autor: Marta Pawłowska / 19.10.2009
a |a |a

Soyka: dopóki będę przy zdrowych zmysłach, będę tworzył

- Zrezygnuję pewnie dopiero, jeśli będę czuł, że nie kontroluję aparatu głosowego. Nie wyobrażam sobie, żebym porzucił muzykę. Dopóki będę przy zdrowych zmysłach będę tworzył. Kusi mnie komponowanie muzyki kameralnej dla znajomych, dla małych zespołów - podkreśla w wywiadzie udzielonym TR24 Stanisław Soyka. Artysta wystąpi w najbliższy piątek w Sandomierzu na Festiwalu Łagodności.

Soyka Kwintet już w piątek wystąpi na sandomierskim Festiwalu Łagodności Soyka Kwintet już w piątek wystąpi na sandomierskim Festiwalu Łagodności
fot. Andrzej Tyszko

dodatkowe zdjęciaZobacz więcej zdjęć w galerii! +

TR24: Dlaczego zdecydował się Pan na udział w Festiwalu Łagodności?

Stanisław Soyka: Traktuję to jako kolejne pozytywne spotkanie z ludźmi. Nigdy się nie dogmatyzowałem. Robię po prostu coś, co jest esencją mojego życia. Gram tam, gdzie mnie chcą. Zaproszenia na tak różne koncerty są dla mnie uznaniem uniwersalizmu mojej sztuki.

TR24: A z uwagi na tematykę festiwalu przygotował Pan jakiś specjalny repertuar?

Stanisław Soyka: Nie, natomiast daje mi on do myślenia jeśli chodzi o mój stosunek do picia.

TR24: A jaki jest?

Stanisław Soyka: Raczej nieukrywany.

TR24: Lubi Pan wypić.

Stanisław Soyka: Nie mówię tak, nie mówię nie (śmiech). Nigdy jednak nie szukałem szczęścia w alkoholu. Mogę teraz, kiedy minął mi półmetek, otwarcie przyznać, że najbardziej ekscytuje mnie muzyka. W żadne używki nie wszedłem nigdy za mocno i nigdy nie straciłem nad tym kontroli. Nie doprowadziłem się do stanu, w którym nie wiedziałem jak się nazywam i jak wróciłem do domu. Rozmyślam generalnie o tym, że ludzie mają z tym tak poważne problemy, że są uzależnieni do tego stopnia.

TR24: W Polakach zakorzeniona jest kultura picia?


Stanisław Soyka: Chyba nie tylko u Polaków. Na zachodzie też, ale chodzi o różnice kulturowe i rodzaje alkoholu. Na wschodzie, w krajach posowieckich piło i pije się dużo. Dużo wódki, bo przecież przeciętny Włoch wypija butelkę wina dziennie i nikt nie uważa go za alkoholika. W Polsce i tak sytuacja się poprawiła. Nie widzi się już na ulicy tylu uchlanych co kiedyś. Pijemy więcej wina. Cywilizujemy się.

TR24: W tym roku skończył Pan 50 lat, zastanawia się Pan co będzie robił, jak przestanie Pan śpiewać? Muzyk w ogóle może myśleć o emeryturze?

Stanisław Soyka: Nie myślę o emeryturze. Chciałbym pracować póki będę zdrowy. Nie wiem ile przeznaczył mi Pan Bóg. Obawiam się, że i tak nie starczy mi czasu na zrobienie wszystkiego, co chcę. Chcę jednak tworzyć muzykę dopóki zdrowie nie odmówi mi posłuszeństwa. Zrezygnuję pewnie dopiero, jeśli będę czuł, że nie kontroluję aparatu głosowego (śmiech). Nie wyobrażam sobie, żebym porzucił muzykę. Póki będę przy zdrowych zmysłach będę tworzył. Kusi mnie komponowanie muzyki kameralnej dla znajomych, dla małych zespołów.

TR24: Planuje Pan zatem oddać schedę Antkowi i Kubie, którzy współtworzą z Panem zespół?

Stanisław Soyka: To niezwykłe, że chłopcy ze mną pracują. Poza tym jest to bardzo przydatne, bo świetnie pracują i się do tego nadają. Wiem, że w najbliższych latach będziemy pracować razem, ale mam świadomość, że pójdą swoimi drogami. Już mają swoją formację. Ich ambicja mnie cieszy, tak samo jak cieszy mnie to, że teraz gramy razem. Nie spodziewam się, że tak będzie zawsze. Nie mogą czuć się zniewoleni tym, że pracują u taty i odchodząc mogą mu zrobić przykrość. Obowiązuje wolność w obie strony.

TR24: Jak będą rozrabiać zwolni Pan synów?

Stanisław Soyka: (śmiech). Podchodzimy do pracy profesjonalnie. Jeśli ja uznam, że w jakimś projekcie nie pasują, oni się za to nie obrażą. Tak samo, jak ja nie obrażę się, jeśli Antoni zdecyduje się na wyjazd na praktyki. To wspaniały reżyser dźwięku. Jest naprawdę świetnym fachowcem. Będzie ciężko go wypuścić, ale ma wolność decydowania. To naprawdę najlepszy okres w moim życiu.

TR24: Często Pan to powtarza. To najlepszy okres w moim życiu, mam prawdziwą miłość, zespół życia. Został Pan muzykiem i to muzykiem rozpoznawalnym, czyli spełniło się Pana marzenie z początku kariery. Czy jest jeszcze coś o czym Pan marzy?

