autor: Anna Tomczyk / 22.12.2009
a |a |a

Boże Narodzenie na emigracji: spaghetti i klopsy

Wyjeżdżają za granicę w poszukiwaniu pracy, perspektyw i nowych zjawisk kulturowych. Tęsknią, ale często nie powracają do domów nawet na te najbardziej rodzinne święta. Jednym brakuje pieniędzy, innym czasu. Stalowowolscy emigranci  opowiedzieli TR24, jak spędzają Boże Narodzenie.

Święta za granicą, w gronie Polaków wyglądają właściwie tak samo, jak w kraju - podkreśla Krzysztof. Święta za granicą, w gronie Polaków wyglądają właściwie tak samo, jak w kraju - podkreśla Krzysztof.
fot. MaKr +

Nie wszędzie jest śnieg, rodzina i pasterka, ale w prawie każdym domu znajdzie się ozdobiona choinka, prezenty i smaczne jedzenie. Stalowowolanom na emigracji najbardziej brakuje rodzinnego ciepła i świątecznych zapachów.  - Nic nie pachnie tak pięknie jak szarlotka mamy, pierogi z kapustą babci i bigos, który przygotowuje tato - powiedziała nam Marzena Kowalik, która od pięciu lat mieszka w Szkocji. Do tej pory tylko raz udało się jej przyjechać do domu na święta.

W tym roku musi zostać na obczyźnie, bo ma dyżur w szpitalu. Marzena do dziś wspomina smak makowca babci, którego zawsze szuka na wigilijnym, szkockim stole. Kiedyś skorzystała z jej przepisu jednak, choć stosowała się do wszystkich zaleceń, nie udało się. - Widocznie smak tego placka nie zależy tylko od przepisu i składników, ale i od towarzystwa, w jakim się go je - podkreśla.

IRLANDZKIE KLIMATY

Bartosz Bajek także spędzi święta za granicą. - Bilety są za drogie, a poza tym muszę zostać w firmie do 23 grudnia. Musiałbym lecieć w Wigilię i zaraz po niej wracać. Za dużo z tym zachodu, więc zostaję tu z żoną i bratem - mówi. Przy irlandzkim stole zasiądą we troje. - Polacy organizują się i spędzają razem te święta, ale my chcemy spędzić je tradycyjnie, czyli rodzinnie. W drugi dzień przyjedzie do nas kuzyn, a na Sylwestra znajoma - opowiada nam o planach na te szczególne dni.

W grupie znajomych świętował rok temu Sławek. - To oni zastąpili mi w tym czasie rodzinę - wspomina i zaznacza, że zna Polaków, którzy zostali w święta sami - jak mówi - pijąc do monitora. Sławek podkreśla, że niektórym emigrantom w świętowaniu przeszkadza materializm, który sprowadza się do tego, że nie obchodzą Bożego Narodzenia, bo im się to nie opłaca. - Pamiętam czasy, kiedy moja mama żeby przygotować porządną kolacje wigilijną nie wychodziła z kuchni kilka dni. W Irlandii bazuje się głównie na mrożonkach i ewentualnych paczkach z Polski od rodziców - opowiada. - Święta za granicą nie kojarzą się z niczym przyjemnym. Dominuje tu tęsknota za krajem i bliskimi - podsumowuje.

Bartek zapewnił nas z kolei, że u niego nie zabraknie tradycyjnego barszczu z uszkami, kapusty z grochem, ziemniaków, kaszy gryczanej i jaglanej z suszonymi owocami, kompotu z suszu, ryby i pierogów z kapustą. Nie będą jednak śpiewać kolęd, bo tego nie lubią. Atmosferę świąt umilać będzie im świeża pachnąca choinka, którą u Sławka rok temu zastąpiła papierowa - wydrukowana z internetu. Mówiąc nam o tamtejszych tradycjach Bartek zaznaczył, że Irlandczycy nie obchodzą Wigilii. Święta zaczynają się 25 grudnia obiadem, którego podstawą jest indyk. Według Sławka, bardziej niż dwa dni świąt i Wigilię przeżywa się tzw. żar świątecznych zakupów. - Wszędzie są wielkie promocje. Ludzie potrafią wypełniać całe samochody samymi prezentami, ale świąt samych w sobie prawie nie przeżywają - zaznacza.

