a
a
Po pierwszych piętnastu minutach nic nie zapowiadało porażki Stali. Od pierwszych minut zielono - czarni próbowali atakować. Przejęli inicjatywę, mając świadomość, że tylko zwycięstwo przedłuży ich szanse na utrzymanie w gronie pierwszoligowców.
ROZREGULOWANE CELOWNIKI
W piątej minucie ostro bitego dośrodkowania kapitana Stali - Krzysztofa Treli nie przeciął żaden z graczy Stali i piłka wylądowała w rękach golkipera gości - Sławomira Janickiego. W pierwszej połowie kapitan „Stalówki" dwukrotnie uderzał z dystansu - w 16 i 23 minucie gry, ale oba uderzenia były niecelne.
Gorzowianie zagrażali bramce Stali tylko za sprawą rosłego Adama Czerkasa, który co rusz wygrywał pojedynki główkowe ze stalowowolskimi obrońcami, ale na szczęście dla miejscowych wszystkie strzały mijały światło bramki. W 21 minucie meczu indywidualną akcją popisał się aktywny w pierwszej połowie Gilar, ale jego uderzenie z 16 metrów od bramki poszybowało „Panu Bogu w okno".
Najgroźniejsze akcje w pierwszych czterdziestu pięciu minutach miały miejsce w końcówce. Najpierw po doskonałym, prostopadłym podaniu Obema z głębi pola w sytuacji sam na sam z Wierzgaczem znalazł się Czerakas, ale w ostatniej chwili, na jednej z licznych nierówności boiska na ul. Hutniczej, podskoczyła mu piłka i skończyło się tylko na strachu dla miejscowych. W odpowiedzi w 43 minucie oko w oko z Janickim znalazł się Salami, ale jego uderzenie było zbyt anemiczne i sygnalizowane, z którym poradził sobie bramkarz GKP.
DZIWNE ZMIANY BIAŁKA
Na drugą połowę w szatni został aktywny Gilar, a w jego miejsce na placu gry pojawił się Jurij Mychalczuk, który mógł okazać się bohaterem spotkania. Jednak w 82 minucie zawodów po dokładnym dograniu Czpaka z lewej strony boiska nie potrafił skierować piłki do bramki, mimo że uderzał z sześciu metrów. Wcześniej z 20 metrów nad poprzeczką uderzał Trela. To było wszystko, co można powiedzieć o ofensywnych poczynaniach ekipy z Podkarpacia w drugiej części gry. Dodatkowo w 57 minucie spotkania najgroźniejszy wśród zielono - czarnych Abel Salami został zmieniony przez Kamila Gęśle.
Kiedy wszyscy kibice na stadionie MOSiR z grymasem niezadowolenia szykowali się na podział punktów stało się coś jeszcze gorszego. Na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry z pozoru niegroźne dośrodkowanie z prawej strony Braina Obema na gola zamienił wprowadzony chwilę wcześniej Michał Ilków - Gołąb. Niestety, w dużej mierze przy bramce gorzowian zawinił Stanisław Wierzgacz, który przy dośrodkowaniu zrobił trzy kroki do przodu, sugerując obrońcom Stali wyjście do piłki, po czym zatrzymał się, a ten błąd bezlitośnie wykorzystał napastnik przyjezdnych.
NA DOBRE I NA ZŁE
Brawa należą się kibicom hutników, którzy pomimo niekorzystnego wyniku nie ustawali w dopingu i głośnym śpiewem zagrzewali piłkarzy do gry. Nawet trzech sympatyków, którzy za swoją drużyną przyjechali z Wielkopolski, doceniając postawę fanów „Stalówki" skandowali: „Nigdy nie spadnie Stalówka nigdy nie spadnie...".
Po porażce na własnym boisku podopieczni Janusza Białka będą musieli już chyba pogodzić się ze świadomością spadku, gdyż strata do „bezpiecznego miejsca" wynosi już 14 punktów.
Stal Stalowa Wola - GKP Gorzów Wlkp. 0:1 (0:0)
Ilków - Gołąb 89.
Stal: Wierzgasz - Szymiczek, Maciorowski, Treściński, Myszka, Gilar (46 Mychalczuk), Łytwyniuk, Trela, Czpak (87 Łętocha), Wasilewski Salmi (57 Gęśla)
GKP: Janicki - Ziemniak, Truszczyński, Wojciechowski, Topolski, Janusiński, Obem, Łukaszewicz, Białożyt (55 Kaczorowski), Drozdowicz (74 Iłków - Gołąb) Czerkas (55 Andruszczak)
Żółte kartki: Topolski, Kaczorowski, Ilków - Gołąb
Sędzia: Michał Zając (Śląski ZPN)
Widzów: 1800
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”
Albert Einstein
Kultura i rozrywka
Sport
Nasze sprawy
Styl życia
Religia
Tam warto być
Informator
Ogłoszenia
Redakcja
Kontakt
Reklama
Polityka prywatności
RSS