a
a
Pierwsza rozprawa nie przyniosła rozstrzygnięcia, jakiekolwiek ono będzie nie rozwiąże problemu. Takie zdanie wyraził Sąd Pracy.
– Proponuję rozważenie decyzji o ugodzie – podnosił sąd. – Pani Mudzik wróci do szkoły nr 4, będzie w niej uczyła do końca roku szkolnego, a po wakacjach przeniesie się do innej placówki. Jeśli nie, dyrektor będzie miała możliwość wdrożenia postępowania dyscyplinarnego – informował.
Swą pomoc w rozstrzygnięciu sporu zagwarantował prezydent Tarnobrzega. – Drzwi do mojego gabinetu są otwarte – podkreślił. Dziubiński proponował takie rozwiązanie już na początku lutego. Do zawarcia ugody jednak nie doszło. – Nie mogłam przyjąć warunków, ponieważ nie były one konkretne – mówiła podczas rozprawy Mudzik. – Nie wiedziałam do jakiej szkoły mam trafić i na jakich zasadach pracować.
Jarecka–Grabias wyjaśniła, że chodziło o jedną z tarnobrzeskich szkół ponadgimnazjalnych. Od września Mudzik miałaby prowadzić tam lekcje, a forma zatrudnienia byłaby równoważna z tą w "Czwórce".
Obie strony miały okazję wypowiedzenia się przed sądem na temat powodów dyscyplinarnego zwolnienia. Wśród argumentów przemawiających za pozbawieniem możliwości nauczania przez Mudzik znalazły się: niedoniesienie na czas zwolnienia lekarskiego, podważanie autorytetu wicedyrektorki Agaty Tarnawskiej, niestawienie się na rozmowę u dyrektora.
Jak zaznaczył pełnomocnik dyrektorki, rażące naruszanie prawa przez matematyczkę, trwa od grudnia 2007 roku. Jego zdaniem niedopuszczalne jest, by pracownik ciągle kwestionował decyzje dyrektora, lekceważył i poniżał. – Pani Mudzik porozumiewała się z dyrektorką za pomocą pism. Te, kierowane były jednocześnie do naczelnika Wydziału Edukacji i Zdrowia, prezydenta czy kuratorium – mówił prawnik Jareckiej–Grabias.
Przedstawiciel nauczycielki zarzucił kierującej placówką naruszenie Karty Nauczyciela. – Przy zwolnieniu dyscyplinarnym nauczyciela zatrudnionego na zasadzie mianowania nie decyduje dyrektor, ale komisja dyscyplinarna. Poza tym nie można się powoływać na Kodeks Pracy, jeśli kwestie nawiązania i rozwiązania stosunku pracy reguluje Karta Nauczyciela – podkreślał radca prawny ZNP.
Jolanta Mudzik przedstawiła swoje stanowisko w sprawie powodów, dla których została pozbawiona pracy. Wersje obu stron na temat rzekomego podważania przez matematyczkę autorytetu Agaty Tarnawskiej różniły się. Również jeśli chodzi o zwolnienie lekarskie, panie prezentowały odmienne stanowiska. Zdaniem dyrektorki, pracownik powinien jak najszybciej poinformować o swojej nieobecności, gdyż to usprawnia organizację pracy.
Nauczycielka uzyskała zwolnienie 10 grudnia o godzinie 16, dostarczone zostało ono następnego dnia przed rozpoczęciem zajęć, przez jedną nauczycielek. – Wicedyrektorzy dyżurują do 16.45, pani Mudzik mogła telefonicznie poinformować o niedyspozycji – zaznaczyła Jarecka–Grabias.
Dyrektor "czwórki" przypomniała także, że matematyczka odmówiła udziału w pracach komisji przeprowadzającej sprawdzian próbny po szóstej klasie, gdyż domagała się zapłaty za te godziny. W związku z tym, miała odbyć się rozmowa, na którą Mudzik nie przyszła. – Nie zgłosiłam się do dyrektora, wcześniej doszło między nami do wymiany zdań. Pani dyrektor nie przyznała mi dodatku motywacyjnego. Uznałam, że nie muszę iść na tę rozmowę, skoro wcześniej wypowiedziałam się w tej kwestii – mówiła w sądzie nauczycielka.
Strony zapytane przez sąd, czy istnieje między nimi konflikt odpowiedziały przecząco. Jolanta Mudzik stwierdziła, że ich kontakty są ograniczone, ale wykonuje właściwie wszystkie swoje obowiązki. Potwierdziła, że mają odmienne zdania na temat sposobu prowadzenia szkoły, i najprawdopodobniej wynika to z faktu, że przez siedem lat pełniła obowiązki wicedyrektora.
Marzena Jarecka–Grabias przyznała, że komunikowała się matematyczką za pomocą pism, choć wiele razy proponował rozmowę i taki sposób kontaktu ceni sobie najbardziej. – Nie ma między nami konfliktu, ale jako dyrektor, mając na uwadze dobro szkoły, nie mogę pozwolić na takie zachowania Pani Mudzik. Ciężko mi mówić o współpracy, zwłaszcza, że grono pedagogiczne odczuwa dyskomfort i napięcie w związku z tą sytuacją – podsumowała.
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”
Albert Einstein
Kultura i rozrywka
Sport
Nasze sprawy
Styl życia
Religia
Tam warto być
Informator
Ogłoszenia
Redakcja
Kontakt
Reklama
Polityka prywatności
RSS