Stanisław Soyka: Nie wiem czy można to nazwać marzeniem. Pan Bóg dał mi wszystko, czego chciałem. Jestem spełniony, ale nie mam wrażenia, że skończyłem. Póki żyję, mam co robić. Być zdrowym i służyć muzyce, bo to wielka Pani. Jestem wielkim szczęściarzem, bo wcześnie odczytałem swoją drogę. Mistrzowie, których radziłem się młodości, mówili że w życiu najważniejsza jest konsekwencja. Staram się być wobec tego konsekwentny.

TR24: Ciężko było osiągnąć to, co ma Pan dzisiaj?

Stanisław Soyka: Właściwie się nad tym nie zastanawiałem. Pochodzę z rodziny śląskiej, gdzie etos pracy się szanowało. Od dziecka wiedziałem, że praca jest człowiekowi przypisana. Jeśli się chce żyć uczciwie, należy też pracować. U nas człowiek się rodził, pracował i odchodził.

TR24: Czuł się Pan w obowiązku?

Stanisław Soyka: Dla mnie praca była po prostu normalną rzeczą. Nie wyobrażam sobie życia bez niej, bez tego co robię. To jest trud. To przecież nic dziwnego, bo życie jest trudem. To nie wieczny chillout. Wychowano mnie tak, że nie traktuję pracy ani jak obowiązku, ani nie żałuję, że się w niej trudzę.

TR24: Nie żałuje Pan, że nie zdecydował się na pracę i karierę światową?

Stanisław Soyka: W życiu nie żałowałem. To jest czymś patologicznym i kompletnie niezrozumiałym, że w Polsce jest przeświadczenie, że aby coś osiągnąć trzeba wyjechać. Że kariera możliwa jest tylko w Ameryce, a my Polacy na pewno możemy ją tam zrobić. Ja też bywałem i bywam na świecie. Słuchają mnie w Niemczech, we Francji i w Ameryce, ale to jest nisza. Świat dzieli się na rodziny. My mamy swoją, oni swoje. Nigdy się nie zrozumiemy do końca. Głosem Amerykanów mówi Bob Dylan, Johnny Cash i Willie Nelson. My nie mamy nic do gadania. My mamy swoje, a oni swoje. Nie żałuję niczego. Współpracowałem z zachodnimi wytwórniami. Poznałem ten świat i wiele się nauczyłem, co pomogło mi na drodze tutaj. Ten pęd na zachód jest megalomański i wywołuje u nas deficyt własnej tożsamości. Zapomina się że my też mamy wspaniałe i możemy z tym wiele osiągnąć.

TR24: Kto jest tym wspaniałym?

Stanisław Soyka: Czasy się zmieniły. Nie ma już żelaznej kurtyny, co znacznie ułatwia rozwój artystyczny. Mamy wielkich, młodych i wybitnie zdolnych. Szczególnie wśród pianistów jazzowych.  Sławomir Jaskółka i Marcin Masecki już zdobywają sławę na świecie. Muzyka jazzowa nadal funkcjonuje. Nie ma zmartwienia (śmiech).

TR24: Nie martwi się Pan o swoje koncerty? Nadal nie brakuje miłośników muzyki Stanisława Soyki?

Stanisław Soyka: Nigdy nie adresowałem muzyki do konkretnej grupy. Nie zakładałem rodzaju publiczności. Tworzyłem po prostu dla ludzi, którzy chcieli słuchać mojej muzyki i Staszka Soyki. To było chyba właściwe, bo na koncertach pojawiają się teraz trzy pokolenia. Rodzice przyprowadzają dzieci. Zdarza się, że dziadkowie przyprowadzają wnuki. To niesamowite widzieć, że stworzyło się sztukę, która przyciąga i siwą głowę i nastoletnią czuprynę.  

TR24: Takie koncerty przynoszą satysfakcję czy inspirację?

Stanisław Soyka: Koncert jest ostatecznym spotkaniem. To jest święto i uwieńczenie wszystkiego. Jest głębokim przeżyciem wewnętrznym, ale nie można przypisać mu działań inspiracyjnych. Inspiruje mnie życie - ciekawe, trudne i piękne.

TR24: Jakie ma Pan najbliższe plany muzyczne?

Stanisław Soyka: W tej chwili realizujemy kilka projektów. Na początku sierpnia zaproponowano mi napisanie muzyki do pominiętych utworów Agnieszki Osieckiej. Część z nich ukazała się drukiem, ale niektóre nie ujrzały jeszcze światła dziennego. Napisałem muzykę do pięciu z nich i zagraliśmy je w ostatni poniedziałek. To pięć bardzo dobrych utworów i świetna inicjatywa, więc będziemy to kontynuować. Poza tym pracujemy też nad nowym albumem. Trzeci projekt to Pasja według Romana Brandstaettera. Przy tym projekcie współpracuję z niezwykle utalentowanym polskim dramaturgiem nowego pokolenia, Krzysztofem Czeczotem. Myślę, że z tej współpracy wyjdzie coś naprawdę wartościowego.

TR24: Kiedy możemy się tego spodziewać?

Stanisław Soyka: Ooo... to ciężko przewidzieć. Już dawno się nie śpieszę. Nagrywam płytę wtedy, kiedy jest gotowa. Kiedy mam pewność, że zrobiliśmy wszystko, żeby była doskonała. Myślę, że Agnieszki Osieckiej można się spodziewać w przyszłym roku. Pasja jest jednak dopiero w trakcie krystalizacji pomysłu. Mamy libretto, jest wyciąg z poematu, ale dyskutujemy nad koncepcją. To jeszcze potrwa.

 

TwójRegion24.pl jest patronem  medialnym sandomierskiego Festiwalu Łagodności.


autor: Marta Pawłowska / 19.10.2009
 

Ta wiadomość nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Możesz być pierwszy!
Dodaj komentarz