a
a
Wielu z nas wiedzionych chęcią poprawy domowego budżetu postanawia podjąć dodatkową pracę. Z racji kryzysu częso odpowiadamy na każdy anons zamieszczony w prasie czy internecie. Poszukujący zajęcia mogą trafić na ogłoszenie firmy, które potrzebuje pracowników do pisania krótkich artykułów reklamowych. Kolejny krok to rozmowa kwalifikacyjna.
Entuzjazm może ostygnąć, kiedy dotrzemy do siedziby firmy. Zamiast wielokondycyjnego wieżowca z rażącym w oczy neonem, pojawia się zwykłe mieszkanie wynajęte na poddaszu kamienicy, a w nim menadżer odpowiedzialny za rekrutację. Na wyposażenie lokalu składa się biurko oraz laptop. Już na starcie wizja agencji reklamowej, może rozczarować.
Zadaniem „redaktora” ma być pisanie postów na forach internetowych. Rzecz jasna na zlecony temat. Reklama przemycana w ich treści nie może być nachalna. – Taka forma wzbudza od razu niechęć użytkowników i najczęściej jest usuwana przez moderatora. Należy więc poświęcić jeden dzień i część postów (nie więcej jednak niż 40 proc.) na wzbudzenie zaufania u reszty piszących. Tematy są uzależnione od życzenia klientów. Okres próbny to pięć dni i pięćdziesiąt postów. W naszej bazie jest w tej chwili blisko czterysta forów, ale w każdej chwili można zgłosić następne – wyjaśnia dziennikarzowi TR24 menadżer.
– Jeżeli uznam, że są one na wysokim poziomie, przechodzi się do następnego etapu. Za pomocą specjalnego programu jestem w stanie śledzić każdy post. Mogę więc na bieżąco oceniać zarówno ich jakość jak też częstotliwość – dodaje osoba prowadząca rekrutację.
Stan realizacji danego projektu mogą również śledzić klienci. Za każdy post agencja płaci 85 groszy, a najlepsi są w stanie zamieścić ich około ośmiuset miesięcznie, co daję niecałe 800 zł. – Nie można więc traktować pracy u nas jako głównego źródła dochodu, ale jedynie jako zajęcie dodatkowe. Zdarza się, że firmy, które z nami konkurują zatrudniają pracowników na zasadzie dziennikarstwa obywatelskiego i jedyne co dostają, to jakieś zabawki pluszowe na koniec miesiąca – podsumowuje pani menadżer.
Jedna z „redaktorek” napisała na forum, że ma problem z wyborem zabawki dla chrześniaka. Umieściła przy tym linki, tak aby każdy mógł zobaczyć o jakie dokładnie pluszaki chodzi. Nie trzeba dodawać, że przekierowywały one na stronę sklepu wysyłkowego. Nikt z użytkowników forum nie zorientował się w oszustwie. Pewna liczba osób próbowała wybawić „redaktorkę” z kłopotu, wskazując na lepszą zabawkę. Cel został osiągnięty: duża liczba osób weszła na stronę klienta.
– To jest niemoralne, ale nie dziwię się, że są chętni do tego rodzaju przedsięwzięć. Studia kosztują i to niemało – przyznaje w rozmowie z TR24 Małgorzata z Bogorii.
– Słyszałam, że tego typu reklama jest bardzo skuteczna, więc z punktu widzenia marketingowca, to dobre narzędzie. Sama jednak nie chciałabym być poddawana tego rodzaju manipulacji – dodaje Anna Z Tarnobrzega.
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”
Albert Einstein
Kultura i rozrywka
Sport
Nasze sprawy
Styl życia
Religia
Tam warto być
Informator
Ogłoszenia
Redakcja
Kontakt
Reklama
Polityka prywatności
RSS