Z RODZINĄ NA WYSPACH

Podobnie jak Bartek w Irlandii na święta zostaje Małgorzata Paterek. Podkreśliła, że szanse na bilet do Polski w tym czasie mają tylko ci, którzy odpowiednio wcześniej o nim pomyśleli. Tak zrobił Sławek, który kilka tygodni temu kupił bilet, żeby w tym roku spędzić święta z rodziną w Stalowej Woli. Gośka nie żałuje tego, że zostaje na „zielonej wyspie", bo to właśnie tam są jej najbliżsi. - Przygotowanie tradycyjnych polskich świąt tu, na wyspie nie sprawia problemu, ponieważ w każdym miasteczku jest, co najmniej jeden sklep z polską żywnością - powiedziała nam.

Gosia i jej rodzina świętuje jednak tak, jak Irlandczycy  - tylko 25 grudnia. Wtedy zasiadają przy bożonarodzeniowym stole zastawionym 12 daniami, które przygotowuje się nawet kilka dni wcześniej w wolnych od pracy chwilach. Jest też choinka, prezenty i polskie kolędy, a o północy idą do kościoła na pasterkę. Biorą w niej udział także Irlandczycy i irlandzcy księża. Według niej, brakuje jednak śniegu i mrozu.

To, co łączy Polskę i Irlandię to nie tylko choinka, ale także okres przedświąteczny, który na wyspach zaczyna się już na początku listopada. Wtedy pojawiają się pierwsze dekoracje na ulicach i świąteczna muzyka w sklepach oraz domach handlowych.

Z HERBATĄ W TLE

W Londynie pełnym choinek i bałwanków, święta spędzi Krzysztof M. Zostaje tam, ponieważ pracuje dopiero od dwóch miesięcy i nie może wziąć urlopu. - Do wigilii zostało jeszcze kilka dni, ale tutaj już od dawna panuje szał zakupów. Wygląda to mniej więcej jak w amerykańskim serialu. Wszyscy kupują okolicznościowe kartki i chodzą z ładnymi, błyszczącymi torbami z napisem Channel, Boss, Piere Cardin, Marks & Spencer czy Primarks - opisuje to, co właśnie dzieje się na londyńskich ulicach. - Anglicy świętują pierwszy dzień w Christmas Eve. Wtedy czekają tylko na to, by pójść spać, aby następnego dnia od rana szukać prezentów pod choinką - dodał.

Krzysiek podkreśla, że święta w gronie Polaków wyglądają właściwie tak samo, jak w kraju. Zielone drzewko już jest gotowe i czeka na przyjęcie prezentów. Do wigilijnej wieczerzy zasiądzie z rodakami, z którymi mieszka. - Każdemu z nas rodzina coś podała: pierogi, kawałek swojskiej, ogórki kiszone - wylicza polskie rarytasy, które jak mówi, w Anglii dopiero zaczyna się doceniać. Zapewnił też, że postarają się zachować tradycję i zrobić jak najwięcej potraw. Obawia się, że największym problemem może okazać się zdobycie karpia. Po kolacji pójdą na pasterkę do polskiego kościoła.  W pierwszy i drugi dzień świąt będą się odwiedzać w kręgu znajomych. Zjedzą wspólne obiady, placki, sałatki. - Będzie też wódeczka. Tak po polsku - kwituje stalowowolski „Londyńczyk".

W KRAINIE FAST FOODÓW

Najdalej od domu i rodziny w święta będzie Anita. To już jej czwarte Boże Narodzenie, które spędzi w Nowym Jorku. Powiedziała nam, że żeby się nim nacieszyć ubrała choinkę już trzy tygodnie temu. Według niej, święta w Polsce to, coś zupełnie innego niż w USA. - Tutaj się ich tak nie odczuwa i nie przeżywa. Są i jednocześnie ich nie ma. Może, dlatego że spędzam je bez mojej rodzinki - mówi i zapewnia, że choć z dala od ojczyzny i najbliższych zawsze stara się zachować tradycję.

