autor: SM / 17.09.2009
a |a |a

„Nurkuj i atakuj bo tanio” - czyli handel na „Rumuna”

„Taniucha u czarnucha. Nurkujesz, kupujesz nie kradniesz. Wszędzie kamery” - wykrzykują handlujący na okolicznych bazarach Bułgarzy nazywani potocznie „Rumunami”.  Niskimi cenami przyciągają większość kupujących. Pojawili się około pięciu lat temu. Przyjeżdżają na targowiska busami bez siedzeń, pasów, zazwyczaj po kilkanaście osób. W towar zaopatrują się w Warszawie.

Dla wielu osób obecność Bułgarów, to sznsa na tanie zakupy. Dla wielu osób obecność Bułgarów, to sznsa na tanie zakupy.
fot. Wojciech Myszka +

Bługarzy sprzedają odzież, bieliznę, obuwie i podrabiane perfumy. Przeważnie  handlują nielegalnie, przez co zaniżają ceny. W Tarnobrzegu zaczęli zajmować tereny dawnego GS-u.  - Kiedy pracownik zamknął bramę oddzielającą targowisko od terenu, na którym znajdują się magazyny, to rozerwali siatkę, na nich nie ma siły - mówi TR24 Daniel, właściciel stoiska z odzieżą.

„Rumunów” można  podzielić na dwie grupy: bardziej cywilizowanych i tak zwanych „jaskiniowców” - handlujących na „dziko”, bez zezwoleń. Podczas kontroli Urzędu Skarbowego  uciekają, chowają się, zostawiają swoje stanowiska. Tylko nieliczni prowadzą działalność gospodarczą.

Opuścili swój kraj, bo tam nie mieli pracy, obcowali z biedą. Wyjściem z sytuacji okazał się przyjazd do Polski. - Jesteśmy zadowoleni, że tu przebywamy, mieszkamy pod Radomiem, stać nas na utrzymanie - mówi Oskar bułgarski handlarz. Zapytany, jak odnoszą się do nich Polacy odpowiada: - Bardzo różnie, to zależy od człowieka.

KOCZOWNICZE USPOSOBIENIE

Gwar, tłok, kurz - to ich życie. Na targowiskach pojawiają się z dziećmi, nawet te najmłodsze karmią od rana zupami „chińskimi”. - One w ogóle nie znają szkoły, sprzedają z rodzicami, albo siedzą w pyle pod stołami - relacjonuje Iwona, handlująca „na Rumunach”.

Ich natura jest porywcza, nieustannie kłócą się, przekrzykują reklamując towar: „Tanio, tanio atakuj!”, „Tańszego, lepszego, grzebajcie, przebierajcie, zapraszamy, po 5 po 10 złotych!”, „Tylko do przodu nie do tyłu - żeby nie kraść”. - Oni są uprzedzeni do ludzi, cały czas podejrzewają, że ktoś chce im coś skroić, nie lubią, kiedy się im zwraca towar - opowiada Krzysiek, który  ma stoisko z butami.

WYZNACZAJĄ TRENDY

Bułgarzy mają wielu klientów. Ludzie przychodzą specjalnie do nich, oblegają, wyszukują.
- Oni wyznaczają trendy na bazarze, często te same bluzki co w sklepach kosztują o  dziesięć złotych mniej, to normalne, że idzie się tam gdzie taniej - opowiada Kasia, stała klientka. Poza tym moda się tak zmienia, że nie szkoda mi potem takiej rzeczy wyrzucić – dodaje.

- Widziałam różne sytuacje, kobiety mierzą spodnie na drugie, za tydzień przychodzą i chcą oddać, bo okazało się, że nie pasują. Wtedy Bułgar udaje, że to nie od niego, albo, że takich nie ma. Ale  im chyba specjalnie nie przeszkadza, skoro zawsze jest tam tłok - mówi Ewa.

Opuścili swój kraj, bo tam nie mieli pracy, obcowali z biedą. Wyjściem z sytuacji okazał się przyjazd do Polski. - Jesteśmy zadowoleni, że tu przebywamy, mieszkamy pod Radomiem, stać nas na utrzymanie - mówi Oskar bułgarski handlarz. Zapytany, jak odnoszą się do nich Polacy odpowiada: - Bardzo różnie, to zależy od człowieka.

MAJĄ PRZYZWOLENIE


Nie wszyscy polscy handlarze są uprzedzeni do Bułgarów. Przywykli do ich obecności, zdają sobie sprawę, że gdyby nie oni to na targ nie przychodziłoby tak dużo osób. - To, że jest ich coraz więcej, to po części nasza wina, sami daliśmy przyzwolenie. Dziś jednak, jak zresztą pani widzi, sprzedaję obok nich, bo tu jest ruch - komentuje handlarz ze Stalowej Woli.

Nieco odmienne zdanie prezentuje pani Renata. - Osobiście nie jestem do nich uprzedzona, rozumiem, że zarabiają w ten sposób na życie, tylko czasami zastanawiam się, dlaczego nie ma w stosunku do nich tak konsekwentnie przeprowadzanych kontroli jak wobec Polaków, trudniących się handlem - podkreśla.


autor: SM / 17.09.2009
 

Ta wiadomość nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Możesz być pierwszy!
Dodaj komentarz