a
a
TR24: Jakie nastroje panują w drużynie przed meczem z Flotą po ostatnich słabych wynikach z Wisłą i z MKS-em Kluczbork?
Paweł Wasilewski: Nastroje przed każdym meczem są bojowe. Wiadomo, że na każdy mecz wychodzimy po to żeby wygrać, niestety nie udaje się nam to w tym sezonie w ogóle. Wygraliśmy tylko jeden mecz na cały sezon. To jest naprawdę tragedia. Oczywiście w środę wyjdziemy z takim nastawieniem jak na każdy mecz, będziemy chcieli w końcu wygrać.
TR24: Po Tobie i drużynie zawsze można się spodziewać walki. Teraz będziecie grać o honor i prestiż?
Paweł Wasilewski: Dokładnie. Teraz gramy dla siebie i dla kibiców, chociaż jest ich coraz mniej. Ale to my jesteśmy temu winni. W sobotę było mało kibiców. Być może chcieli oglądnąć mecz Wisły Kraków z Lechem Poznań.
TR24: A może wina leży gdzie indziej np. w zarządzie?
Paweł Wasilewski: Wiadomo, że po części wina leży po każdej stronie, ale to my wychodzimy na boisko, my gramy, a nie zarząd.
TR24: Brakuje Wam też trochę szczęścia.
Paweł Wasilewski: Oczywiście. Już w tej rundzie powinniśmy mieć chyba 12 punktów. Jak choćby mecze w Katowicach czy Bielsku Białej, gdzie praktycznie mieliśmy sześć punktów. W meczu z Kluczborkiem przy stanie 1-0 mieliśmy dwie 100 proc. sytuacje. Gdybyśmy je wykorzystali to pewnie trzy punkty zostałyby w Stalowej. Jeżeli chodzi o rzut karny, to chłopaki z obrony mówili, że karnego na pewno nie było. My takiego karnego w życiu nie dostaliśmy.
TR24: Ale ogólnie mecz z Kluczborkiem był dobry w Waszym wykonaniu.
Paweł Wasilewski: Mecz niezły. Mieliśmy sytuacje na 2-0, a wiadomo, że zwykle tak jest, że przy stanie 2-0 czy 3-0 jest już po meczu.
TR24: Piękne bramki strzeliliście…
Paweł Wasilewski: Bramka Krzyśka Treli to stadiony świata. Kibice powinni przychodzić na mecze, chociażby dla bramek, takich jak te. Powinniśmy ten mecz wygrać, ale niestety tym razem nie udało się.
TR24: Jak czuje się Twój brat Marcin, zawodnik Anderlechtu Bruksela?
Paweł Wasilewski: Już w miarę dobrze. On oczywiście chciałby za dwa tygodnie już zagrać. Grają wtedy ostatni mecz u siebie. Chciałby tak symbolicznie, chociaż na pięć minut wejść. Ale nie wiadomo czy się uda, bo jednak ból jest jeszcze odczuwalny. W prawej części stopy nie ma czucia, ale lekarze mówią, że to ma z czasem minąć.
TR24: Zatem życzę powodzenia we środę i szybkiego powrotu na boisko dla brata.
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”
Albert Einstein
Kultura i rozrywka
Sport
Nasze sprawy
Styl życia
Religia
Tam warto być
Informator
Ogłoszenia
Redakcja
Kontakt
Reklama
Polityka prywatności
RSS