Początkowo swoje święta Anita spędzała z amerykańską rodziną jej chłopaka, ale jak przyznaje to nie to samo, co Wigilia z bliskimi w Stalowej Woli. - Oni na kolację wigilijną jedli spaghetti i klopsy. Ze względu na naszą polską tradycję przygotowali rybę: skalopki i łososia - wspomina. - Od tamtej pory próbuje się jakoś wykręcić od ich zaproszeń i sama robię polską, tradycyjną Wigilię ze znajomymi - dodała Anita. Z pasterką też nie ma problemu, bo polski kościół jest blisko, ale jak zaznacza nasza rozmówczyni, nie wszyscy mają tak dobrze.

- Generalnie Amerykanie bardziej świętują pierwszy dzień Świąt, a więc Christmas Day. Drugi dzień nie jest już świąteczny i przeważnie ludzie idą do pracy. Polacy też - podkreśliła i szybko dodała, że w tym roku będzie lepiej, bo św. Szczepana wypada w sobotę, więc pierwszy raz będzie mogła cieszyć się też tym drugim dniem. - Amerykanie w Wigilię jedzą mięso, makaron. Jednym słowem wszystko. Uważam, że to kraj bez tradycji, więc nie mają żadnej tradycyjnej potrawy - podsumowała amerykańskie święta stalowowolanka.

 


autor: Anna Tomczyk / 22.12.2009
 
Dodaj komentarz
Komentarze (4)

->
Święta za granicą nie kojarzą się z nicz...
|rafal
2009.12.23
00:18
Święta za granicą nie kojarzą się z niczym przyjemnym. Dominuje tu tęsknota za krajem i bliskimi - podsumowuje. WLASCIWIE TYLKO DLATEGO NIE JEZDZE DO POLSKI , BO JEST TU WLASCIWI ODWROTNIE NIZ NAPISALAS. A TYM U KTORYCH DOMINUJE TA TENSKNOTA ZA KRAJEM I BLISKIMI ZADAC NALEZY PYTANIE CZY BARDZIEJ NIE TESKNIA ZA PIENIADZEM.

->
Po kolacji pójdą na pasterkę pod warunki...
|rafal
2009.12.23
00:24
Po kolacji pójdą na pasterkę pod warunkiem, że znajdą w pobliżu polski kościół. JEZELI CHODZI O KOSCIOLY TO POLSKICH W LONDYNIE JEST KILKA I KAZDY ZAPALONY KATOL MOZE ZNALESC MIEJSCE W KOSCIELA, POZATYM NIMO ZE KRAJ JEST PROTESTANCJI W KAZDEJ DZIELNICY MOZNA ZNALESC KOSCIOLY KATOLICKIE,NIEKONIECZNIE POLSKIE.

->
Wygląda to mniej więcej jak w amerykańsk...
|rafal
2009.12.23
00:39
Wygląda to mniej więcej jak w amerykańskim serialu. Wszyscy kupują okolicznościowe kartki i chodzą z ładnymi, błyszczącymi torbami z napisem Channel, Boss, Piere Cardin, Marks & Spencer czy Primarks CZYLI IDENTYCZNIE JAK W POLSCE, WIEC I POLACY W POLSCE DOCZEKALI SIE AMERYKANSKIEGO SZALU ZAKUPOW, MOZE TYLKO KLAN CZY INNE POLSKIESERIALE JESZCZE TEGO NIEPOKAZUJA

->
rafal - przecież to co jest tu napisane ...
|firanka
2009.12.30
11:01
rafal - przecież to co jest tu napisane to nie są informacje wyssane z palca autorki, tylko są to opinie emigrantów. Jak możesz podważać słuszność ludzkich uczuć. Może Ty za granicą czujesz się jak ryba w wodzie i Twoim marzeniem jest spędzenie świąt z dala od bliskich, ale inny czują inaczej...