autor: DPCH / 27.10.2009
a |a |a

"Spięty": z Lao Che próbowano zrobić laboratoryjne okazy (wywiad)

- Po wydaniu płyty „Powstanie Warszawskie” zagraliśmy sporo koncertów z tym materiałem. Kwestia patriotyzmu to szeroko pojęta, indywidualna sprawa, a nas próbowano wcisnąć jako jakieś wzorce, laboratoryjne okazy. Wiele osób chciało to jakoś wykorzystać politycznie - podkreśla w wywiadzie dla TR24 lider zespołu Lao Che, Hubert "Spięty" Dobaczewski. Kapela wystąpiła w niedzielę w Nowej Dębie.

Hubert "Spięty" Dobaczewski Hubert "Spięty" Dobaczewski
fot. DPCH +

TR24: Kiedyś Tomek Budzyński stwierdził, że „zarówno Armia, jak i Lao Che nie grają tylko rock'n'rolla, ale tworzą muzykę”. Co Ty możesz  o tym powiedzieć?

Hubert Dobaczewski:  Tak, mieliśmy razem z Armią małą trasę - siedem koncertów - z tego co pamiętam. Tomek Budzyński zaprosił mnie na tę trasę, bo bardzo podobała mu się płyta „Powstanie Warszawskie”. Wkręcił się i pomyślał, że będzie dobrze, jak razem wystąpimy. A ten kontekst, że to jest więcej niż rock'n roll to dlatego, że myśmy się w to wpisywali. Nie chodzi o jakąś misję tej muzyki, którą robimy, ale staramy się, żeby było ambitnie i żeby nieść jakieś myśli, jakieś przekazy. Sama otoczka rock'n'rolla kojarzy mi się w tym pejoratywnym sensie, że jest alkohol, są używki itd. Może kiedyś to zostało wypaczone i stało się karykaturą. Chociaż rock'n'roll jest związany z treścią, z pewną postawą - w pozytywnym tego słowa znaczeniu - to nie jest śpiewanie o pierdołach.

TR24: Jak określicie Waszą muzykę? Czy publiczność jest zainteresowana zbitką muzyczną, którą tworzycie?

Hubert Dobaczewski: Nasz muzyka to raucher, a ludzie są zainteresowani, bo okazuje się, że przychodzą na koncerty np. w małych miejscowościach, jak ta, kupują płyty.

TR24: Na Waszej stronie internetowej dostępna jest informacja, że w październiku zarejestrowaliście utwór zapowiadający nowy album. Jaki on będzie muzycznie, tekstowo?

Hubert Dobaczewski: Nagraliśmy w październiku singiel, w listopadzie będzie już emitowany w rozgłośniach radiowych. Piosenka nazywa się „Czas” i traktuje o czasie. Nowy album muzycznie ma być zimnofalowy, z użyciem syntezatora analogowego w stylu Joy Division. Producentem będzie Marcin Macuk z zespołu Pogodno, który również współpracował z Katarzyną Nosowską. W marcu 2010 roku powinien być już dostępny na sklepowych półkach.

TR24: A jakie są Twoje inspiracje muzyczne?

Hubert Dobaczewski: Nie mam jakiegoś gatunku, który hołubię, któremu poświęcam szczególną uwagę. Każda sztuka, każda muzyka jest dobra, jeśli jest dobry wykonawca i fajne dźwięki, fajne treści, to warto nad nim przystanąć. Lubię Kazika Staszewskiego za postawę, za całokształt - z zagranicznych wykonawców, np. PJ Harvey.

TR24: Często używasz słów anioł, Pan Bóg, katolik itd. Kim jest Bóg dla Ciebie?

Hubert Dobaczewski: To indywidualna sprawa. Jestem wierzący, wierzę w Boga, ale nie praktykuję. W utworach chciałem Go „uczłowieczyć”. Bóg jest według mnie ludzki - pije, pali. Chodzi mi o taką ironię z przymrużeniem oka.

TR24: Album „Gospel” jest Waszym dotychczasowym największym sukcesem komercyjnym (status złotej płyty w 2008 r., wysokie notowania na Liście Przebojów Radiowej Trójki). Co się zmieniło od tej płyty?

Hubert Dobaczewski: Nas zauważono już po płycie „Powstanie Warszawskie”, tylko przez długi czas odkładaliśmy moment, w którym mieliśmy przejść na zawodowstwo. Wykonywaliśmy swoje zawody, pracowaliśmy normalnie (ja np. byłem kierowcą), a w wolnych chwilach wyruszaliśmy w trasę koncertową. Natomiast album „Gospel” to był taki przełom, gdzie powiedzieliśmy sobie, że nie damy rady ciągnąć dwóch srok za ogon i stwierdziliśmy, że idziemy na całość. Także teraz utrzymujemy się głównie z grania.

TR24: Co oznacza dla Ciebie patriotyzm?

Hubert Dobaczewski:  Że losy tego narodu nie są mi obojętne.

TR24: Czy w związku z 65. rocznicą Powstania Warszawskiego macie teraz więcej pracy?

Hubert Dobaczewski: Po wydaniu płyty „Powstanie Warszawskie” zagraliśmy sporo koncertów z tym materiałem. Kwestia patriotyzmu to szeroko pojęta, indywidualna sprawa , a nas próbowano wcisnąć jako jakieś wzorce, laboratoryjne okazy. Wiele osób chciało to jakoś wykorzystać politycznie. Myśmy się od tego odcięli, to jest już dawno za nami, więc tego materiału też szczególnie jakoś nie wyróżniamy spośród naszych trzech płyt. Na koncertach gramy zawsze mix.

TR24: A Twoje fascynacje szantami, podobno od 20 lat żeglujesz, głównie po Mazurach. Niedługo ma wyjść Twoja solowa płyta „Antyszanty” (16 listopada). Co powinna zawierać według Ciebie dobra szanta?

Hubert Dobaczewski: Serce. Są to pieśni morza, a pieśni morza to jest folk. A folk kojarzy mi się z tym, że jest to pieśń serca. Jest subtelna w warstwie muzycznej, natomiast treści i emocje niesie głębokie, prawdziwe po prostu. Tę płytę nazwałem „Antyszanty”, bo to są szanty w moim rozumieniu. Nie są typowe piosenki żeglarskie, a w wręcz przeciwnie są opozycją.

TR24: Na koniec zadam najbardziej banalne dla Was pytanie. Skąd pochodzi nazwa zespołu?

Hubert Dobaczewski:  Jest taki film „Indiana Jones”, a dokładnie druga część „Indiana Jones i świątynia zagłady”. Tam jest taka postać Chińczyka, który się nazywa Lao Che. To jest zupełny żart. Jesteśmy z czasów, kiedy Indiana Jones był sztandarowym bohaterem.

 


autor: DPCH / 27.10.2009
 

Ta wiadomość nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Możesz być pierwszy!
Dodaj komentarz