a
a
- Piłem na umór. W trakcie czteroletniego ciągu alkoholowego miałem tylko dziesięć dni przerwy. Żona miała tego dość. Wzięła ze mną rozwód. Mam dwie córki. Na własne życzenie straciłem rodzinę – mówi TR 24 Jasiek spoglądając przez okno schroniska.
Chudy zadbany mężczyzna, od którego czuć woń perfum bierze do ręki zeszyt. Opowiada, jak kiedyś terapeutka kazała mu wypisać na jednej kartce A4 zyski, a na drugiej straty, jakie poniósł przez okres swojego upijania się. Kartka strat była pełna, zysków … pusta.
Na początku nie chciał się przyznać przed samym sobą, że jest alkoholikiem. – Obwiniałem wszystkich, tylko nie siebie. Słowo alkoholik z trudnością przechodziło mi przez gardło – podkreśla. Jak mówi, terapie pomogły mu zrozumieć, że jest chory i taki już pozostanie – Od nawrotu picia dzieli mnie tylko grubość szkła kieliszka. Gdybym sięgnął po niego, nie wyhamowałbym. „Ten jeden” byłby dla mnie teraz dużą ilością, później … nawet wiadro nie wystarczyłoby – dodaje.
KARTKA Z ŻYCIA
Jasiek najbardziej tęskni za córkami. - Próbowałem się z nimi skontaktować, nie chcą jednak mnie znać. Sam sobie wytłumaczyłem, że potrzebują czasu. Muszą zrozumieć, że alkoholizm to choroba – mówi. - Gdyby teraz stanęły w drzwiach na pewno rozpłakałbym się. Jakieś informacje o mnie do nich na pewno docierają. Zna mnie dużo ludzi. Nie patrzę nawet na rodzinne zdjęcia. To za bardzo boli – wyznaje mężczyzna.
- Zacząłem pić, bo było mi za dobrze. Miałem prace, pieniądze … Jak chciałem szedłem do banku i po prostu wybierałem je – wspomina Jasiek. Przychodził do domu pijany. W końcu go stracił. Potem gdy miał trochę pieniędzy, jego schronieniem była melina. Jak mówi, były w niej „luksusowe warunki”. Kiedy zabrakło „funduszy” i nie miał za co kupić alkoholu, spał na klatkach schodowych. Podkreśla, że jego mózg był tak nim „nasiąknięty”, że nie istniały dla niego nawet święta. Sprzedaż puszek i złomu, od znajomego – sposobów na zdobycie pieniędzy miał wiele. Zakonnicy ze stalowowolskiego klasztoru śmieją się z niego do dziś, po tym jak powiedział, że to, co od nich dostawał sprzedawał na picie.
CO Z SIEBIE ZROBIŁEŚ?
Pomocną rękę podała mu pracownica opieki socjalnej. Znalazła go pijanego w krzakach na podwórzu jej znajomych. Chodzili razem do szkoły. Jasiek pamięta, że jej pierwsze słowa brzmiały: „Co z siebie zrobiłeś!”. Skierowała go do jej koleżanki, która pracowała w schronisku. Został w nim. Od tamtej chwili upłynęło już sześć lat.
Leczy się do dziś. Jasiek wspomina, że przez okno pokoju w ośrodku widać było miejsce, gdzie piją jego dawni znajomi. Przychodzili i próbowali częstować go alkoholem. Bezskutecznie. Od 4,5 roku jest trzeźwy. Gdy wstaje z krzesła widać jak trzęsą się mu nogi. Ma zniszczony układ nerwowy. Ustawia czasami w sklepie piwo na półkach – butelka jednak nie robi już na nim wrażenia. Spotyka się często z przyjaciółmi, których poznał na terapii. Zazwyczaj jadą gdzieś, wynajmują sobie pokój i bawią się.
– Na imprezach wszyscy wokół piją, my zamawiamy lody w pucharkach – uśmiecha się. Pokazuje mi zdjęcia z wesela, na którym ostatnio był. Widać na nich eleganckiego mężczyznę. Jest nim Jasiek. Do Boga modli się codziennie o pogodę ducha i powtarza sobie: „Chcę umrzeć trzeźwy”.
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”
Albert Einstein
Kultura i rozrywka
Sport
Nasze sprawy
Styl życia
Religia
Tam warto być
Informator
Ogłoszenia
Redakcja
Kontakt
Reklama
Polityka prywatności
RSS