TR24: Mija już dekada odkąd pojawiliście się ze swoim pierwszym skeczem przed publicznością. Jak czuje się 10-latek sceny kabaretowej?
Marcin Wójcik: Ja się trochę słabo czuję, bo niedawno wróciliśmy z USA i jeszcze się nie przestawiłem z czasem, ale ogólnie jako dziesięciolatek kabaretowy czuję się dobrze.
TR24: Skąd bierzecie pomysły na swoje skecze?
Waldemar Wilkołek: Z szuflady.
Marcin Wójcik: Z życia, z głowy, z tego co nas otacza, co obserwujemy. Przeinaczamy to tylko trochę.
TR24: Czy teraz, po 10 latach działalności jest łatwiej o nowe pomysły?
Marcin Wójcik: Zdecydowanie trudniej, ponieważ wymyśliliśmy już kilka skeczy w swoim życiu. Ponad to powstają cały czas kabarety, które mają swoje, nowe pomysły, a my nie możemy ich powielać. Z pewnością Kabaret Starszych Panów miał łatwiej, bo byli jedyni w Polsce i nie mieli konkurencji. Nam jest trudniej, ale staramy się i pocieszamy tym, że kabaretom, które powstaną za dwa lata będzie jeszcze trudniej.
TR24: Czy według Was jest jakaś grupa społeczna lub zawodowa, którą parodiuje się szczególnie łatwo i przyjemnie?
Marcin Wójcik: Jest ich kilka. Na pewno wdzięcznym tematem jest boisko, politycy, lekarze. Z drugiej strony powstało o nich już tyle skeczy, gagów i żartów, że trzeba szukać innych grup społecznych. Teraz przymierzamy się do skeczu o pracownikach, których nigdy nikt nie widział czyli tych, co segregują walizki na lotniskach. Zobaczymy co z tego wyniknie.
TR24: Czyli pracujecie nad nowym materiałem?
Marcin Wójcik: Tak, chcemy wystartować z nowym programem i będziemy się na tym skupiać na razie. Mamy trochę pomysłów, ale pewnie część z nich odpadnie w czasie realizacji. Postaramy się zaskoczyć publiczność.
TR24: Wracając jeszcze do poprzedniego pytania. Łatwiej jest przedstawiać kobiety czy mężczyzn w skeczach?
Waldemar Wilkołek: Nam zdecydowanie łatwiej jest przedstawiać mężczyzn dlatego, że nimi jesteśmy, ale jakby spytać Michała to podejrzewam, że zastanawiałby się nad tym.
Marcin Wójcik: Płeć chyba nie ma znaczenia. Myślę, że każdy z nas gdyby się „spiął" zagrałby kobietę. Nawet z wielką radością, bo mamy kilka takich spostrzeżeń odnośnie kobiet, które można by było przenieść na scenę.
TR24: Co według Was jest najtrudniejsze w pracy komika?
Marcin Wójcik: Podróże. Różnimy się tym od kierowców tira, że oni nie występują wieczorami. My jeździmy tyle samo, a jeszcze wieczorem musimy wystąpić.
TR24: Czy scena odzwierciedla to jacy jesteście prywatnie?
Marcin Wójcik: W dużej mierze tak, bo tworząc skecze bierzemy pod uwagę to jacy jesteśmy. Czasami próbujemy przełamywać stereotypy. Jednak będąc na scenie sprzedajemy własną osobowość, chociaż nie do końca. Wiadomo, że są takie skecze, które są mocno przerysowane.
Waldemar Wilkołek: Na przykład skecz pt. „Cela", gdzie gram chudego.
Marcin Wójcik: A w skeczu „Klinika uzależnień" grasz alkoholika.
Waldemar Wilkołek: ... którym na co dzień nie jestem.
Marcin Wójcik: Nie, może to nie był najlepszy przykład. Ja na przykład gram palacza i palę.
TR24: Macie wśród swoich skeczy jakiś taki jeden, który w sposób szczególny lubicie?
