a
a
Halloween ma już ponad dwa tysiące lat. W polskiej tradycji 31 października – jako noc duchów – intensywnie popularyzowany jest dopiero w ostatnich latach. Organizowane są imprezy, dyskoteki z obowiązkowym strasznym przebraniem, w kinach odbywają się seanse filmów grozy. Niewielu zaskakuje, że dzieci w przedszkolach i szkołach wycinają twarze w dyniach, które zdobią również witryny niektórych sklepów. Zdaniem socjologów, w Polsce Halloween to przede wszystkim marketing.
- Marketingowcy, którzy próbują nam sprzedać Halloween, przekonują nas i będą przekonywali, że to święto jest nam potrzebne. Obserwujemy, że od kilku lat nie ma lekcji języka angielskiego bez wspomnienia o Halloween, bez wycinania dyni w szkołach, popularne są imprezy w stylu "grozy", specjalne pokazy filmów idące w stronę tzw. "gorno" – mówi TR24 Anna Borkowska – Minko, socjolog i dziennikarka TVN24.
Jest to oburzające szczególnie dla osób starszych, żeby bawić się w ten sposób w czasie, w którym wspominamy najbliższych zmarłych. Również naukowcy twierdzą, że to święto zupełnie nietrafione w przypadku naszej tradycji i kultury. - Halloween w polskiej tradycji jest kompletnie absurdalne. Mamy całkowicie inny stosunek do śmierci. Nawet nie tyle smutny, co bardziej refleksyjny – mówi TR24 prof. dr hab. Piotr Kowalski, folklorysta i etnolog z Instytutu Etnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Takie ludyczne podejście zmienia rangę tego czasu na bardziej zabawową – dodaje.
Zdaniem profesora, to wynik komercjalizacji wzorców zachodnich, które wcześniej czy później doprowadzą do przyjęcia tego święta. – Będzie to ze szkodą dla nas. Ludyczne traktowanie święta zmarłych jest zaprzeczeniem tego, co jest dla nas w tym czasie ważne – refleksyjności, potrzeby bycia z rodziną, odwiedzenia zmarłych. W przypadku naszego kraju to nie czas na zabawę. Halloween umniejsza naszą refleksyjność nad śmiercią i tymi, którzy odeszli – podkreśla etnolog.
Najbardziej rozpoznawalnym atrybutem święta jest latarnia zrobiona z wydrążonej dyni, chroniąca przed wszechobecnymi przedstawicielami zaświatów. Legenda głosi, że pewien człowiek, imieniem Jack, tak wyprowadził w pole diabła, iż ten musiał mu obiecać, że nigdy nie weźmie go do piekła. Jack był grzesznikiem i po śmierci nie chciano go w niebie. Udał się więc do piekła, ale diabeł zgodnie z obietnicą go nie wpuścił. Dał mu jedynie trochę żarzącego się piekielnego węgla. Jack włożył go do latarni z wydrążonej rzepy, z którą błąka się po ziemi do dziś. W tę noc kapłani celtyccy, nazywani druidami, wyruszali w odwiedziny do okolicznych domostw, domagając się jedzenia. Jeżeli ofiara ich zadowoliła, zapalali przed domem świecę i wkładali ją do wyrzeźbionej w rzepie "głowy Jacka O’ Lanterna”, co miało chronić mieszkańców przed atakami sił nieczystych. Jeśli dar był zbyt skromny, druidzi rzucali na dom klątwę.
Kościół katolicki niepokoi nie tyle sama zabawa, co okultystyczne praktyki i magiczne wierzenia związane z tym świętem. - Halloween nie ma korzeni chrześcijańskich, tylko pogańskie i już z tego powodu stwarza zagrożenie dla najmłodszych. Dzieci i młodzież nie są uczone wiary w obcowanie świętych, tylko skupiają się na wierze w duchy, wampiry, czarownice – twierdzi brat Rafał Antoszczuk, franciszkanin - Magia i okultyzm Halloween odwraca uwagę od tego, co ważne z punktu widzenia wiary chrześcijańskiej, śmierci i życia wiecznego. Halloween traktuje śmierć przedmiotowo, a w naszej wierze i tradycji ma ona przecież wymiar duchowy – podkreśla.
