a
a
Teraz już ich błogi sen o ukochanym nie był niczym zakłócony, choć można było dodatkowo zabezpieczyć się płonącym przez całą noc ogniskiem, zwanym ogniami św. Andrzeja, do których wrzucano stare palmy, wianki z Bożego Ciała i inne poświęcone zioła. Kawaler, przyszłą narzeczoną ujrzeć mógł we śnie, w nocy z 24 na 25 listopada, jeśli przed spoczynkiem umył się i wytarł dziewczęcą koszulą oraz spał na sztuce kobiecej bielizny.
Wróżenie jest próbą odczytania niejasnych i zakamuflowanych informacji, które na ten świat bywają niekiedy przysyłane z różnych okazji. A więc zapewne istniało - jak mniemano - jakieś centrum, które te informacje nie tylko emituje, ale przede wszystkim chce wyjawić ludziom. Mogło to wydarzyć się tylko w odpowiednim czasie, jakim w kalendarzu ludowym była wigilia świętego Andrzeja. – Dawniej chłopcy wróżyli kilka dni wcześniej w wilie św. Katarzyny, jednak tradycja ta szybko zanikła oddając pole Andrzejowi – powiedział TR24 Damian Drąg, historyk, kierownik rzeszowskiego Muzeum Etnograficznego. – Szczególny status przypisywany wróżbom andrzejkowym związany jest z następującym okresem przełomowym, powolnym zamieraniem słońca i nadchodzącą zimą. Takie momenty przejścia, w naszej kulturze pojmowane były jako okresy dominacji sił nadprzyrodzonych, w tym wypadku chcących wyjawić przyszłość – dodaje.
Ludowa tradycja wybrała tych świętych za patronów obyczajów wywodzących się z czasów przedchrześcijańskich również dlatego, że są to ostatnie dni przed adwentem zamykającym rok katolicki, okresem modlitwy i wyciszenia, podczas którego wszelkiej rozrywki zakazywano.
Większość z wróżb miała na celu odsłonięcie tajemnic matrymonialnych. – Te praktyki zawsze miały za zadanie kierować czy wyznaczać pewne losy, głęboko wierzono przy tym w ich moc sprawczą – opowiada historyk. – Kiedyś jedna pani opowiadała mi, że dziewczyna, której przepowiedziano nieślubne dziecko rzeczywiście w niedalekiej przyszłości wydała na świat taki owoc – dodaje.
Do najpopularniejszych działań magicznych w naszym regionie Drąg zalicza wróżby polegające na wyciąganiu spod kapelusza lub talerza różnych symbolicznych przedmiotów. - Najczęściej wkładano tam różaniec, symbolizujący klasztor, pierścionek będący znakiem zamążpójścia, czy szmacianą lalkę zwiastującą nieślubne dziecko. Były też wróżby związane z wyznaczeniem kolejności ożenku, tutaj do najchętniej praktykowanych należało układanie trzewików wzdłuż pomieszczenia w kierunku progu – ta, której but pierwszy przekroczył próg ta miała pierwsza wyjść za mąż, wyjśnia. O porządku przyszłych zaślubin mógł też powiedzieć jakiś domowy zwierzak. Należało przygotować smakołyki dla zgłodniałego psa lub kota, pozwolić mu wejść do izby i obserwować, w jakiej kolejności będzie je pałaszował. -Takie samo zadanie spełniał kogut albo kura wpuszczone do ciasnego kręgu dziewcząt, które wysypały sobie pod stopy trochę ziarna – tłumaczy Drąg.
Zwyczaj obserwowanie kształtu cienia odlewu woskowego był bardzo powszechny. - Formy te interpretowano tak, aby poznać prawdę o miłości, przyszłej rodzinie, życiu a może nawet śmierci. Zwykle jednak wywodzono skąd przyszły małżonek nadejdzie, jakiej będzie majętności, czy jak będzie wyglądał – wyjaśnia historyk.
Prócz wróżb w gronie koleżanek, praktykom mającym objawić przyszłość oddawano się indywidualnie. – Idąc wzdłuż płotu można było odliczać sztachety według zasady; wydam się, nie wydam się, albo: podstarzały kawaler, wdowiec, żaden – wspomina w rozmowie z TR24 pani Anna, sędziwa mieszkanka Miechocina. – Nasłuchiwałam też odgłosów zwierząt, licząc na to, że chrząkniecie świni, szczekanie psa, będzie przypominało sakramentalne „ tak”. Wieczorem zakradałam się pod okna sąsiadów, i podsłuchując ich rozmowy szukałam w nich znaków na przyszłość. Dobrze było usłyszeć takie słowa jak „ pójdź”, „zrób”, „wynieś”, gorzej z „siedź”, „ nie bierz”, co znaczyło, że z ożenku nici – opowiada ze śmiechem.
Tradycje wróżebne przetrwały do dzisiejszych czasów, choć mają obecnie inny obraz i charakter. – Dawniej we wróżbach nie mogli uczestniczyć chłopcy, czy mężatki – tłumaczy historyk. – Z okazji andrzejek urządzane są dyskoteki w szkołach, podczas których wróżymy z wosku czy butów – opowiadają TR24 tarnobrzeskie gimnazjalistki. – Przepowiedni nie traktujemy poważnie, to przecież tylko dobra zabawa, choć w tarota, którego na pewno wyłożymy sobie wieczorem nie da się nie wierzyć – dodają.
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”
Albert Einstein
Kultura i rozrywka
Sport
Nasze sprawy
Styl życia
Religia
Tam warto być
Informator
Ogłoszenia
Redakcja
Kontakt
Reklama
Polityka prywatności
RSS