a
a
- Jestem młody i dlatego mam siłę i chęć żeby zmieniać to miasto. Chcę, aby miejsce, w którym się wychowałem rozwijało się, bo chcę tu żyć - powiedział w rozmowie z TR24 Robert Fila.
Anna Tomczyk: Kiedy wybrano Pana na kandydata PO na prezydenta Stalowej Woli miał Pan wątpliwości? Długo się Pan zastanawiał?
Robert Fila: Tego typu decyzje zawsze są trudne, bo bierze się na siebie dużą odpowiedzialność. Myślę, że żaden z kandydatów nie podejmował jej bez zastanowienia. To duże wyzwanie, szczególnie, że muszę pogodzić kampanię ze swoją pracą zawodową. Z jednej strony moja kandydatura była jakby oczywista, z racji tego, że jestem szefem struktur powiatowych Platformy Obywatelskiej, ale ostateczną decyzję podjąłem gdy zostałem poparty jednogłośnie przez moje środowisko. Wiem, że nie jestem sam, a to dużo znaczy.
AT: Co poza wsparciem i deklaracjami środowiska motywowało Pana do podjęcia tej decyzji?
RF: To, że mam pomysł na Stalową Wolę i wiem, co chciałbym usprawnić w działaniu naszego miasta.
AT: Był Pan jedyny kandydatem czy platforma miała jakieś "koło zapasowe" na wypadek gdyby Pan się nie zdecydował?
RF: Słyszałem głosy, że nie miał kto od nas wystartować, co jest nieprawdą. Kandydatów tak właściwie było trzech, a decyzja ostatecznie padła na mnie.
AT: Przez długi czas mówiło się o poseł Renacie Butryn.
RF: To czyste spekulacje. Pani poseł nie zakończyła przecież kadencji, ma rozpoczętych wiele spraw związanych z miastem i nieodpowiedzialne z jej strony byłoby pozostawienie ich. Pani Butryn od początku mówiła, że nie będzie ubiegać się o fotel prezydenta.
AT: Platforma Obywatelska w naszym regionie nie cieszy się dużym poparciem, czy czuje Pan presję środowiska, które widzi w Panu nadzieję na wzmocnienie pozycji tego ugrupowania?
RF: Nie czuje niczego podobnego. Ludzie budujący to środowisko nie chcą tworzyć jakiejś partyjnej formuły, ale raczej przyciągać do nas osoby, które coś znaczą, coś zrobiły lub chcą zrobić. Łączymy młodość z doświadczeniem. To dla nas ważne, chcemy kompleksowo budować drużynę. Nasi radni nie są może specjalnie widowiskowi, ale za to są pracowici. Ze względu na specyfikę regionu faktycznie poparcie PO jest słabsze niż na zachodzie kraju, ale to mobilizuje właśnie do pracy. Przez to krytyczne nastawienie musimy pokazać się od dobrej strony pracując i pokazując, co robimy. Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze i mam nadzieję, że mieszkańcy Podkarpacia przekonają się do nas. Wydaje mi się, że nie jest aż tak źle. Poseł Butryn startowała z PO i wygrała mimo, że nie była faworytem. Teraz cały czas udowadnia, że jest parlamentarzystą z regionu i dba o jego interesy. To widać. My startujemy pod szyldem PO i chcemy pokazać, że jesteśmy przygotowani. Wiemy czego konkretnie chcemy dla miasta.
AT: Pana atutem jest doświadczenie, ale niektórzy uważają, że jest Pan za młody na to stanowisko. Co Pan o tym myśli?
RF: Ja nie mam z tego tytułu kompleksów, wprost przeciwnie. Przecież już mam spory wkład w to, co dzieje się w naszym mieście i do tej pory mój wiek w niczym nikomu nie przeszkadzał. Zbudowałem swoje doświadczenie m.in. podczas rozwiązywania problemów Stalowe Woli. Owszem jestem młody i dlatego mam siłę i chęć żeby zmieniać to miasto. Chcę, aby miejsce, w którym się wychowałem rozwijało się, bo chcę tu żyć. Zdaje sobie sprawę, jakie problemy mają ludzie tu mieszkający a szczególnie młodzi. Ktoś, kto przeszedł pewien etap w swoim życiu może już tego nie rozumieć, bo patrzy na życie z innej perspektywy, a problemem Stalowej Woli są właśnie problemy młodych ludzi. To, że mam lat tyle ile mam daje właśnie gwarancje tego, że będzie mi się chciało i wystarczy mi sił. Chciałbym przekonać ludzi do siebie żeby nie traktowali mnie stereotypowo, dlatego będę się z nimi spotykał i przedstawiał im swoją wizję.