W pogańskiej tradycji Celtów Halloween nie było zabawą. Śmierć kojarzyli z duchami, diabłem i grozą. Celtowie wierzyli, że w tę noc można spotkać na ziemi zmarłych. Dotyczyło to zwłaszcza tych, którzy odeszli podczas upływającego właśnie roku, ponieważ tego dnia udawali się w podróż z do innego świata. Żyjący rozpalali na wzgórzach ogniska, aby uczcić zmarłych, wskazać im szlak wędrówki. Miało to również stanowić ochronę przed duchami. Celtowie składali również przebłagalne ofiary ze zwierząt, warzyw i owoców. Przebrani w kolorowe kostiumy i odprowadzali przodków do granic miasta.
W krajach anglosaskich na Halloween można nieźle zarobić, dlatego bardzo szybko zaadoptowano charakter tego święta na rozrywkowy. Organizowane są imprezy i parady, których uczestnicy bawią się poprzebierani w straszne lub śmieszne stroje. W ostatnich czasach najbardziej popularne są stroje z głowami nie lubianych polityków, terrorystów czy biznesmenów odpowiadających za kryzys finansowy na rynku.
Przebrane dzieci odwiedzają domy sąsiadów i wypowiadają hasło: „TRICK OR, TREAT”, czyli „psikus albo poczęstunek”. Dostają wtedy słodycze, albo robią złośliwe żarty. W Stanach Zjednoczonych urządza się je często w tzw. strasznych farmach, czyli zaadaptowanych na ten cel dużych przestrzeniach, gdzie tworzone są scenerie, wyglądające niczym wystrój planu filmów grozy. W USA z Halloween’em związanych jest szereg legend miejskich, czyli nieprawdziwych opowieści będących współczesną formą dawnych mitów i bajek. Od wielu lat po USA krążą opowieści o nawiedzonym domu, do którego można wejść płacąc 25 dolarów. Pieniądze można odzyskać pokonując wszystkie pięć jego pięter, pełnych węży, pająków, tajnych drzwi czy zapadni. Niestety nikt nie wie gdzie on się znajduje. Co roku pojawiają się również szaleńcy, a ostatnio głównie terroryści, rozdający dzieciom zatrute cukierki. W słodyczach oprócz trucizny znaleźć można szpilki i żyletki.
Również w Polsce jest to coraz bardziej opłacalny interes. Nie utworzono jeszcze straszących domów, czy mało które dziecko ruszy przebrane do sąsiadów prosząc o słodycze. Zdaniem naukowców to święto się dopiero adaptuje, ale na pewno rokuje pozytywnie na przyszłościowy biznes. Z tego powodu jest tak chętnie forsowany. - Halloween w Polsce nigdy nie będzie miało takiej otoczki jak w USA. Owszem, nasza kultura jest już zamerykanizowana, ale nie jesteśmy jeszcze do cna Amerykanami. To nie jest nasza, w tym wypadku polska - tradycja tylko raczej zwykły handel, a przecież od wakacji do Bożego Narodzenia nie ma jakiegoś święta, które można by wykorzystać komercyjne – podkreśla Anna Borkowska-Minko – Nie obawiałabym się, że Halloween może zaburzyć wagę dnia Wszystkich Świętych czy Zaduszek. To będzie raczej zabawa w noc 31 października. 1 i 2 listopada to coś zupełnie innego – dodaje.
------
W Irlandii obowiązuje zasada, że po 1 listopada nie zbiera się dzikich owoców, bo mogą być zatrute. Dawniej wierzono, że to czas symbolicznego zamknięcia starego i rozpoczęcia nowego cyklu rocznego. Zajęcia gospodarskie musiały być zakończone przed nadchodzącą zimą. Ofiary i palenie ognisk miały wzmocnić świecące coraz krócej słońce, by wygrało bitwę z ciemnością i silniejsze powróciło w następnym sezonie.
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”
Albert Einstein
Kultura i rozrywka
Sport
Nasze sprawy
Styl życia
Religia
Tam warto być
Informator
Ogłoszenia
Redakcja
Kontakt
Reklama
Polityka prywatności
RSS