a
a
Urszula Jagiełło: Ojcowie prowadzą w różnych miejscach w Polsce msze z modlitwą o uzdrowienie. Podczas liturgii wprowadzacie elementy modlitwy uwielbienia: modlitwą różnymi językami, prorokowaniem, spotkaniem Boga w spoczynku w Duchu świętym. Wychodzą ojcowie z tym do ludzi, którzy o takim sposobie modlitwy wcześniej zupełnie nie słyszeli. Jaki to ma sens?
O. Pacyfik Iwaszko: Taka modlitwa jest jednym z wielu sposobów obecnych w Kościele. Modlitwa uwielbienia, to sposób na jej swobodę. Natomiast ta w językach, czyli glosolalia, może kogoś poruszyć. Jeżeli na spotkanie przyjdzie człowiek, który widzi coś takiego pierwszy, a wspólnota modli się językami, to może go zastanowić, co tu się dzieje i zacznie szukać odpowiedzi. Nie rezygnujemy z tej modlitwy, choć jest ona najmniej istotna. To najmniejszy z charyzmatów. Modlitwa w językach powinna nas naprowadzać na te wielkie dary: miłość, wiarę, dary Ducha Św. Jest o tyle istotna o ile ukierunkowuje nas na właściwy kurs, na miłość Bożą.
Urszula Jagiełło: A upadki w Duchu? Wspólnoty charyzmatyczne poświęcają wiele czasu podczas różnych konferencji, by wtajemniczać w ten szczególny sposób kontaktu z Bogiem. Na mszach prowadzonych przez ojców spoczynków w Duchu mogą zaznać babcie, które nie wiedzą, co się z nimi dzieje.
O. Pacyfik Iwaszko: Kiedy zwracamy się do Boga On przenika człowieka aż do głębi. Sięga dalej, niż poziom emocji, pokonuje sferę fizyczną. Boga nie spotyka się przedmiotowo. Nie jest drzewem, co rośnie za oknem, ani stojącym w pokoju krzesłem. Spotkania z Bogiem nie można też porównać do zetknięcia z ludźmi, bo one bywają powierzchowne. Spotkanie z Bogiem dotyka mocno przez modlitwę, kiedy Duch Święty przenika wnętrze człowieka. Niezależnie czy widzimy efekty, czy nie, spoczynek w Duchu jest widzialnym znakiem tego spotkania. Jednak są i inne znaki Jego działania. Ktoś może odczuwać drżenie, komuś innemu jest gorąco, mimo że w Kościele jest zimno. Są osoby, które płaczą, uśmiechają się. Istnieje działanie, którego nie widać, a te osoby wiedzą, że Bóg dociera do ich wnętrza.
Urszula Jagiełło: zwykle zastanawiamy się nad tym, co dzieje się na zewnątrz. Trudno jest patrzeć głębiej.
O. Pacyfik Iwaszko: Bóg jest duchem, a człowiek, który patrzy oczami ducha widzi głębiej i więcej. Bóg przenika wszystko. Wnętrze człowieka, ale też jego sferę zewnętrzną. Można powiedzieć, że to, co widzimy, to wszystko, co jest ponad poziomem morza. A przecież ile tajemnic kryje się w morskich głębinach.
Urszula Jagiełło: Na mszach prowadzonych przez ojców wiele osób doznaje bardzo konkretnych fizycznych uzdrowień. A co z tymi, którzy wracają do domu chorzy? Czy zabrakło im wiary?
O. Pacyfik Iwaszko: U proroka Izajasza czytamy, że ludzkie myśli nie są myślami Boga (por. Iz 55, 8-9). Można te słowa odnieść do działania Ducha Bożego w nas. Duch wieje kędy chce, a szum Jego słyszysz (por. J 3, 8). Nie jest to tak, że Duch będzie działał według naszej reżyserii. Problem pojawia się, kiedy my sobie wyobrażamy w jaki sposób Bóg powinien zadziałać w naszym życiu. Nawet w tej rozmowie, kiedy mówimy o uzdrowieniu, możemy dotknąć tylko pewnej tajemnicy tego, dlaczego Bóg uzdrawia. Ojciec Tardif zadał w jednej ze wspólnot Odnowy w Duchu Świętym pytanie dlaczego Bóg uzdrawia? Odpowiedzi były różne: że chce pokazać, że żyje, że chce objawiać się w znakach. Na to ojciec odpowiedział, że Bóg nas uzdrawia dlatego, że nas po prostu kocha. I chyba to jest to.