AT: Która, z pełnionych do tej pory funkcji wg Pana przyda się najbardziej w zarządzaniu miastem?
RF: Na pewno doświadczenie, które wyniosłem z sześcioletniej pracy w Urzędzie Miasta. Mogłem się tam sprawdzić w wielu obszarach funkcjonowania miasta. Pomocne będą też ostatnie dwa lata mojej pracy w tarnobrzeskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Ten czas dał mi możliwość spojrzenia na Stalową Wolę z pewnego dystansu, ponieważ współpracuję z kilkoma samorządami i wieloma przedsiębiorcami. Przy okazji opiekuję się strefą stalowowolską i odpowiadam za inwestycje. Teraz w pełni widzę, w którą stronę powinna iść Stalowa Wola.
AT: Podczas prezentacji mówił Pan, że startuje, aby pchnąć Stalową Wolę do przodu. Jak Pan chce to zrobić?
RF: Czasy się zmieniają. Stalowa Wola nie jest na szarym końcu, jeśli chodzi o miasta, które się rozwijają. Wchodzimy w nowy etap i nową rzeczywistość. Myślę, że każda kadencja powinna się zaczynać od nowej wizji, bo cztery lata to długi okres. Następuje rozwój techniki, świadomości, komunikacji oraz wydarzeń. Rzeczy, które były dobre cztery czy osiem lat temu mogą wymagać pewnej korekty i tego, aby skoncentrować się jednak na czymś innym niż do tej pory. Według mnie potencjał Stalowej Woli jest znacznie większy i trzeba go wykorzystać. Należy stawiać na rozwój gospodarczy. Jesteśmy ośrodkiem gospodarczym i trzeba o tym głośno mówić, bo jesteśmy drugim miastem na Podkarpaciu. Żeby jednak coś osiągnąć to trzeba inwestować w infrastrukturę, stwarzać jak najlepsze warunki inwestorom oraz wychodzić na zewnątrz. Ja chcę postawić na nawiązywanie pełnej współpracy. Musimy wyjść maksymalnie do przodu i postawić na promocję gospodarczą. To jest dla mnie priorytet. Jeżeli mamy infrastrukturę to mówmy o tym całemu światu i współpracujmy ze strefami, konsulatami czy organizacjami. Żyjemy w społeczeństwie sieciowym i nie da się żyć w oderwaniu od świata. Nie możemy ważnych informacji dla rozwoju miasta zostawiać dla siebie, bo wszyscy chcą się rozwijać. Chcę, aby Stalowa Wola była nowoczesnym miastem. My jesteśmy skazani na współpracę i bycie w Europie. Takich miast jak Stalowa Wola są dziesiątki a nawet setki, dlatego musimy wyjść na zewnątrz, aby się pokazać. Musimy wykorzystywać kontakty i nawiązywać kolejne. Mam wrażenie, że to zostało zaniedbane. To może brzmieć jak slogan, ale ze swojego doświadczenia wiem jak bardzo jest to ważne.
AT: Użył Pan sformułowania: „nowoczesna Stalowa Wola". Nowoczesna, czyli jaka?
RF: Nowoczesna, czyli taka, która używa nowatorskich rozwiązań w gospodarce i promuje się w sposób mądry. Powinniśmy być otwarci, nie bać się współpracy ani nie mieć żadnych kompleksów, bo Stalowa Wola powstawała w COP jako nowoczesny ośrodek gospodarczy. Mamy krótką historię, ale jest to super wyjątkowa historia. Powinniśmy kontynuować to, co działo się wtedy. Byliśmy awangardą, przyjeżdżali do nas ludzie z najdalszych zakątków polski i powinniśmy dążyć do tego, aby i teraz było podobnie. Mamy nowoczesne zakłady i trzeba to maksymalnie wykorzystać, ale żeby to zrobić to trzeba dostrzec nasz potencjał i wyciszyć pewne emocje nawet kosztem wyrazistości. Według mnie lepiej pokazywać się światu w kontekście osiągnięć i przedsięwzięć gospodarczych strategicznych dla miasta niż w kontekście konfliktów, bo te nikomu nie służą. Z własnego doświadczenia wiem, że przedsiębiorcy badając rynek oczekują, aby władza w mieście, w którym chcą inwestować była stabilna i przewidywalna. Kontrowersje i wojny odstraszają. To buduje zły klimat. To taki czarny „PR", bo owszem nazwa miasta gdzieś tam się pojawia, ale w negatywnym świetle. Ja chcę postawić na mądrą, gospodarczą promocję i strategiczny rozwój, bo tym charakteryzuje się nowoczesne społeczeństwo.