Waldemar Wilkołek: Ja mam „Czerwonego kapturka". Jest długi i w nim nie występuję więc jest super.
Marcin Wójcik: Co wtedy robisz?
Waldemar Wilkołek: Dłubie w nosie.
Marcin Wójcik: I gdzie jeszcze?
Waldemar Wilkołek: Głównie w nosie, ale czasami w lewym uchu.
TR24: A dlaczego w prawym nie?
Waldemar Wilkołek: Jakoś w prawym nie czuję takiej potrzeby. W lewym mnie częściej łaskocze.
Marcin Wójcik: Jak już wsadzi palucha w lewe to i o prawe zahaczy. Mała główka, wielki paluch...
TR24: Macie jeszcze tremę?
Marcin Wójcik: Tak, zawsze jest trema, ale znika zaraz po wejściu na scenę. Gdyby to było jakieś paraliżujące dla nas to pewnie byśmy się tym nie zajmowali. Pierwsza trema jest związana z tym, czy ludzie zaczną się bawić z nami. Ja mam dużo większą tremę jak technicznie coś się nie zgadza. Jak przyjeżdżam i okazuje się, że coś może być nie tak ze światłem czy dźwiękiem. To mnie stresuje, bo chciałbym żeby ci ludzie, którzy kupili bilety oglądali fajną rzecz, a czasami nie jest tak, nie z naszego powodu. Dzisiaj jesteśmy ze swoją ekipą więc jestem spokojny.
TR24: Jest coś co kojarzy się Wam ze Stalową Wolą?
Marcin Wójcik: Oczywiście Stal Stalowa Wola. Drużyna piłkarska. Będąc juniorem grałem w piłkę nożną. W barażu o wejście do Mistrzostw Polski juniorów wygraliśmy ze Stalą Stalowa Wola 1:0.
Waldemar Wilkołek: I jest tu taki fajny hotel, nazywa się STAL.
Marcin Wójcik: Poza tym macie tu przemiłych taksówkarzy.
Waldemar Wilkołek: I piękną starówkę.
Marcin Wójcik: Tak, starówkę z 56 roku.
Waldemar Wilkołek: A i świetną, czystą plażę. Naprawdę.
Marcin Wójcik: Tak plaża i Stalówka. No i port!
Waldemar Wilkołek: Troszkę zaniedbany, ale ładny. Ciągle ładny. I jeszcze ta zabytkowa zajezdnia tramwajowa...
Marcin Wójcik: Troszkę za daleko macie lotnisko za miastem, ale my też mamy daleko.
TR24: Przyjedziecie jeszcze kiedyś do nas?
Marcin Wójcik: Miło nam się tutaj gra. Występujemy tu średnio raz, dwa razy w roku. Pamiętam jak jakieś sześć lat temu, może więcej, przyjechaliśmy tu zagrać na Dniach Stalowej Woli. Scena była ustawiona na schodach przed MDK i było mnóstwo ludzi. Baliśmy się, że ludzie będą krzyczeć i nie będą zainteresowani, a grało się nam jak w najlepszym teatrze. Jak była pauza na scenie to była cisza na tym placu. Dlatego kocham Stalową Wolę i gdyby nie to, że mieszkam w Lublinie to myślę, że mógłbym mieszkać tu.
Waldemar Wilkołek: Oczywiście, a ja chyba sobie nawet kupię tutaj mieszkanie.
TR24: Z tym może być ciężko...
Waldemar Wilkołek: Myślę, że dałoby się znaleźć mieszkanie w Stalowej Woli. Przecież jest parę osób bardzo zdolnych, które jednak robią karierę gdzieś w świecie. Na przykład w Brukseli, Berlinie, Bydgoszczy.
TR24: W Krakowie, Warszawie...
Waldemar Wilkołek: O tych nie słyszałem...
TR24: Zaraz wchodzicie na scenę, więc dzięki za czas i rozmowę. Powodzenia!
Marcin Wójcik: Bardzo nam miło. Przepraszamy, że nie było Michała, ale on i tak nic mądrego by nie powiedział.