Urszula Jagiełło: Tylko, gdy nas nie uzdrowi, to możemy się czuć niekochani.
O. Pacyfik Iwaszko: Bo my myślimy po ludzku. W tym leży trudność naszej wewnętrznej przemiany, byśmy gonili za myślami Bożymi w sposób duchowy i zrezygnowali ze swojego ludzkiego toku myślenia w poznawaniu Pana Boga. Dlaczego Bóg jednych uzdrawia, a innych nie uzdrawia? Może będzie to pierwsze pytanie, jakie po śmierci zadamy Panu Bogu. Można sobie myśleć, że gdy nasza wiara jest silna, to doznamy uzdrowienia - i często tak jest, bo wiele osób, dzięki wierze uzdrowiło się. Jezus mówił do wielu, których dotknął: „Twoja wiara cię uzdrowiła". Natomiast zdarzają się przypadki, że ktoś zupełnie przypadkowo wejdzie do kościoła i zostanie przemieniony. I właśnie to pobudza jego wiarę, otwiera mu oczy do nawrócenia i wejścia w relację z Bogiem.
Urszula Jagiełło: A co z ludźmi, którzy bardzo mocno wierzą, a uzdrowienie nie przychodzi?
O. Pacyfik Iwaszko: Jedno jest pewne, że Bóg pragnie naszego dobra i wyzwolenia z grzechu, od zła, a choroba jest złem. Nie zdajemy sobie jednak sprawy jakimi obciążeniami związanymi z całą historią życia jesteśmy przygnieceni. Je także musimy uzdrowić. Ci, którzy zajmują się modlitwą o uzdrowienie mówią o zranieniach zadanych człowiekowi w poszczególnych etapach jego życia. Na początku trzeba zacząć od dziedziczności. Ojciec DeGrandis zwracał dużą uwagę na uleczenie drzewa genealogicznego od obciążeń przejętych po naszych rodzicach i dziadkach. W psychologii mówi się o syndromie alkoholika, a podobne oddziaływania mogą być w sferze duchowej. Między innymi to, co mogą przekazać dziecku niewierzący rodzice. Czy mogą mu przekazać wiarę? Takie dziecko będzie musiało wkładać dwa razy więcej wysiłku w to, by uwierzyć i przekonać się o obecności Boga w jego życiu, niż to, które wychowało się w rodzinie ludzi wierzących. Kolejny etap, który może potrzebować uzdrowienia, to czas od poczęcia dziecka aż do uzyskania przez niego pierwszej świadomości. Już wtedy dziecko czuje. Np. to, że jest niechciane. Uzdrowienia potrzebują często rany z dzieciństwa. Różne rzeczy mogły się wydarzyć, gdy dziecko wchodziło w świat dorosłych. Ktoś mógł złamać jego psychikę, mogło rosnąć patrząc na złe modele życia. Ostatni etap to okres dorosłości aż do obecnej chwili. Być może powstały wtedy pewne zaburzenia na skutek własnych albo cudzych grzechów. Może ktoś został celowo wprowadzony w praktyki przynoszące szkody duchowe takie jak: magia, czary, okultyzm...
Urszula Jagiełło: Z wielu obciążeń nie zdajemy sobie sprawy. Jeśli nie wiemy o tym, że je nosimy, czy Bóg może je uzdrowić?
O. Pacyfik Iwaszko: Kiedy zwracamy się do Boga, On przychodzi ze swoim światłem. To tak, jak w tej modlitwie, którą często odmawialiśmy na lekcjach religii: „Oświeć serca i umysły nasze". Daj poznanie. Daj światło.
