług medycznych i otworzyć nowy, dochodowy oddział.

Szpital, który zajął pierwsze miejsce w województwie w rankingu "Rzeczpospolitej", boryka się z problemami finansowymi. Szpital, który zajął pierwsze miejsce w województwie w rankingu "Rzeczpospolitej", boryka się z problemami finansowymi.
fot. Marek Dykas +


Poniedziałkowa Sesja Rady Powiatu Mieleckiego zaczęła się dla Szpitala Powiatowego w Mielcu bardzo przyjemnie, bo serią gratulacji z okazji zajęcia 1. miejsca w województwie w rankingu „Rzeczpospolitej”. Potem jednak trzeba było zejść na ziemię, by przyjrzeć się niezwykłemu paradoksowi: świetny szpital musi ograniczyć swoją działalność.

NFZ SIĘ NIE WYWIĄZAŁ

Brak refundacji nadwykonań za  2008 i 2009 r, sprawił, że  nieciekawie wygląda sytuacja poszczególnych jednostek ośrodka. – Jeśli chodzi o  intensywną terpię, jest i dodatkowa dramatyczna komplikacja: nie mamy gdzie przekazać pacjentów, bo żaden okoliczny szpital nie jest w stanie ich przyjąć – nie krył dyrektor Leszek Kołacz. Podkreślił, że fatalna sytuacja dotyczy również pediatrii, bo nadchodzi sezon zwiększonej ilości zachorowań.

– Nie będziemy zamykać działalności, bo procedura jej ponownego uruchomienia byłaby zbyt skomplikowana, ale ordynatorzy oddziałów zabiegowych, takich jak chirurgia, ortopedia czy urologia, otrzymali polecenie wykonywania tylko zabiegów u pacjentów w stanach zagrażających życiu. Im odmówić pomocy nie wolno - dodał.

ZDZIWIENIE RADNYCH

Radni dopytywali, jak to możliwe, że po tylu obietnicach ministerialnych, wielu komplementach pod adresem szpitala, a także po zajęciu pierwszego miejsca w województwie w prestiżowym rankingu, jest on w tak dramatycznej sytuacji. – Angażujecie mnie państwo takimi pytaniami w politykę, a ja mogę tylko dokładnie zacytować te obietnice przekazywane również przez media i stwierdzić fakty: nikt ich nie dotrzymuje – przyznał Kołacz.

Dyrekcja szpitala jest poruszona m.in. tym, że o pieniądze za nadwykonania musi walczyć w sądzie, mimo iż jedna z odgórnych obietnic dotyczyła przekazywania funduszy za nadwykonania w drodze ugody. Nie doszło do niej, a od nakazu zapłaty NFZ się odwołał, więc pozostaje walka na drodze cywilnej. Chodzi o 3 mln 754 tys. zł za 2008 rok.

JAKI POWÓD?

Pokutuje fakt, że dyrekcja szpitala była zmuszona do podpisania bardzo niekorzystnego, niesymetrycznego kontraktu z NFZ. Renegocjacje nie rozwiązały problemu, bo różnica pomiędzy pulą do wykorzystania w pierwszym a drugim półroczu to wciąż 2 mln zł. – Sytuacja jest niezwykle złożona, bo ograniczenia nie sprawiają, że możemy zahamować powiększanie się luki w budżecie. Mamy już swoją markę, jesteśmy kojarzeni z takim poziomem pracy, z której chcą korzystać pacjenci w nagłych przypadkach, z zagrożeniem życia, a tych przyjąć musimy i tak to wszystko się pogłębia – tłumaczy dyrektor Kołacz.

WYJŚCIE Z SYTUACJI

Dyrekcja ma plan, który pozwoli obronić się przed utratą płynności finansowej. Trzeba - ograniczając koszty - zadbać o większy dochód. To jednak wielkie wyzwanie, bo wiąże się z zakupem sprzętu, który poszerzy wachlarz dostępnych w szpitalu usług i otwarciem nowego, dochodowego oddziału.
Władze powiatu już myślą, jak pomóc. – Plan zakłada, że szpital kupi sprzęt w tym roku, a my mu zapłacimy w przyszłym, o ile prawnicy nie dopatrzą się w tym rozwiązaniu wad. I my mamy swoje problemy – mówi starosta mielecki Andrzej Chrabąszcz.

CO ZAPROPONUJE FUNDUSZ?

Planowania z pewnością nie ułatwia to, że nikt nie wie jak będzie wyglądać kontrakt z NFZ na 2010 rok. – Nie mamy pojęcia czego się spodziewać, jak więc zarządzać szpitalem? – odpowiada Kołacz. Wie jednak, że nie będzie zwalniał: – Świetna kadra to wielki kapitał i trzeba robić co w naszej mocy, by go chronić. Robiliśmy też co tylko się da, by pacjenci ucierpieli jak najmniej, ale teraz stoimy pod ścianą. Ograniczeń nie da się uniknąć i nie ma w tym naszej winy, bo jesteśmy w pełni gotowi do świadczenia naszym pacjentom usług medycznych i to na bardzo wysokim poziomie.


autor: Aneta Dyka-Urańska/Monika Stojowska / 27.10.2009
 

Ta wiadomość nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Możesz być pierwszy!
Dodaj komentarz