Wiadomość wydrukowana ze strony twojregion24.pl
autor: SM / 02.02.2010

Wicedyrektorki "czwórki": Uziel zrobił w szkole przedwyborczy show

Na ostatniej sesji Rady Miasta Tarnobrzega pojawił się temat dyscyplinarnie zwolnionej nauczycielki ze Szkoły Podstawowej nr 4. Został on jednak wzbogacony o nowy wątek – wicedyrektorki placówki uznały, że udział Stanisława Uziela w spotkaniu z rodzicami, był rodzajem „przedwyborczego show”.  - Nie będę się tłumaczył, mnie interesuje dobro dzieci, jestem do tego zobowiązany - odpowiada radny.


- W sytuacji medialnej awantury wokół sprawy kadrowej, jaką jest dyscyplinarne zwolnienie nauczycielki pani Jolanty Mudzik, jesteśmy zobowiązane zapisami Kodeksu Etycznego Nauczyciela, a także walką o dobre imię szanowanej i dobrze wypełniającej swoje zadania szkoły, wyrazić sprzeciw wobec faktu rozpoczęcia kampanii wyborczej radnego pana Stanisława Uziela, który nie pierwszy raz pojawił się w szkole, aby stworzyć sobie okazję do wystąpienia przed większą grupą ludzi – odczytał pismo przesłane radzie jej przewodniczący Jurand Lubas.

Autorki wniosku, stwierdziły również, że szkoła jako miejsce publiczne nie może być sceną pseudopolitycznych działań, a posiadanie mandatu radnego to przywilej, który zobowiązuje do poszanowania prawa i bezstronności.

BYŁO ICH TRZECH

Tarnobrzescy radni - Stanisław Banaszak, Stanisław Uziel i Jan Grębowiec (Przewodniczący Komisji Oświaty), na spotkanie, które odbyło przed dwoma tygodniami w szkole „czwórce”, zostali zaproszeni przez rodziców. To oni zwrócili się z prośbą o wsparcie w zaistniałym konflikcie. Adresaci odpowiedzieli, co zostało odebrane przez dyrekcję jako zorganizowanie darmowej kampanii wyborczej, zwłaszcza w odniesieniu do Kawalera Orderu Uśmiechu – Stanisława Uziela. Na argumenty zawarte w piśmie skierowanym do Lubasa, odpowiedzieli Banaszak i Uziel.

BEZ ZBĘDNYCH EMOCJI

- Pojawiliśmy się w placówce, bo sytuacja jest niepokojąca. Zarówno ja, jak też radny Uziel, jesteśmy członkami zarządu rady osiedla, na którym znajduje się szkoła – powiedział Banaszak. Podkreślił też, że zarzuty, mówiące o pominięciu „opinii dyrektora” są bezpodstawne, bo pierwsze swoje kroki, Banaszak skierował do zarządzającej placówką i powiadomił o obecności. -  Rozmawiałem  z panią Grabias w obecności naczelnika wydziału edukacji, Bogusława Uchańskiego i przewodniczącego rady rodziców Marka Bukały. Pani dyrektor wyraziła zgodę, byśmy spotkali się z rodzicami, udostępniła nam salę, nie wzięła jednak w tym zebraniu udziału. Nie było tam żadnej kampanii przedwyborczej - przywołał zdarzenia radny.

RÓWNOWAGA NA BIS

Banaszak zaznaczył również, że taki krzywdzący osąd, nakreślony w treści pisma wicedyrektorek, wynika z nieznajomości ustawy o samorządzie i obowiązkach radnego. Również Uziel nie zgodził się ze stanowiskiem zastępczyń Jareckiej- Grabias, a swój udział w rozmowie z rodzicami potraktował jako powinność. - Nie będę się tłumaczył, mnie interesuje dobro dzieci, jestem do tego zobowiązany,  jest mi bardzo przykro, że tak się dzieje w tej szkole, uczniowie nie powinni  być świadkami tego typu zdarzeń  – powiedział podczas czwartkowej sesji.Rodzice z prośbą o pomoc w przywróceniu Jolanty Mudzik do pracy, zwrócili się nie tylko do radnych, ale też do prezydenta miasta, dlatego też podczas sesji zabrał głos wiceprezydent Wiktor Stasiak. Odniósł się on również do wypowiedzi radnego Banaszaka.

MOCNY FINAŁ

- Po raz kolejny wyjaśniam, że do kompetencji prezydenta nie należy podejmowanie decyzji  za dyrektora. Radny Banaszak wzbudził emocje na temat całej tej sprawy, to doświadczony nauczyciel, powołuje się na Kartę Nauczyciela, a winnych szuka tam gdzie ich nie ma. Prezydent to nie pierwszy sekretarz, nie może rozkazać dyrektorowi, który wyposażony jest w kompetencje – podkreślił Stasiak. Wyjaśnił też, że nie można dopatrywać się winy tylko po jednej stronie i negować wyłącznie dyrektorki. Również przedstawiciele Rady Rodziców, działającej przy szkole, wydali oświadczenie o poparciu działań dyrekcji, które mają doprowadzić do zażegnania sporu pomiędzy szefostwem placówki a rodzicami uczniów klas VI c i VI d.

WIE WARSZAWA

O całej sprawie poinformowany został Rzecznik Praw Dziecka, który, jak dowiedział się TR24, nie będzie interweniował w sporze. - Do Rzecznika Praw Dziecka wpłynęła informacja na temat sprawy dyscyplinarnego zwolnienia nauczyciela. Zagadnienia z zakresu prawa pracy nie wchodzą jednak w kompetencje Rzecznika Praw Dziecka. Zainteresowani powinni wykorzystać środki, przewidziane stosownymi przepisami – poinformował  Marek Żebrowski z Działu Komunikacji Społecznej, przy Biurze Rzecznika Praw Dziecka.

Do dyscyplinarnego zwolnienia  Mudzik doszło kilkanaście dni temu. Rodzice jednej z szóstych klas złożyli wniosek do dyrektora o przywrócenie jej do obowiązków. O sprawie poinformowali tarnobrzeski oddział kuratorium oświaty, prezydenta miasta oraz naczelnika Wydziału Edukacji i Zdrowia. Mudzik zarzucono podważanie kompetencji jednego z wicedyrektorów, kwestionowanie decyzji przełożonej oraz niedoniesienie na czas zwolnienia lekarskiego. Nauczycielka odwołała się do sądu pracy. Rodzice uczniów podkreślają, że nauczycielka cieszy się zaufaniem i szacunkiem podopiecznych.


autor: SM / 02.02.2010