Urszula Jagiełło: Były takie sytuacje, że ludzie prosili o uzdrowienie fizyczne, a odchodzili z uzdrowionym wnętrzem?
O. Pacyfik Iwaszko: Zdarzało się to nawet często. Często przychodzą osoby po pięćdziesiątce, które trzymają w pamięci bardzo mocno pewne wydarzenia z dzieciństwa, choć być może zepchnęli je do podświadomości. Gdy zwracają się do Pana Boga z prośbą o uzdrowienie, zaczynają rozumieć wszystko co w nich siedziało. Odkrywają, że pewne ich zachowania biorą się z dzieciństwa. Wielu ludzi przekonuje się, że przyczyną ich lęków przed ludźmi jest doświadczenie dorastania w rodzinie, gdzie ojciec przychodził do domu pijany. Z tego samego powodu wiele kobiet boi się mężczyzn. Także histeria matki, może zbyt surowe karanie dzieci, może mieć później wpływ na ich sferę emocjonalną w życiu dorosłym.
Urszula Jagiełło: Szkoda, że ci ludzie nie mogli uzdrowić tego wcześniej, kiedy mieli dwadzieścia parę lat. Przecież wtedy ich życie mogłoby się potoczyć zupełnie inaczej.
O. Pacyfik Iwaszko: Nie wiem jak dotrzeć do młodych ludzi, żeby zwracali uwagę na doświadczenie, tych którzy już wiele odkryli. Młodzi nie zwracają uwagi na mądrość starszych, sami wiedzą wszystko lepiej. I tu właśnie jest problem. Współczesny człowiek wszystko wie, a jeśli wszystko wie, to czego może się nauczyć? Postawa chrześcijanina to postawa ucznia. Bóg nie dotrze do tego, kto powie, że wszystko wie. Pani ma wykształcenie polonistyczne. Proszę sobie wyobrazić, że ma pani mówić o ortografii analfabecie przekonanemu, że ma ortografię w jednym paluszku.
Urszula Jagiełło: Ja sama często mam problemy z ortografią, więc wiem, że muszę się ciągle uczyć. Ale może to właśnie dzięki naszym słabościom, które często przeklinamy - tak jak ja tą moją nieszczęsną ortografię - możemy stawać się otwarci na słuchanie, na bycie uczniem.
O. Pacyfik Iwaszko: „Jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie możecie być moimi uczniami" - mówił Jezus (Mt 18, 2-5). To jest postawa ucznia, chrześcijanina. Uczenie się. Chęć poznawania.
Urszula Jagiełło: Ojcowie w czasie prowadzonej modlitwy polecają, by modlić się także o uzdrowienie dla bliskich nam ludzi, którzy nie przyszli razem z nami do Kościoła. Czy możliwe jest uzdrowienie tych, za których się wstawiamy, choć oni mogą takiego uzdrowienia nie chcieć?
O. Pacyfik Iwaszko: Wszyscy jesteśmy powiązani tajemniczymi nićmi z żyjącymi z nami ludźmi. Gdy na prowadzone przez nas msze przychodzi osoba żyjąca wśród niewierzących i zostaje dotknięta przez Boga, to On uzdrawiając ją, dotyka też wszystkich innych, z którymi ona w jest w kontakcie. Bóg kocha wszystkich ludzi i dlatego chce ich przyciągnąć do siebie jak najwięcej. „Syn człowieczy zawiśnie na drzewie krzyża i przyciągnie wszystkich do siebie". Zbliży wszystkich do siebie w tym geście miłości. Trzeba patrzeć bardzo głęboko na chrześcijański sens uzdrowienia. Powiem tak: Bóg nie leczy, ale uzdrawia. My byśmy chcieli, żebyśmy zostali uleczeni z tego, co nam w danym czasie doskwiera. A Bóg sięga do głębi, do korzenia.
