a
a
Święta za granicą, w gronie Polaków wyglądają właściwie tak samo, jak w kraju - podkreśla Krzysztof.
Nie wszędzie jest śnieg, rodzina i pasterka, ale w prawie każdym domu znajdzie się ozdobiona choinka, prezenty i smaczne jedzenie. Stalowowolanom na emigracji najbardziej brakuje rodzinnego ciepła i świątecznych zapachów. - Nic nie pachnie tak pięknie jak szarlotka mamy, pierogi z kapustą babci i bigos, który przygotowuje tato - powiedziała nam Marzena Kowalik, która od pięciu lat mieszka w Szkocji. Do tej pory tylko raz udało się jej przyjechać do domu na święta.
W tym roku musi zostać na obczyźnie, bo ma dyżur w szpitalu. Marzena do dziś wspomina smak makowca babci, którego zawsze szuka na wigilijnym, szkockim stole. Kiedyś skorzystała z jej przepisu jednak, choć stosowała się do wszystkich zaleceń, nie udało się. - Widocznie smak tego placka nie zależy tylko od przepisu i składników, ale i od towarzystwa, w jakim się go je - podkreśla.
IRLANDZKIE KLIMATY
Bartosz Bajek także spędzi święta za granicą. - Bilety są za drogie, a poza tym muszę zostać w firmie do 23 grudnia. Musiałbym lecieć w Wigilię i zaraz po niej wracać. Za dużo z tym zachodu, więc zostaję tu z żoną i bratem - mówi. Przy irlandzkim stole zasiądą we troje. - Polacy organizują się i spędzają razem te święta, ale my chcemy spędzić je tradycyjnie, czyli rodzinnie. W drugi dzień przyjedzie do nas kuzyn, a na Sylwestra znajoma - opowiada nam o planach na te szczególne dni.
W grupie znajomych świętował rok temu Sławek. - To oni zastąpili mi w tym czasie rodzinę - wspomina i zaznacza, że zna Polaków, którzy zostali w święta sami - jak mówi - pijąc do monitora. Sławek podkreśla, że niektórym emigrantom w świętowaniu przeszkadza materializm, który sprowadza się do tego, że nie obchodzą Bożego Narodzenia, bo im się to nie opłaca. - Pamiętam czasy, kiedy moja mama żeby przygotować porządną kolacje wigilijną nie wychodziła z kuchni kilka dni. W Irlandii bazuje się głównie na mrożonkach i ewentualnych paczkach z Polski od rodziców - opowiada. - Święta za granicą nie kojarzą się z niczym przyjemnym. Dominuje tu tęsknota za krajem i bliskimi - podsumowuje.
Bartek zapewnił nas z kolei, że u niego nie zabraknie tradycyjnego barszczu z uszkami, kapusty z grochem, ziemniaków, kaszy gryczanej i jaglanej z suszonymi owocami, kompotu z suszu, ryby i pierogów z kapustą. Nie będą jednak śpiewać kolęd, bo tego nie lubią. Atmosferę świąt umilać będzie im świeża pachnąca choinka, którą u Sławka rok temu zastąpiła papierowa - wydrukowana z internetu. Mówiąc nam o tamtejszych tradycjach Bartek zaznaczył, że Irlandczycy nie obchodzą Wigilii. Święta zaczynają się 25 grudnia obiadem, którego podstawą jest indyk. Według Sławka, bardziej niż dwa dni świąt i Wigilię przeżywa się tzw. żar świątecznych zakupów. - Wszędzie są wielkie promocje. Ludzie potrafią wypełniać całe samochody samymi prezentami, ale świąt samych w sobie prawie nie przeżywają - zaznacza.
Z RODZINĄ NA WYSPACH
Podobnie jak Bartek w Irlandii na święta zostaje Małgorzata Paterek. Podkreśliła, że szanse na bilet do Polski w tym czasie mają tylko ci, którzy odpowiednio wcześniej o nim pomyśleli. Tak zrobił Sławek, który kilka tygodni temu kupił bilet, żeby w tym roku spędzić święta z rodziną w Stalowej Woli. Gośka nie żałuje tego, że zostaje na „zielonej wyspie", bo to właśnie tam są jej najbliżsi. - Przygotowanie tradycyjnych polskich świąt tu, na wyspie nie sprawia problemu, ponieważ w każdym miasteczku jest, co najmniej jeden sklep z polską żywnością - powiedziała nam.