AT: Można powiedzieć, że w pewnym sensie się cofamy. Na początku do Stalowej Woli przyjeżdżali ludzie z całego kraju, aby dostać tu pracę i mieszkać, a teraz stalowowolanie uciekają w poszukiwaniu jednego i drugiego.
RF: Oczywiście. Czasy się zmieniły. My nigdy nie będziemy wielkim miastem, ale życie w takim miejscu jak Stalowa Wola to marzenie wielu ludzi, którzy stąd wyjechali. Wiele osób, które wyprowadziły się stąd do większego miasta, tak naprawdę tęskni za Stalową Wolą. Tu się żyje normalnie. To miasto, w którym ludzie się znają. Musimy wzmocnić Stalową Wolę gospodarczo, a będzie to wymarzone miejsce do życia.
AT: Wracając do inwestycji. O problemie braku terenów inwestycyjnych mówi się już od kilku lat. Co można w tym temacie zrobić?
RF: Problem w tym, że dużo się o tym mówi, ale niewiele robi. Od kilku lat jest świadomość istnienia problemu, ale żeby coś zmienić trzeba zacząć działać. Myślę, że już teraz powinniśmy pozyskiwać nowe tereny. W rozwoju gospodarczym najważniejsze jest wskazanie terenu i kupienie go. Największą jednak zaporą jest uzbrojenie tych terenów, bo to proces kilkuletni. My mamy to szczęście, że posiadamy tereny byłej huty, gdzie mamy dostęp do wszystkich mediów, ale za jakiś czas ten teren nam się skończy. Jesteśmy już ograniczeni Lasami Państwowymi. W tej chwili należy wskazać nowe miejsca, przejąć je i od razu myśleć o tym, skąd wziąć kilkadziesiąt milionów na to, aby je uzbroić. Ja mogę podać wiele terenów inwestycyjnych włączonych do strefy, które wskazał samorząd, ale nikt nie był nimi zainteresowany, bo podłączenie kanalizacji, gazu i innych mediów potrzebnych do funkcjonowania firmy oraz wybudowanie drogi to są zbyt duże koszty dla przedsiębiorcy. Firma dostanie pięć innych propozycji i wybierze tą, na która będzie wymagała najmniejszych nakładów finansowych. To ostatni dzwonek, aby poszukiwać nowych terenów i pisać projekty na ich uzbrojenie. Nam potrzebne są działki o powierzchni 10 - 15 hektarów. Na tym powinniśmy się skupić.
AT: W swoim pierwszym wywiadzie na Pana stronie powiedział Pan, że chce zatrzymać ludzi w mieście. Wielu z nich wyjeżdża stąd na studia. Mogliby po ich skończeniu wrócić, ale uciekają stąd z powodu bezrobocia, braku mieszkań i złych warunków do rozwoju. Jak Pan chce to zmienić?
RF: Musimy przyciągać do miasta firmy pionierskie, bo w nich pracy będą poszukiwać wykwalifikowane osoby. My mamy całkiem spory odsetek młodych, wykształconych osób, którym jeśli damy szanse na zatrudnienie to wrócą. Wielu moich przyjaciół mówi, że jeśli dostaliby w Stalowej Woli pracę odpowiadającą ich kwalifikacjom, nawet za mniejsze pieniądze, są w stanie przyjechać tu, mieszkać i pracować. Przykładem dźwigni dla Stalowej Woli jest Inkubator Technologiczny. Dzięki jego istnieniu obserwujemy wzrost zainteresowania inwestorów. Inkubator jest punktem kontaktowym firm, nowoczesnych technologii, studentów i pracodawców. Drugą sprawą jest konieczność stworzenia przyczółku akademickiego, który gwarantuje zatrzymanie studentów i przyciągnięcie przedsiębiorców, którzy otrzymają od miasta gwarancję wykwalifikowanych kadr.
AT: Brak mieszkań to drugi poważny problem. Co w tym temacie powinno się zrobić?