Urszula Jagiełło: Dzięki temu, że nie zawsze jesteśmy uzdrawiani tak jak byśmy chcieli, znika ryzyko takiego zmuszania Boga do czynienia cudów. Czy ustępuje przywyknięcie do obrazu Boga-cudotwórcy?
O. Pacyfik Iwaszko: Współczesnemu człowiekowi trudno zrozumieć dlaczego nie zawsze jesteśmy uzdrawiani. Dlatego, że wpadamy w pokusę umieszczania siebie w centrum, podczas gdy wokół nas są ludzie, którzy świadczą nam jakieś usługi. Idziemy do fryzjera, do dentysty... do kościoła. Wszędzie po jakąś usługę. I tu jest problem, bo Bóg jest Panem i to On stoi w centrum. Nie da się z Boga, który jest Panem zrobić usługodawcy. I wydaje mi się, że to jest problem. By móc być uzdrowionymi musimy zrezygnować z bycia w centrum i uznać, że to jest miejsce Boga, a my jesteśmy od Niego zależni. Trzeba Mu zaufać, że chce tylko naszego dobra, również naszych najbliższych.
Urszula Jagiełło: Na koniec liturgii zwykle wymieniacie ojcowie przypadki konkretnych osób, które zostały tego dnia uzdrowione i wołacie ich, by przyszli na środek Kościoła. Dlaczego?
O. Pacyfik Iwaszko: Ci ludzie mogą dać świadectwo, które umacnia naszą wiarę. Sprawia też, że człowiek jest uzdrawiany od obciążeń emocjonalnych, jakimi mogą być wątpliwości. Zły Duch bardzo często je zasiewa w serce człowieka. Przez danie świadectwa Bóg dociera jeszcze głębiej i uzdrawia nie tylko fizycznie. Jest szansa, że ta osoba, która podniesie rękę, albo powie, że doznała działania Boga w swoim życiu, zostanie uzdrowiona wewnętrznie. Będzie mocniejsza. Do niej wątpliwości tak szybko nie przyjdą. W Ewangeliach synoptycznych (Mk5, 25-34; Mt 9, 20-22; Łk 8, 43-48) czytamy opowieść o zamożnej kobiecie od wielu lat cierpiącej na upływ krwi. Wydała ona wszystkie pieniądze na lekarzy, ale nic jej to nie pomogło. Gdy dowiedziała się o Jezusie, postanowiła szukać uzdrowienia w Nim. Od kogo słyszała o tym „lekarzu"? Od tych, którzy sami zostali przez Niego uzdrowieni. Słuchanie świadectw pobudza w nas wiarę, sprawia, że przyjmujemy Słowo, czyli Chrystusa i Jego Dobrą Nowinę. To jest m.in. sens dawania świadectwa. Kobieta, która cierpiała na upływ krwi słyszała dużo o Jezusie. To słuchanie sprawiło, że wzrosła w niej wiara w to, że kontakt z Jezusem może ją ocalić. Mówiła: „Choćbym nawet dotknęła jego szat, będę zdrowa". Gdy przyszła do Jezusa i dotknęła Jego szat, mimo otaczającego Go tłumu, została uzdrowiona. Wiara wyzwoliła w niej moc uzdrowienia, moc Ducha Świętego. Ale tak naprawdę ona już wcześniej w sercu przyjęła Dobrą Nowinę, Słowo które ją uzdrowiło. Jednak Jezus nie pozwolił jej odejść niezauważoną. Pytał przy wszystkich: „Kto się mnie dotknął?". Znał jej problem i chciał go do końca rozwiązać. Ta kobieta padła z lękiem u stóp Jezusa. Cała drżała. Ona 12 lat żyła w poniżeniu. Wszyscy wiedzieli na co choruje, że jest nieczysta. Czuła się człowiekiem o niższej kategorii. Jezus uzdrowił ją także wewnętrznie z poczucia wzgardy wobec siebie.
Urszula Jagiełło: My często przychodzimy po uzdrowienie fizyczne, bo nawet nie zdajemy sobie sprawy, że coś nam dolega wewnętrznie.
