a
a
O tym, że "dopalacze" to niebezpieczne dla zdrowia i życia substancje chemiczne wiedzą już chyba wszyscy. Także mielczanie, którzy mieli okazje śledzić losy młodych ludzi hospitalizowanych po zażyciu tych specyfików. – To bardzo poważny problem przede wszystkim dlatego, że po niebezpieczne substancje sięgają coraz młodsze osoby. I to bez jakiejkolwiek kontroli. Drugim problemem jest sama działalność takich sklepów. Gdy wprowadzony zostanie zakaz sprzedaży jednego specyfiku, natychmiast powstanie jego odpowiednik pod inna nazwą – powiedział prezydent Mielca Janusz Chodorowski. Podkreśla także, że wciąż nie ma przepisów, które jednoznacznie zabraniałyby sprzedaży takich produktów.
Dlatego władze Mielca zleciły Straży Miejskiej nowe zadanie: będzie legitymować osoby odwiedzające sklepy z "dopalaczami" w sytuacji, kiedy można podejrzewać, że nabywcy są niepełnoletni. – Uważam, że w sytuacji, w której zawiódł ustawodawca, każdy pomysł jest dobry, by chronić mieszkańców miasta, głównie tych najmłodszych, przed takim niebezpieczeństwem – dodał Janusz Chodorowski.
Od czwartku strażnicy i policjanci, o różnej porze dnia, pojawiają się bardzo często przed sklepami, które sprzedają dopalacze. – Sprawdzamy, czy klientami tych sklepów są osoby niepełnoletnie. Jeśli okaże się, że taka osoba przebywa w pobliżu sklepu, np. w czasie gdy powinna być w szkole, to zgodnie z naszymi kompetencjami, możemy powiadomić o fakcie rodziców i szkołę – powiedział komendant Straży Miejskiej Arkadiusz Misiak. Podobnie będzie, jeśli osoba nieletnia będzie wylegitymowana w pobliżu sklepu w późnych godzinach wieczornych.
– Wspólnie z mielecką policją będziemy bardzo skrupulatnie kontrolować sytuację w pobliżu sklepów z "dopalaczami" – dodał Arkadiusz Misiak.
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”
Albert Einstein
Kultura i rozrywka
Sport
Nasze sprawy
Styl życia
Religia
Tam warto być
Informator
Ogłoszenia
Redakcja
Kontakt
Reklama
Polityka prywatności
RSS