RF: Jeśli chodzi o budownictwo mieszkaniowe to jesteśmy chyba ewenementem na skalę ogólnopolską w przypadku miast prezydenckich. U nas przestało się budować dawno temu. Poprzez formularz kontaktowy na mojej stronie, ludzie pytają, co zrobić i dlaczego nic się nie dzieje w tej sprawie. Ceny mieszkań przekroczyły możliwości przeciętnego Kowalskiego. Na lokum dla młodego małżeństwa „zrzucają" się całe rodziny, dziadkowie, rodzice plus niekończące się kredyty. Jeśli zerkniemy na demografię to w ciągu ostatnich czterech lat uciekło nam ok. cztery tysiące osób, z których większość to ludzie w najlepszym wieku produkcyjnym, między 25 a 39 roku życia. Zatrzymanie tych ludzi to dla nas olbrzymia szansa i wyzwanie, bo jesteśmy miastem stosunkowo młodym. Wielu z nich buduje domy w bliskiej okolicy np. w Pysznicy. Oni pracują w Stalowej Woli, ale przestają być mieszkańcami tego miasta i nie płacącą do niego podatków. Z czasem przestaną się utożsamiać z tym miastem, bo tam gdzie dom tam i serce. Baza, którą posiadamy administruje w większości Spółdzielnia Mieszkaniowa lub wspólnoty. Miasto powinno wskazać tereny pod budownictwo mieszkaniowe i szukać deweloperów. Myślę, że jeśli ktoś będzie miał do wyboru: mieszkać poza miastem i codziennie dojeżdżać do pracy, dowozić dzieci do szkoły czy przedszkola albo mieszkać w mieście i mieć wszędzie blisko, to wybierze to drugie. Gdyby większość tych ludzi mogła mieszkać w Stalowej Woli, to miasto skorzystałoby podwójnie. Mielibyśmy pracowników i podatników. Ponadto ludzie utożsamiający się z miastem budują wartość tego miasta. W tej chwili budowane są mieszkania na Ogrodach i widać, że jest popyt. One są rozchwytywane mimo bardzo wysokich cen, które wynikają z braku konkurencji. To trzeba zmienić.
AT: Jaki jest Pana pogląd na sytuację przedszkoli w Stalowej Woli?
RF: Uważam, że powinny być otoczone szczególną opieką, bo dzięki nim rodzice bez obaw mogą zostawić swoje dziecko na kilka godzin pod opieką wykwalifikowanych osób. To ważny czynnik szczególnie dla aktywizacji zawodowej kobiet. Ponadto chodzi tu też o demografię. Powinniśmy dbając o, aby rodziło się jak najwięcej dzieci. To od tego zależy to, czy nasze społeczeństwo i miasto będzie młode. Trzeba pilnować kosztów, ale żłobki i przedszkola nie są zbędnymi elementami, na których można oszczędzać. W swoim programie nie będę od tego tematu uciekać.
AT: Jest Pan znany m.in. ze swojej działalności sportowej. Jak wygląda Pana wizja finansowania sportu przez miasto?
RF: Podzieliłbym to na dwie części, bo z jednej strony jest sport młodzieżowy, a z drugiej zawodowy. Ja całe życie związany jestem ze sportem młodzieżowym. Większość swojego życia, od 1992 roku spędziłem jako zawodnik, działacz klubowy lub osoba wspierająca klub. W 2003 roku zostałem wybrany na prezesa klubu i nie ukrywam, że sport jest dla mnie bardzo ważny. Chciałbym postawić na rozwój tego klubu, bo ma on duże znaczenie. Sport młodzieżowy to filozofia zdrowego stylu życia. Dzięki niemu pozostało we mnie zacięcie i świadomość, że warto się ruszać. Chciałbym, aby powstawało jak najwięcej UKS-ów i stowarzyszeń tego typu, bo młodzież musi mieć w dzisiejszych czasach alternatywę. Z jednej strony spędzają czas na nauce, później przy komputerze, a w pewnym momencie, kiedy następuje ta nieuchronna burza hormonów przychodzą człowiekowi różne głupie pomysły do głowy. Regularne treningi sprawiają, że nie ma na to tak dużo czasu. Mam pełne zaufanie do naszych trenerów, bo byłem zawodnikiem i nigdy nie zrobili mi krzywdy. Są to nauczyciele z dużym doświadczeniem. Ja akurat uprawiałem średnie biegi i uważam ten okres za jeden z fajniejszych w moim życiu. Rozwojowi sportu młodzieżowemu powinna towarzyszyć odpowiednia infrastruktura. Standardy cały czas się podwyższają. Mamy już przy szkołach „Orliki". Chciałbym za niewielkie pieniądze odnowić również pozostałe urządzenia takie jak: skocznie, bieżnie czy rzutnie, które wg moich obserwacji zostały zaniedbane. Powinniśmy dawać młodzieży jak najwięcej możliwości wybierania interesujących ją dyscyplin. Odnowienie tych urządzeń to dla mnie priorytet i to będzie pierwsza rzecz, jaką zrobię w tej dziedzinie, jeśli zostanę prezydentem.
AT: A co z zawodowcami?