Gosia i jej rodzina świętuje jednak tak, jak Irlandczycy - tylko 25 grudnia. Wtedy zasiadają przy bożonarodzeniowym stole zastawionym 12 daniami, które przygotowuje się nawet kilka dni wcześniej w wolnych od pracy chwilach. Jest też choinka, prezenty i polskie kolędy, a o północy idą do kościoła na pasterkę. Biorą w niej udział także Irlandczycy i irlandzcy księża. Według niej, brakuje jednak śniegu i mrozu.
To, co łączy Polskę i Irlandię to nie tylko choinka, ale także okres przedświąteczny, który na wyspach zaczyna się już na początku listopada. Wtedy pojawiają się pierwsze dekoracje na ulicach i świąteczna muzyka w sklepach oraz domach handlowych.
Z HERBATĄ W TLE
W Londynie pełnym choinek i bałwanków, święta spędzi Krzysztof M. Zostaje tam, ponieważ pracuje dopiero od dwóch miesięcy i nie może wziąć urlopu. - Do wigilii zostało jeszcze kilka dni, ale tutaj już od dawna panuje szał zakupów. Wygląda to mniej więcej jak w amerykańskim serialu. Wszyscy kupują okolicznościowe kartki i chodzą z ładnymi, błyszczącymi torbami z napisem Channel, Boss, Piere Cardin, Marks & Spencer czy Primarks - opisuje to, co właśnie dzieje się na londyńskich ulicach. - Anglicy świętują pierwszy dzień w Christmas Eve. Wtedy czekają tylko na to, by pójść spać, aby następnego dnia od rana szukać prezentów pod choinką - dodał.
Krzysiek podkreśla, że święta w gronie Polaków wyglądają właściwie tak samo, jak w kraju. Zielone drzewko już jest gotowe i czeka na przyjęcie prezentów. Do wigilijnej wieczerzy zasiądzie z rodakami, z którymi mieszka. - Każdemu z nas rodzina coś podała: pierogi, kawałek swojskiej, ogórki kiszone - wylicza polskie rarytasy, które jak mówi, w Anglii dopiero zaczyna się doceniać. Zapewnił też, że postarają się zachować tradycję i zrobić jak najwięcej potraw. Obawia się, że największym problemem może okazać się zdobycie karpia. Po kolacji pójdą na pasterkę do polskiego kościoła. W pierwszy i drugi dzień świąt będą się odwiedzać w kręgu znajomych. Zjedzą wspólne obiady, placki, sałatki. - Będzie też wódeczka. Tak po polsku - kwituje stalowowolski „Londyńczyk".
W KRAINIE FAST FOODÓW
Najdalej od domu i rodziny w święta będzie Anita. To już jej czwarte Boże Narodzenie, które spędzi w Nowym Jorku. Powiedziała nam, że żeby się nim nacieszyć ubrała choinkę już trzy tygodnie temu. Według niej, święta w Polsce to, coś zupełnie innego niż w USA. - Tutaj się ich tak nie odczuwa i nie przeżywa. Są i jednocześnie ich nie ma. Może, dlatego że spędzam je bez mojej rodzinki - mówi i zapewnia, że choć z dala od ojczyzny i najbliższych zawsze stara się zachować tradycję.
Początkowo swoje święta Anita spędzała z amerykańską rodziną jej chłopaka, ale jak przyznaje to nie to samo, co Wigilia z bliskimi w Stalowej Woli. - Oni na kolację wigilijną jedli spaghetti i klopsy. Ze względu na naszą polską tradycję przygotowali rybę: skalopki i łososia - wspomina. - Od tamtej pory próbuje się jakoś wykręcić od ich zaproszeń i sama robię polską, tradycyjną Wigilię ze znajomymi - dodała Anita. Z pasterką też nie ma problemu, bo polski kościół jest blisko, ale jak zaznacza nasza rozmówczyni, nie wszyscy mają tak dobrze.
- Generalnie Amerykanie bardziej świętują pierwszy dzień Świąt, a więc Christmas Day. Drugi dzień nie jest już świąteczny i przeważnie ludzie idą do pracy. Polacy też - podkreśliła i szybko dodała, że w tym roku będzie lepiej, bo św. Szczepana wypada w sobotę, więc pierwszy raz będzie mogła cieszyć się też tym drugim dniem. - Amerykanie w Wigilię jedzą mięso, makaron. Jednym słowem wszystko. Uważam, że to kraj bez tradycji, więc nie mają żadnej tradycyjnej potrawy - podsumowała amerykańskie święta stalowowolanka.
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”
Albert Einstein
Kultura i rozrywka
Sport
Nasze sprawy
Styl życia
Religia
Tam warto być
Informator
Ogłoszenia
Redakcja
Kontakt
Reklama
Polityka prywatności
RSS