- Ostatnie takie wyroki wydawały polskie sądy za głębokiej komuny. Wtedy (oczywiście możemy mówić o pewnym postępie) skazywano duchownych i świeckich nazywających aborcję morderstwem na więzienie, teraz tylko na przeprosiny i odszkodowanie. Ale istota wyroku pozostaje taka sama. Sąd zdecydował się zakazać mówienia prawdy o tym, czym jest aborcja, zdecydował się na uznanie, że rozszarpanie dziecka na strzępy jest zabiegiem, a zarodek nie jest człowiekiem, który wart by był ochrony. Ta decyzja oznacza także koniec wolności słowa w Polsce. Od teraz za mówienie prawdy o tym, czym jest aborcja i o tym, kim są kobiety (ale także lekarze czy mężczyźni), którzy na zabicie swojego dziecka się zdecydowali – może zostać ukarane - pisze Terlikowski.
PRAWDA NIEZAKRYTA
- Ale nie oszukujcie się drodzy zwolennicy zabijania nienarodzonych. Ta prawda i tak wychodzi na jaw. USG i współczesna genetyka odbiera wam broń z rąk, i dlatego, by gloryfikować brutalne mordy na dzieciach musicie uciekać się do sądów (którym nie ma co ukrywać ta decyzja przynosi wstyd), które mają karać uczciwych ludzi grzywnami i wymuszać na nich sprzeczna z ich sumieniem przeprosiny - podkreśla publicysta "Frondy".
- Nie wiem, co zrobi teraz "Gość Niedzielny", ale wiem, co zrobię ja. Szanowni prawnicy Pani Tysiąc spieszę Was poinformować, że ja także uważam, że robienia kasy na tym, że nie pozwolono komuś zabić własnego dziecka jest obrzydliwe moralnie. I ja także uważam, że aborcja jest zamordowaniem człowieka, a ktoś kto robi na tym kasę niczym szczególnie istotnym nie różni się od nazistów. I dotyczy to nie tylko pani Alicji Tysiąc, ale i jej adwokatów, którzy zgrabnie wpisali się w tradycję nazistowskich i komunistycznych prawników, których celem nie była obrona prawa, ale wykluczanie pewnych grup ludzi z przestrzeni ochrony prawnej, a nawet odbieranie im praw ludzkich. Walcząc o kasę dla kobiety, która zarabia na tym, że nie pozwolono jej zabić swojego dziecka – robicie bowiem dokładnie to - dodaje Terlikowski.
co państwo o tym sądzą?



Drukuj
