autor: Magdalena Sołtys / 14.11.2009
a |a |a

Motto bezdomnego: jutro mogę być już w innym wcieleniu

Dzisiaj żyję, jutro gniję. Po co mam iść do schroniska, jak mi tu dobrze. Jutro mogę być już w innym wcieleniu - takie słowa usłyszeli policjanci od bezdomnego, któremu zaproponowali nocleg w schronisku. Funkcjonariusze i pracownicy socjalni co roku w okresie jesienno-zimowym stają się świadkami tego, w jak trudnych warunkach potrafi żyć człowiek - na własne życzenie.

Rzeczy, które wydają się być nikomu niepotrzebne, tutaj znajdą swoje zastosowanie. Rzeczy, które wydają się być nikomu niepotrzebne, tutaj znajdą swoje zastosowanie.
fot. Magdalena Sołtys

dodatkowe zdjęciaZobacz więcej zdjęć w galerii! +

Jak podkreśla rzecznik prasowy policji Andrzej Walczyna, namówienie bezdomnych, by poszli do noclegowni jest niezwykle trudne. - Kiedyś dostaliśmy zgłoszenie, że w baraku przebywa mężczyzna z gnijącą ręką. Jak weszliśmy do jego miejsca pobytu, cofnął nas smród. Mężczyzna okaleczył się w trakcie zbierania złomu. Ranę okręcał czym się dało - brudnymi szmatami i papierami. Wdało się zakażenie. W szpitalu pielęgniarki, żeby go opatrzyć musiały najpierw usuwać ten papier z rany, który zrobił się twardy jak gips - wspomina policjant.

BRACIA

Salon zbity z drzwi od toalet to przedsionek altanki, kuchnia zrobiona ze starej szklarni, sypialnia utworzona z brudnych porozrzucanych kołder - tak wygląda M2 dwóch bezdomnych braci, mieszkających na stalowowolskich działkach. Od złego chroni ich powieszony przed wejściem drewniany różaniec. Łazienka mieści się z tyłu - za wannę służy ogromny zardzewiały pojemnik z zimną wodą. Mężczyźni gotują w dwóch niewielkich garnkach, na małym zniszczonym grillu. W szklarni wisi pranie. Taczki, stare monety, świecznik, plastikowe miski i stare książki - na ich podwórku można znaleźć wszystko to, co dla innych jest już niepotrzebne. Kiedyś mieli dość duże mieszkanie, sprzedali je i wybrali „wiejskie życie” - na działkach z dala od tłoku miasta.

RUDY I FELEK

W baraku przy stalowowolskiej obwodnicy mieszka niski mężczyzna z rudą brodą sięgającą już pod przepite oczy. Śmieci, gruba warstwa brudu i okropny zapach - tak można opisać jego lokum. On sam, choć podpity, jest miły i kulturalny. Na pożegnanie próbuje pocałować mnie w rękę. Obiecuje, że pójdzie do schroniska. - Teraz tak mówi, jutro nie będzie pamiętał - mówi Walczyna.

Felek zagospodarował sobie piwnicę w domu jednorodzinnym. Żeby tam trafić, trzeba uważać, by nie poślizgnąć się na błocie. Jest szczęściarzem - ma ciepło, bo ogrzewa pomieszczenie piecykiem. Zamiast mebli wszędzie leżą śmieci. Felek mieszka z kurami wśród ich odchodów. Jego zdaniem, wszystko jest jednak w porządku. Przepada za gośćmi - przychodzą do niego nocować inni bezdomni. - Noclegownia w Stalowej Woli już jest - żartują policjanci.


autor: Magdalena Sołtys / 14.11.2009
 
Dodaj komentarz
Komentarze (1)

->
ale, ale
|trick
2009.11.14
16:59
wydaje mi sie, ze praktycznie rzecz biorac to nie sa wcale bezdomni; przeciez oni tam wszystko mają, normalnie urzadzoną chalupe; nawet wanne maja, a przeciez wszyscy wiedzą, że bezdomni od kąpieli skutecznie stronią; nasiąkneli pewnie w mlodosci dekadencją, Baudelairami jakimis i teraz odstawiają cyganerię; zyc nie umierac