Deszcz pokrzyżował plany organizatorom - zamiast wielkiego pikniku na terenie zamkowego parku, koncert odbył się w muzealnym holu. Nie zraziło to najwierniejszych fanów, którzy z ogromnym entuzjazmem przyjmowali kolejna metamorfozę muzyka.
Ogromne emocje wzbudziło wcielenie w postać Tiny Turner, gdyż artysta zadbał o podobieństwo nie tylko w aspekcie wokalnym, również fizycznym. - Tina ma lepsze nogi - skomentował wizerunek artysty jeden z rozbawionych widzów.
Jednak największy aplauz wzbudził Hryniewicz występując jako Elvis Presley. - Gdy zabrzmiały pierwsze takty „Can't help falling in love” pomyślałam, ze to śpiewa sam Król - powiedziała TR24 pani Janina - to był prawdziwy Cameleon show - dodała na koniec.