autor: Anna Tomczyk / 16.12.2009
a |a |a

Rzeszowski sąd krzyża się nie boi

Umorzona przez wojewódzkiego i powiatowego inspektora nadzoru budowlanego sprawa legalności krzyża na osiedlu Młodynie w Stalowej Woli wraca. Zdecydował o tym w środę Wojewódzki Sąd Administracyjny. - Wyrok uchylił decyzję pierwszej i drugiej instancji, ale nie jest prawomocny - dowiedział się TR24.

Krzyż stanął w młodyńskim lasku w lutym podczas drogi krzyżowej ulicami miasta jako wotum mieszkańców. Krzyż stanął w młodyńskim lasku w lutym podczas drogi krzyżowej ulicami miasta jako wotum mieszkańców.
fot. Anna Tomczyk +

Sprawę wniosła gmina Stalowa Wola, którą reprezentuje prezydent Andrzej Szlęzak, po tym jak Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego poparł decyzję Mariana Pędlowskiego z podległej jednostki powiatowej. Obaj stwierdzili, że krzyż nie jest robotą budowlaną w rozumieniu ustawy, a tym samym nie może być samowolą.

JEDYNA SŁUSZNA DECYZJA

Prezydent złożył skargę na tę decyzję do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Rzeszowie, który dziś nie podzielił stanowiska inspektorów. - Stało się to, co się stać powinno. Nikt nie powinien wątpić w słuszność tego wyroku - powiedział nam Andrzej Szlęzak. Sprawa pozostaje jednak nie zamknięta. Sąd ogłosił słowny wyrok, który teraz musi spisać i w formie dokumentu przesłać wraz z uzasadnieniem do rzeszowskiego inspektoratu.

BĘDZIE WALKA NA ARGUMENTY?

- Możemy wnieść skargę kasacyjną, ale najpierw musimy się zapoznać z argumentami sądu. Jeśli będziemy mieć sensowne kontrargumenty to złożymy ją - poinformowała TR24 Maria Sieńko z wojewódzkiego inspektoratu. Wtedy o dalszym losie krzyża na „Kokoszej Górce" zdecyduje Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie. Jeżeli inspektorat nie zdecyduje się na skargę wyrok zostanie uprawomocniony i dochodzenie w sprawie krzyża zostanie wznowione.

KOŚCIÓŁ NIE PODDA SIĘ

Bp Nitkiewicz zapowiedział, że podejmie wszelkie możliwe środki prawne, aby krzyż mógł pozostać na swoim miejscu. Zaapelował także do Szlęzaka, aby ten podjął dialog i wycofał się z dążeń mających na celu usunięcie religijnego symbolu.

Obecny dziś na sali ks. Jerzy Warchoł, który wziął na siebie odpowiedzialność w tej sprawie, czeka wciąż na ponowne wezwanie do stalowowolskiego sądu. Pierwszy termin rozprawy, którą założył dziekanowi prezydent został przeniesiony na bliżej nieokreślony termin. - Musimy doprecyzować wniosek żeby nie dać się złapać na formalnych „kruczkach" - tłumaczył w rozmowie z nami prezydent.

TAK SIĘ ZACZĘŁO

Symbol stanął w młodyńskim lasku w lutym podczas drogi krzyżowej ulicami miasta jako wotum mieszkańców. Został poświęcony przez bp Edwarda Frankowskiego. Zawieszono na nim tabliczkę z informacją, że w tym miejscu powstanie kościół parafialny pw. bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

Teren ten, jak wynika z korespondencji między kurią, a stalowowolskim magistratem, od 20 lat był obiecany diecezji. Zabrakło jednak oficjalnego pisma, które oddawałoby w ręce Kościoła teren, na którym bez wymaganego pozwolenia postawiono krzyż. Była to reakcja kurii na informacje prasowe, według których w tym samym miejscu w najbliższym czasie miały stanąć bloki.

Prezydent w rozmowie z TR24 powiedział, że nie było nigdy takich planów. Zapewnił też, że lasek nie jest przeznaczony pod jakąkolwiek budowę.


autor: Anna Tomczyk / 16.12.2009
 

Ta wiadomość nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Możesz być pierwszy!
Dodaj komentarz