autor: Anna Tomczyk / 15.10.2010
a |a |a

Czy tykająca "bomba ekologiczna" zagraża Stalowej Woli?

Rekultywacja stawów osadowych oraz ich wpływ na zdrowie i bezpieczeństwo mieszkańców Stalowej Woli będą tematem nadzwyczajnej sesji rady miasta, która odbędzie się w najbliższy poniedziałek o godzinie 15.30 w stalowowolskim magistracie. Temat ten został wywołany podczas poprzednich obrad rady przy okazji przesunięcia terminu rekultywacji na przyszły rok. Swoją obecność w rozmowie z TR24 zapowiedział prezydent Andrzej Szlęzak.

Koszt rekultywacji stawów osadowych na terenie HSW to ponad 5 mln zł. Koszt rekultywacji stawów osadowych na terenie HSW to ponad 5 mln zł.
fot. Rzecznik HSW +

- Projekt proponowany przez hutę w formie tzw. „sarkofagu" został odrzucony ze względu na to, że jest to metoda całkowicie przestarzała - wyjaśnił naczelnik Wydziału Gospodarki Komunalnej Sylwester Piechota. - Otrzymaliśmy ofertę nowej technologii. Jesteśmy na etapie rozmów z firmą, która ma się podjąć tego zadania w sposób bardziej przyjazny dla środowiska i finansów miasta - zapewnił Piechota.

Naczelnik podkreślił, że przejęte od HSW rok temu stawy osadowe są dla miasta obciążeniem, ale są też plusy tej decyzji. - Otrzymaliśmy nowe tereny inwestycyjne. Już trwają rozmowy z pierwszymi inwestorami - poinformował.

BOJĄ SIĘ KATASTROFY

Radni jednak chcą obszernie wyjaśnić plusy i minusy przejęcia stawów osadowych oraz rozwiać wszelkie wątpliwości z tym związane. - Te zbiorniki to tykająca „bomba ekologiczna". Przesunięcie ich rekultywacji to wydłużanie okresu jej tykania - mówił radny Lucjusz Nadbereżny.

Radny powołał się na dokumenty z 2007 roku, w których stawy osadowe zostały uznane za jedno z zagrożeń dla zbiornika głównego wód podziemnych Dębica - Stalowa Wola - Rzeszów nr 425. Znajdują się tam informacje m.in. o tym, że konsystencja ziemi pozwala na przenikanie szkodliwych substancji, które działają szkodliwie i niszczą zabezpieczenia zbiornika nr 6. Wyniki badań sprzed trzech lat zakwalifikowały wodę pod stawami osadowymi do czwartej kategorii. Wykazano w niej obecność metali ciężkich.

- To problem, z którym powinniśmy się zmierzyć na koniec tej kadencji - apelował Nadbereżny. - Uciekanie dzisiaj od tego tematu jest niepoważne. Chcemy wyjaśnić sprawę, bo wśród ludzi jest niepokój i dezinformacja - dodał.

NIC NAM NIE GROZI

Prezydent uważa, że miastu nie zagraża niebezpieczeństwo. - Potencjalne zagrożenie zawsze jest, ale nie ma ryzyka, że coś się stanie. Tam się nic złego nie dzieje. Sytuacja jest cały czas monitorowana - poinformował TR24 Szlęzak.

Według radnej Joanny Grobel - Proszowskiej, która pracując w hucie przez wiele lat obserwowała zbiorniki wystąpienie radnego miało na celu zastraszenie opinii publicznej. Sama uważa, że niepotrzebnie, ponieważ Stalowej Woli nic nie grozi. - Składowisko odpadów niebezpiecznych w HSW istnieje od 1937 roku i nie ma takich możliwości, aby niecka się rozszczelniła i zalała np. os. Hutnik czy wydziały nastawni. To zupełnie inna konstrukcja - uspakajała Proszowska.

Radna uważa, że pretensje co do tykającej bomby należało kierować w stronę huty przed przejęciem stawów. - Ukłon miasta w kierunku HSW polegał na tym, że wzięliśmy na siebie rekultywacje stawów m.in. ze względu na możliwość otrzymania dotacji na ten cel. Miasto popełniło taki błąd ze nie wymusiło od huty przed przejęciem aktualnej dokumentacji o rekultywacji stawów - podkreśliła Proszowska. - Musieliśmy sfinansować stan formalnoprawny i opracowanie nowego projektu rekultywacji. To się przedłuża, ale nie na tyle abyśmy jutro zostali zatruci - dodała.

Innego zdania był radny Jerzy Kozielewicz, który powołał się na ogólnopolską prasę, w której przedstawiono wykaz „bomb ekologicznych". - Na czwartym miejscu znalazła się Stalowa Wola. Nie możemy czekać aż dojdzie do katastrofy - mówił radny. - Trzeba na ten temat rozmawiać póki jest na to czas - dodał.


autor: Anna Tomczyk / 15.10.2010
 

Ta wiadomość nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Możesz być pierwszy!
Dodaj komentarz