autor: Dariusz Kuchniak / 31.08.2009
a |a |a

Quo vadis szkoło?

Zarobki na żenująco niskim poziomie, uczniowie coraz bardziej rozwydrzeni, z rodzicami nie da się współpracować a programy nauczania są kompletnie oderwane od rzeczywistości. Takie warunki pracy mają polscy nauczyciele. Nasuwa się więc pytanie - dlaczego tak wiele osób podejmuje studia pedagogiczne?

Coraz mniej młodych ludzi decyduje się na pracę w zawodzie nauczyciela. Coraz mniej młodych ludzi decyduje się na pracę w zawodzie nauczyciela.
fot. Piotr Morawski +

To złożony problem i należy go rozważyć z perspektywy środowiska wielkomiejskiego i wiejskiego. W tym pierwszym szacunek dla pracy nauczyciela jest - delikatnie mówiąc - daleko niewystarczający. I co najbardziej niepokojące, niewiele uczyniono aby to zmienić; podwyżki płac to nie wszystko. Jaką siłę przebicia może mieć młody nauczyciel, świeżo po studiach, który trafi na gimnazjalną klasę złożoną w większości z uczniów pochodzących z rozbitych albo patologicznych rodzin? Oczywiście w teorii takie zespoły klasowe nie istnieją, bo polska szkoła nie zna zjawiska segregacji.

Ci twardzi i „zaprawieni w bojach” młodzieńcy oraz niewiele im ustępujące dziewczęta potrafią w ciągu pięciu sekund zweryfikować całą wiedzę pedagogiczną. Uczelnie w żaden sposób nie przygotowują na taką ewentualność. Profesorowie mówią studentowi: „Masz tu młody człowieku cytaty z mądrych ksiąg i radź sobie sam”. Może gdyby było inaczej tak wielu młodych nauczycieli nie rezygnowałoby z pracy po pierwszym roku?

W CZYIM INTERESIE?

Każdy może iść na studia pedagogiczne. Rodzi się jednak pytanie: w czyim jest to interesie? Uważam, że wyłącznie nauczycieli akademickich. Od wielu lat panuje w Polsce niż demograficzny, a mimo to co roku mury uczelni opuszczają tysiące nowych pedagogów. Czy ktoś z uczelni zadał sobie trud aby sprawdzić jaka jest sytuacja na rynku pracy?

Na kierunkach humanistycznych nierzadko studiuje ponad sto osób na roku. Czy to przypadek, że historycy i poloniści mają duże problemy ze znalezieniem pracy? Tymczasem, dzięki długiej liście studentów dodatkowe godziny ma pani profesor z Krakowa, która wykłada „szalenie interesujący przedmiot” na kieleckiej czy radomskiej uczelni.

Wróćmy jednak do wielkomiejskiego gimnazjum. Nauczyciele tam pracujący to w większości pedagodzy lubiący swoją pracę i w pełni jej oddani. Skąd to wiem? Odpowiedź jest prosta - mają wybór i mogliby pracować gdzie indziej. Za większe pieniądze i dużą mniejszą dawkę codziennego stresu. Dyrektor jest w tej komfortowej sytuacji, że może zebrać na prawdę profesjonalne grono. Nie uchodzi to uwagi rodziców, którzy na ogół dużą wagę przykładają do wykształcenia swoich dzieci. Dzięki temu wielu uczniów spoza rejonu pojawia się we wrześniu wśród pierwszoklasistów w specjalnie wybranych placówkach. Taka popularność niektórych szkół oznacza pełne etaty a czasami nawet nadgodziny. Czyli zjawisko w przeciętnej polskiej szkole rzadko spotykane.

WYSOKA PENSJA

Gimnazjum na wsi rządzi się innymi prawami. Uczniowie nie zdążyli tu jeszcze stracić szacunku do pracy nauczycieli. Problemem są natomiast rodzice, którzy nie doceniają znaczenia edukacji. Tylko nieliczni planują studia dla swoich pociech.

Tymczasem płaca belfra w warunkach wiejskich jest atrakcyjna, zwłaszcza kiedy uda mu się uzyskać status nauczyciela dyplomowanego. Bywa jednak, że wójt likwiduje jedną ze szkół podstawowych na terenie gminy albo brakuje godzin w gimnazjum, co wtedy? Już sama wizja takiego losu wywołuje w nauczycielu frustrację. Na wsi, czy w małym miasteczku trudno o jakąkolwiek ofertę pracy a często jedna osoba utrzymuje całą rodzinę. Utrata pracy ma tu zatem dużo większe konsekwencje niż w mieście.

Jestem przekonany, że mamy w Polsce do czynienia z dwoma światami rządzącymi się kompletnie innymi prawami. Nie podejrzewam nawet, że w przyszłości znajdą one jakieś wspólne punkty odniesienia.

 

A jakie jest Twoje zdanie? Napisz: redakcja@twojregion24.pl


autor: Dariusz Kuchniak / 31.08.2009
 
Dodaj komentarz
Komentarze (1)

->
w tytule chyba powinno być Quo vadis, a ...
|SM
2009.09.01
12:33
w tytule chyba powinno być Quo vadis, a nie Qvo