a
a
Grupa wolontariuszy WOŚP dzięki pomocy mieleckiego szpitala dotarła w niedzielę nawet do miejscowości, które do tej pory nigdy nie brały udziału w kweście Orkiestry. Na zdj. z Tadeuszem Piekarskim z kolumny transportu w mieleckim szpitalu.
Jak mówi Leszek Kołacz, dyrektor Szpitala Powiatowego w Mielcu, pomoc w rozwożeniu wolontariuszy, którą zaoferowała placówka to także podziękowanie Orkiestrze. – Jesteśmy beneficjentami tej akcji od lat. Korzystają na niej nasi pacjenci. Im więcej pieniędzy pojawi się w puszkach, tym więcej dobrego zostanie zrobione, również dla mieszkańców naszego powiatu. A to, że tego typu pomoc okazała się tak bardzo potrzebna a pomysł był trafiony, bardzo nas cieszy – nie kryje dyrektor.
Przemysław Cynkier podkreśla, że do tej pory na „orkiestrowej” mapie powiatu widniały białe plamy, które z powodów technicznych trudno było zapełnić. Sztab nie dysponował środkami transportu i kierowcami o takim doświadczeniu i umiejętnościach, by sprawnie radzić sobie w niełatwych, zimowych warunkach drogowych. – Ekipa szpitalna rozwiązała ten problem i to w naprawdę imponujący sposób. Właśnie w tych małych miejscowościach w niedzielę do puszek trafiały znaczące sumy, a wolontariusze usłyszeli wiele ciepłych słów. To dobrze rokuje na kolejne lata, w których zapewne też zechcą się zaangażować w zbiórkę – podkreśla Przemysław Cynkier.
W powiat ruszyły w niedzielę dwa busy, które jednorazowo zabierały w trasę 7-8 wolontariuszy. Pracujący w szpitalu kierowcy: Tadeusz Piekarski i Józef Latawiec, podkreślają, że dzień pod znakiem WOŚP okazał się niesamowity. Mimo, że pracowali od 7.00 do 20.00, a podróżowanie po wielu wsiach nie należało do łatwych, nie czuli zmęczenia. – Często do naszych grupek podchodzili mieszkańcy i tak jak np. w Dulczy czy w Kosowach zapraszali na herbatę i ciasto, chwili młodzież – mówi Józef Latawiec. – Nie obyło się bez drobnych problemów, bo w którymś momencie auto utknęło w zaspie, ale natychmiast pojawiła się pomoc i wspólnie poradziliśmy sobie z kłopotem – docenia Tadeusz Piekarski.
Zdaniem Przemysława Cynkiera, nie bez znaczenia było też podejście pracowników szpitala do młodych wolontariuszy. – Świetnie się z nimi rozumieli, pomagali w kwestiach organizacyjnych, strategicznych, nie brakowało im poczucia humoru, co młodzież doceniła, podobnie jak nasz sztab – zaznacza.
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”
Albert Einstein
Kultura i rozrywka
Sport
Nasze sprawy
Styl życia
Religia
Tam warto być
Informator
Ogłoszenia
Redakcja
Kontakt
Reklama
Polityka prywatności
RSS