a
a
Ewa Lachnit, Katarzyna Próchniak i Michał Bartyzel mówili o piątej edycji festiwalu.
Poziom produkcji prezentowanych na Bartoszkach jest bardzo wysoki. Komisja konkursowa, wybierając propozycje na projekcje festiwalowe, miała twardy orzech do zgryzienia. Rozczaruje się każdy, kto liczy na lekkie komedie i melodramaty. Na pokazach przeważa problematyka społeczna i religijna. Jest też kilka interesujących dokumentów i dwie animacje. - Chcemy żeby publiczność miała możliwość konfrontacji z filmami innymi, niż te komercyjne lub znane z telewizji – mówi juror festiwalu Ewa Lachnit.
Ceny karnetów są symboliczne, gdyż impreza nie jest nastawiona na zysk. Organizatorzy starają się zabezpieczyć materialną stronę festiwalu poprzez pozyskanie sponsorów i dotacji z Urzędu Miasta Tarnobrzega. - W tym roku mamy mało środków ze względu na kryzys gospodarczy. Dlatego dotacje sponsorów nie są wysokie. Chcieliśmy zrealizować dużą kampanię reklamową. Było wiele pomysłów na niespodzianki i organizację imprezy, ale z powodu ograniczonych finansów będzie tylko mały koncert. Musiało wystarczyć siedem tysiący złotych. Zapewniamy, że pod względem filmowym i organizacyjnym nie będzie braków - powiedział podkreśla Bartyzel.
Przy ocenie filmów jurorzy zwrócą szczególną uwagę na sposób realizacji tematu. Liczy się świeżość, nietuzinkowość i umiejętność przełamywania stereotypów. - Najważniejsze jest oryginalne spojrzenie autora. Festiwal niezależnych młodych twórców ma za zadanie odkrycie ich talentów. Powinien również ich promować – opowiada Ewa Lachnit. Wręczone będą nagrody w następujących kategoriach: najlepszy film, aktor, aktorka, reżyseria, zdjęcia oraz nagroda publiczności.
Na zakończenie festiwalu zaplanowano koncert - niespodziankę. Pokazy pozakonkursowe odbędą się w Stalowej Woli i Baranowie Sandomierskim. Organizatorzy pragną też przypomnieć tarnobrzeskiej publiczności filmy, które zdobyły nagrodę główną w poprzednich latach. - Pragniemy, aby projekcje odbyły się w plenerze, gdyż jest to niepowtarzalne i niesamowite przeżycie. Jednak wszystko zależy od pogody. Wyjściem awaryjnym są miejskie domy kultury – informuje dyrektor organizacyjny Katarzyna Próchniak.
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”
Albert Einstein
Kultura i rozrywka
Sport
Nasze sprawy
Styl życia
Religia
Tam warto być
Informator
Ogłoszenia
Redakcja
Kontakt
Reklama
Polityka prywatności
RSS