autor: O. Wacław Oszajca SJ / 01.11.2010
a |a |a

O. Oszajca: chrześcijanie nie wierzą w koniec świata...

Za ciasno robi się nam w czasoprzestrzeni, którą zajmujemy, stąd idziemy na groby, bo z nad nich roztacza się jedyny w swoim rodzaju widok. Z cmentarza widzi się dalej, aż za horyzont. Stąd chrześcijanie życzą umierającym, by zamieszkali w wiekuistej światłości, czyli pod Słońcem, jedynym i nigdy nie gasnącym, czyli z Bogiem. Chrześcijanie nie wierzą przecież w żaden koniec świata, w jego unicestwienie. Bóg nie po to na samym początku oddzielił mroki niebytu od jasności istnienia, by następnie tę jasność zgasić. Wierzymy zaś w nastanie „nowej ziemi i nowego nieba”.

zdjecia/2010/11/01/Symbol_pamieci.JPG
fot. AK +

Mówi się, że zegar odmierzający czas istnienia ludzkości zaczął tykać w momencie pierwszego pogrzebu. Nasz praprzodek traktował członków swojego stada nie jako materiał, surowiec do wykorzystania, ale jako równych jemu. Odkrył tym samym, że obok niego istnieje coś, czego nie powinno się zjadać, a tym samym zabijać. Grzebiąc zmarłych nasi praprzodkowie poznawali smak bezinteresowności, a od niej już tylko krok do miłości. Nic dziwnego, że dzisiaj również ciągnie nas na cmentarz. Nie tylko po to, by wspominać, ale i po coś więcej. Kieruje nas tam głód szczęścia.

PRAWIE ŚWIĘCI

Z różnych powodów dwa pierwsze dni listopada jakby na siebie zachodzą. Najpierw mamy uroczystość Wszystkich Świętych, a nazajutrz wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych. Warto o tej kolejności pamiętać, ale nie powinno się kruszyć kopi o to, że ten i ów używa innej nazwy i mówi na przykład o święcie zmarłych. W tym połączeniu tych dwu dni jest coś na rzeczy. Pierwszego i drugiego listopada rozmyślamy przecież o zmarłych. Najpierw o  tych, którzy osiągnęli już wszystko, co mogli zdobyć i tych nazywamy świętymi, jako że, mówiąc językiem biblijnym, stali się „jak Bóg”. Potem wspominamy tych, których los jeszcze się nie dopełnił, którzy nie wydorośleli na tyle, by być szczęśliwymi.

O nich mówimy, że przebywają w czyśćcu. I  staramy się im pomóc. Świętość polega bowiem nie na odrzuceniu, na pogardzie dla tak zwanego świata, a wprost przeciwnie. Święci żyli sprawami swoich czasów, danej epoki. Włączali się zarówno we wszystko, co jest związane z Kościołem, ale też na równi angażowali się w pracę zawodową, w sprawy społeczno-polityczne, uprawiali naukę i sztukę. W momencie, gdy zamykali się w klasztorach klauzurowych i uciekali na pustynię nie rozstawali się ze sprawami współczesnego im świata. Patrzyli nań z sobie właściwej perspektywy i nieraz widzieli dalej niż ówcześni na przykład politycy. W ten sposób budowali ową nową ziemię, ale i nowe niebo.

CZŁOWIEK - SZCZĘŚCIE BOGA

Jeśli więc jest prawdą, że na cmentarz idziemy powodowani pragnieniem wiecznego szczęścia, to trzeba powiedzieć, że owego stanu pragnie również Bóg. Nie bez powodu zmarły w tym roku filozof, profesor Leszek Kołakowski pyta: Czy Bóg może być szczęśliwy? Pytanie jak najbardziej zasadne, zważywszy, że Bogu chrześcijan nieobce jest cierpienie. Golgota i szubienica, zwana krzyżem, to nie żarty, ale ból i rozpacz. Tam Syn Boży, jakkolwiek byśmy to synostwo rozumieli, kończy swoje życie straszliwą modlitwą: „Boże mój! Boże mój, czemu mnie opuściłeś!?

Na pytanie postawione przez filozofa, czy teologa, zwykle najtrafniej odpowiada mistyk, a więc ten, kto usiłuje iść nie tylko tam, gdzie iść zamierza, ale i tam gdzie mu wcale niespieszno, gdzie bywa, że człowiek traci nie tylko zdrowie i pieniądze,  ale i życie. Z takiego towarzystwa, z przyjaźni i zaufania ze strony człowieka cieszy się Bóg. A zatem szczęściem Boga jest człowiek. Tak o tym mówi mistykpoeta Jan Schefller, czyli Anioł Ślązak:
„Ja wiem, beze mnie Bóg ni chwili żyć nie może,
Gdy sczeznę ja, Ty także oddasz ducha Boże.”

I dalej:

„Że Bóg szczęśliwy jest, od pragnień wolny trwa,
Ja mam od Niego to, jak ode mnie ma.
Jam wielki niczym Bóg, w małości my podobni,
Nie może On nade mną, nie mogę ja być pod Nim.”

Powie ktoś – herezja! Niekoniecznie – to miłość! A czyż nie jest herezją mówienie, że zmarli żyją?

-----------

Czy wiesz, że?

Wacław Oszajca (Jakub Nadbystrzycki, JaNad, Tadeusz Cieśla), to prezbiter, jezuita,  pracownik Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego,  poeta, komentator, tłumacz, dziennikarz. Ur. 28 września 1947 r. w Źwiartowie, powiat Tomaszów Lubelski, województwo lubelskie.  Święcenia kapłańskie w 1971, od 1987 w zakonie Towarzystwa Jezusowego (SJ). Profesja w 1997.

 

 


autor: O. Wacław Oszajca SJ / 01.11.2010
 

Ta wiadomość nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Możesz być pierwszy!
Dodaj komentarz