RF: To sprawa dużo bardziej skomplikowana. Przede wszystkim trzeba tu określić konkretny kierunek. Ja nie uważam, że miasto powinno być właścicielem piłkarzy czy innych sekcji i płacić im. Za to odpowiedzialne powinny być kluby. Jednak miasto powinno jasno określić, jakie są możliwości ich dofinansowywania. Stalowa Wola ma tradycję sportu zawodowego. To jest element naszej tożsamości i nie powinniśmy tego zaniedbywać, ale miasto nie powinno utrzymywać klubu. Powinno natomiast z nim współpracować. Kluby powinny prowadzić również szkolenia od podstaw dla młodych sportowców. Mały "jopek", kiedy przyjdzie trenować piłkę nożną będzie gryzł murawę, jeśli będzie wiedział, że kiedyś będzie zagra w swojej drużynie w I lidze. Sport zawodowy nakręcałby ten młodzieżowy i na odwrót. Jasna sytuacja między miastem a klubem będzie sprzyjać pozyskiwaniu sponsorów. Jeśli nie będzie sporów i konfliktów podejrzewam, że wiele lokalnych firm wejdzie w to.
AT: W Inkubatorze Technologicznym zainstalowały się w ostatnim czasie dwie firmy. Kiedy można spodziewać się kolejnych? Są już zainteresowani inwestorzy?
RF: Pierwszym wymiernym efektem działalności inkubatora było przyciągnięcie firmy Call Center. To jest duże wydarzenie, bo w regionie nie udało się nigdzie tego typu firmy umiejscowić. To duże przedsięwzięcie, bo przedsiębiorca zatrudni ok. 150 osób, a w przyszłości może i więcej. Kolejni inwestorzy zainteresowali się stalowowolską podstrefą, w której chcą zatrudnić ponad 300 osób. Uważam, że stoimy przed sporą szansą, ponieważ kryzys spowodował, że firmy są zmuszone odnaleźć się w nowej rzeczywistości, Wiele z nich doszło do wniosku, że będą musiały zmienić lokalizacje. I dlatego my musimy być gotowi na ich przyjęcie. Część z nich szuka już terenów, które będą generowały niższe koszty niż do tej pory. Według mnie, jeśli taka firma jak Targetix zdecydowała się na inwestowanie u nas to znaczy, że mamy duży potencjał. Będę powtarzać, że musimy wyjść na zewnątrz i mówić o tym. Póki, co mówi się o tym, że nie mamy terenów, a to jest odstraszanie inwestorów.
AT: Wracając do polityki. Jak wygląda Pana wizja współpracy między prezydentem a radą miasta i mieszkańcami?
RF: Ja stawiam na dialog i konsultacje społeczne. Chciałbym uspołecznić podejmowanie decyzji, szczególnie tych drażliwych. Według mnie to nie jest oznaka słabości władzy. Uważam, że władza wtedy jest silna, bo jest w stanie spotkać się z ludźmi twarzą w twarz i podjąć decyzje w sposób przejrzysty. Nie jest powiedziane, że trzeba się na wszystko zgadzać, bo trzeba dbać o budżet i pewne kierunki. Nie boję się podejmowania decyzji i jeśli uznam, że jakiś kierunek jest właściwy dla rozwoju miasta to będę nim szedł. Uprzednio jednak wysłucham każdej ze stron. Priorytetem w zarządzaniu miastem powinien być jego rozwój, a nie własne ambicje.
AT: Co myśli Pan o swoich kontrkandydatach?
RF: Szanuję ich. Myślę, że kampania będzie trudna. Kandydaci pełnią funkcje publiczne, bo mamy i prezydenta i starostę. Oni są na świeczniku i moja pozycja w związku z tym jest trochę trudniejsza, ale uważam, że mam szanse w tym starciu. Gdybym myślał inaczej nie startowałbym w wyborach. Będę starał się udowodnić mieszkańcom, że będę lepszym prezydentem niż pozostali.
AT: Gdyby Pan nie startował w wyborach to, na kogo by Pan zagłosował?
RF: Zostawię sobie to pytanie na później.
AT: Powrócę do niego po wyborach. Jeśli I tura nie będzie decydująca i w II turze znajdzie się Pan, to z kim chciałby się Pan zmierzyć?
RF: Nie rozpatruję tego tematu w kategoriach starcia z jednym czy drugim kandydatem. Ja po prostu idę do przodu.
AT: Dziękuję za rozmowę.
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”
Albert Einstein
Kultura i rozrywka
Sport
Nasze sprawy
Styl życia
Religia
Tam warto być
Informator
Ogłoszenia
Redakcja
Kontakt
Reklama
Polityka prywatności
RSS