autor: Aneta Dyka-Urbańska / 05.11.2010
a |a |a

Kiedy pogotowie, a kiedy oddział ratunkowy? To może uratować życie!

W jakich okolicznościach wzywać karetkę, a kiedy udać się do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego? Kiedy pomocne jest ambulatorium pogotowia? Tego typu wątpliwości mają pacjenci, którzy nie kryją, że nie potrafią się sprawnie poruszać po systemie ochrony zdrowia. Szefowie mieleckich placówek  medycznych, m.in. z pomocą mediów, starają się edukować mieszkańców.

Mielecki oddział ratunkowy. Mielecki oddział ratunkowy.
fot. Aneta Dyka-Urbańska +

Warto przeanalizować te informacje, aby nie czuć się rozczarowanym, gdy z kaszlem zostaniemy odesłani ze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, albo gdy ratownicy medyczni stanowczo odmówią wypisania recepty, bo i po to – bezzasadnie - bywają wzywani. Gdy twoje życie jest zagrożone…

Jak można przeczytać w Ustawie o Państwowym Ratownictwie Medycznym, w stanach nagłych pacjent powinien się zgłosić do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego położonego najbliżej jego miejsca zamieszkania. SOR udziela świadczeń opieki zdrowotnej polegających na wstępnej diagnostyce oraz podjęciu leczenia w zakresie niezbędnym dla stabilizacji funkcji życiowych osób, które znajdują się w stanie nagłego zagrożenia zdrowia  spowodowanym np. nagłym zatruciem, urazem, krwotokiem.

Gdy pacjent nie jest w stanie dotrzeć do oddziału, może wezwać zespół wyjazdowy pogotowia ratunkowego, jednak, tak jak wizyta w SOR, powinno to mieć miejsce w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia lub w stanach nagłych mogących prowadzić do istotnego uszczerbku na zdrowiu. Jak mówi komentarz do ustawy o ratownictwie medycznym, chodzi o sytuacje, gdy stwierdzamy np. utratę przytomności, zaburzenia świadomości, drgawki, nagły ostry ból w klatce piersiowej, nasiloną duszność, porażenia prądem podtopienia, czy rozległe rany.

Ambulatorium jak lekarz rodzinny

- Dolegliwości niestanowiące zagrożenia życia lub takie, których nasilenie się nie zmienia od kilku dni, powinny być leczone u lekarza rodzinnego, w przychodni. Lekarz rodzinny może oczywiście skierować do specjalisty lub na badania. Funkcję udzielania doraźnej pomocy medycznej w mniej groźnych przypadkach, przejmuje w weekendy i święta ambulatorium pogotowia ratunkowego – mówi Zbigniew Bober, dyrektor mieleckiego pogotowia.

Część pacjentów nie wie, z jakim problemem należy się zgłosić do danej placówki, ale niemała grupa zna z praktyki kompetencje poszczególnych jednostek, lecz próbuje postąpić „sprytnie”, nadużywając mechanizmów zarezerwowanych dla tych najciężej chorych. – Warto mówić o tym, że Szpitalny Oddział Ratunkowy to nie przychodnia. Na pomoc mają tu liczyć głównie pacjenci w stanie zagrożenia życia lub którym grozi poważna utrata zdrowia, ale praktyka pokazuje, że niektórzy symulują ciężki stan, aby  znaleźć się na „sorze” – podkreśla Andrzej Graca, ordynator Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w mieleckiej placówce.

Możesz odebrać komuś szansę na życie!

Niektórzy pacjenci liczą, że jeśli uda im się dostać na oddział ratunkowy unikną kolejek w przychodni,  badania diagnostyczne uda się zrobić szybko, a także specjaliści-konsultujący będą na miejscu. Niestety, ci chorzy, który tak naprawdę powinni skontaktować się ze swoim lekarzem rodzinnym lub skorzystać z opieki całodobowej, korkują oddział ratunkowy, zajmują czas personelowi, który traci cenne minuty, a nawet godziny na diagnozowanie przypadłości, którymi z powodzeniem mógł się zająć lekarz w przychodni.

- W przypadku, kiedy zjawia się chory naprawdę potrzebujący natychmiastowej pomocy, dochodzi do dramatycznych napięć i trudnych sytuacji. Niepotrzebnie. Mogą na tym oczywiście ucierpieć chorzy w najcięższym stanie, w tym przecież także ci, którzy kiedyś sami symulowali ciężkie choroby wyhamowując i wypaczając system udzielenia pilnej pomocy– mówi Andrzej Graca.

Cwaniactwo się mści

-Bezpodstawne wezwanie karetki potencjalnie może spowodować mnóstwo szkód, nawet, jeśli założymy, że karetka ostatecznie nie zabierze pacjenta do szpitala. Sam fakt, że zespół ratowniczy jest zajęty w domu pacjenta, któremu pomocy powinien udzielać lekarz rodzinny, sprawia, że przyjazd do osoby, której natychmiastowa pomoc jest naprawdę potrzebna, będzie opóźniony – podkreśla Zbigniew Bober, dyrektor mieleckiego pogotowia. - Czasem pacjenci popełniają błędy z niewiedzy, ale, co znacznie gorsze, nierzadko z wyrachowania.

Oczywiście liczą, że karetka zabierze ich na SOR, gdzie pacjenci z karetki uzyskują pomoc bez kolejki. Taka taktyka jednak często się mści. Zapchany oddział, zmęczony i poirytowany bezradnością personel, zdenerwowani prawdziwym bólem i przedłużającym się czekaniem pacjenci i ich rodziny, to przecież skutki „sprytu”, które w końcu dotykają samych kombinatorów , bądź ich bliskich w najmniej spodziewanym momencie.


autor: Aneta Dyka-Urbańska / 05.11.2010
 

Ta wiadomość nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Możesz być pierwszy!
Dodaj komentarz