O. Pacyfik Iwaszko: Nawet nieświadomie wołamy: „Panie Boże zbyt wiele nie dotykaj w naszym życiu". Tylko tyle...
Urszula Jagiełło: ...ile chcemy?
O. Pacyfik Iwaszko: Więcej nie, bo to zbyt wiele może nas kosztować. Zachowujemy się jak poganie z Gerazy, o których czytamy w Ewangelii Marka (Mk 5, 1-18). Jezus przybywa do tej krainy, a na spotkanie wybiega mu opętany. Wypędzonym z niego demonom Jezus pozwala wejść w stado świń. Cała trzoda potonęła w jeziorze. Na wieść o tym, co się dzieje przybiegli przestraszeni mieszkańcy. I co mówią do Jezusa? Nie chcemy cię tu. Jeśli tak zaczniesz rozwiązywać nasze problemy, to możemy stracić coś z naszych bogactw. Tyle kosztuje wyzwolenie człowieka. Niektórzy może się tego boją. „Boże dotknij mnie, ale nie za bardzo. Jeśli tak mocno mnie dotkniesz, to będę musiał zmienić myślenie".
Urszula Jagiełło: I stracę kontrolę nad moim życiem. Będę ją musiał oddać Bogu. A w jaki sposób ojciec oddał kontrolę nad swoim życiem Bogu? Jak ojciec odnalazł powołanie do modlitwy o uzdrowienie?
O. Pacyfik Iwaszko: Jeszcze w czasach seminarium zetknąłem się z dobrymi wiadomościami o tym, co się dzieje na świecie. Pojawiały się wtedy książki księdza Serafino Falvo i kultowa już lektura „Jezus żyje" ojca Emiliena Tardifa i Jose H. Prado Floresa. Jednak dopiero zderzenie z rzeczywistością, z ludźmi w parafiach, w klasztorach, gdzie pracowałem ja, i towarzyszący mi teraz ojciec Józef Witko i ojciec Teodor Knapczyk, sprawiło, że podjęliśmy taką posługę. Pierwszy zrobił to o. Józef. Niedawno obchodziliśmy dziesięciolecie prowadzonych przez niego czuwań w Jarosławiu. Mnie też wtedy Bóg powoływał do podobnej posługi, ale odczytałem Jego wołanie trochę inaczej. Jako wezwanie do wyjazdu na misje. Pojechałem do Afryki. Jednak nie mogłem tam pracować z powodu różnych chorób i musiałem wrócić do Polski, żeby się leczyć. Pomyślałem wtedy, że być może Bogu chodziło o inną ewangelizację. O wschód! Ruszyłem więc do Nowosybirska. Wytrzymałem tylko dwa lata. Tam też się nie odnalazłem. Po moim powrocie spośród 20 klasztorów w Polsce przełożeni wybrali mi właśnie Jarosław. Miejsce, gdzie posługiwał o. Józef. Po roku zostałem mianowany przełożonym w Zakliczynie. Co ciekawe nabożeństwa z modlitwą o uzdrowienie były wtedy odprawiane tylko w dwóch miejscach: w Zakliczynie i Jarosławiu. Teraz widzę wyraźnie w jaki sposób prowadził mnie Duch Święty. W Zakliczynie przejąłem funkcję przełożonego po o. Józefie. Nikt ze wspólnoty nie kwapił się, żeby prowadzić grupę Odnowy w Duchu Świętym, więc spadło to na mnie. Na początku chodziłem do nich z mieszanymi uczuciami. Nie wiedziałem jak się tą grupą zająć. Przychodzę do nich, a oni mi mówią: „Niech się ojciec pomodli o uzdrowienie". No ładnie! Czyli jak?! To był taki szybki start.
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”
Albert Einstein
Kultura i rozrywka
Sport
Nasze sprawy
Styl życia
Religia
Tam warto być
Informator
Ogłoszenia
Redakcja
Kontakt
Reklama
Polityka prywatności
RSS