Wiadomość wydrukowana ze strony twojregion24.pl
autor: Monika Stojowska / 07.01.2010

Nocnym pociągiem do Owsiaka z pieniędzmi w skarpecie – początki WOŚP w Tarnobrzegu

– Pierwszy finał to "spontan" - poprzebierani za bałwany i muchomory przeprowadziliśmy zbiórkę. Tych pieniędzy było tyle, ile mieści w sobie duże kartonowe opakowanie po Vizirze. Na szczęście bank nam je wymienił i zawieliśmy je do Warszawy – wspomina Piotrek Duma pomysłodawca osiemnastoletniej już  tarnobrzeskiej akcji z sercem, dziś nauczyciel historii, dziennikarz.  

Tarnobrzeżanie, którzy od początku mocno włączyli się w inicjatywę to Piotrek Duma, Ewa Sadecka i „mózg organizacyjny" Jarek Baran – wówczas uczniowie liceum ogólnokształcącego. Piotrek zaproponował, by zbierać do puszki podczas przerw szkolnych. – Po każdej lekcji puszczaliśmy muzykę i mieliśmy skarbonkę. Potem liczyliśmy wszystko w domu u Jarka, a jego rodzice donosili nam ciepłą herbatę. Panowała fantastyczna atmosfera – wspomina Duma.

–  Tak naprawdę to wszystko zaczęło się od muzyki, Owsiak prowadził w „Trójce” audycję radiową Brum, słuchałem jej każdego dnia, byłem jej fanem. Wtedy już ktoś przekazał mu jakąś sumę. Pomyślałem: dlaczego nie moglibyśmy spróbować u nas? – dodaje.

MUZYKA, TELEWIZJA I PASJA

Kolejne złotówki młodzi tarnobrzeżanie zdobyli podczas koncertu kolęd zespołu "Credo" w Padwi Narodowej. Akcja miała nieco inny charakter niż obecnie, bo zbiórka odbywała się tydzień przed świętami Bożego Narodzenia, a podsumowanie w dzień finału. Grupa licealistów czuła się niezwykle odpowiedzialna za fundusze, które udało im się zdobyć, miała na tyle chęci i fantazji, by pokonać nocną trasę do Warszawy, by osobiście przekazać puszkę. – To była dla nas kosmiczna kasa, ta akcja nas zaszokowała i bardzo nam zależało żeby dotrzeć do Owsiaka. Wtedy gościła tam Maryla Rodowicz. Mogliśmy wejść do studio i zobaczyć skalę przedsięwzięcia telewizyjnego, a to na nastolatkach wywarło ogromne wrażenie. Nie ważne, że nie pokazali nas na antenie, istotne, że mogliśmy się tam znaleźć – zaznacza Piotrek.

STECOWIE I ŁUKASZ

Kiedy skończył się czas liceum i młodzi rozpoczęli studia, prowadzeniem WOŚP zajęli się Państwo Stecowie. W kwietniu 2004 roku, podczas wizyty Jurka Owsiaka w Tarnobrzegu,  powiedzieli: "teraz to już naprawdę koniec". Nikt wówczas nie przypuszczał, że tym razem w swojej decyzji będą konsekwentni. I stało się. Dziesięć lat Orkiestry w Szkole Podstawowej nr 10 przeszło do historii. Pałeczkę prowadzenie sztabu WOŚP przekazali Łukaszowi Raźniewskiemu. – Pamiętam moment, w którym dyrektor Liceum Ogólnokształcącego im. M. Kopernika Pan Darek Bożek podczas podsumowania WOŚP w kinie "Wisła" zwrócił się do mnie ze słowami: "drzwi szkoły były otwarte dla Was zawsze i tak pozostaną, zapraszam" – mówi Łukasz.

CIĄGLE W GÓRĘ

Kiedy cztery lata temu sztab przystąpił do przygotowania orkiestrowego grania  - niewielu wierzyło, że w końcu udało się zorganizować imprezę na dużą skalę.  Jednak dzięki zaangażowaniu miasta, darczyńców i przyjaciół udało się. – Otrzymaliśmy  radę, by zapytać o wsparcie  w Europarku, nazwa kojarzyła się mi wyłącznie z Disneylandem. Jak się okazało, chodziło o Tarnobrzeską Specjalną Strefę Ekonomiczną "EURO-PARK Wisłosan", która od trzech lat jest czołowym sponsorem naszego ukłonu w stronę dobrych aniołów czyli znanego wszystkim Światełka do nieba – wspomina Łukasz.

Takim orkiestrowym posłańcem z nieba, który wspomaga sztab jest również dyrektor Bożek. – Podczas jednego z finałów, ktoś zaryzykował stwierdzenie, że gdyby Pan Dariusz Bożek dowiedział się, że potrzebujemy przysłowiowej gwiazdki czy chociaż kawałka meteorytu - to za dwa dni dostalibyśmy telefon, że jest to do odbioru w sekretariacie LO – podkreśla szef sztabu .

SERCE NA MAXA

Istotne wydarzenie w historii lokalnej akcji,  to pobicie rekordu Guinnessa. Sztabowcy postanowili, że ułożą ogromne serce z puszek aluminiowych. – Widziałem w telewizji, że ktoś tworzył długi łańcuch, pomyślałem, dlaczego nie możemy i my spróbować. Postawiliśmy na symbol orkiestry. Udało się, choć oficjalnie nie figurujemy w księdze – koszty rejestracji okazały się zbyt wysokie. Wiem jednak, że poza nami nikt nie porwał się na takie przedsięwzięcie – zaznacza Raźniewski.

Siła i entuzjazm sztabu  nie gaśnie. Dzięki akcji szpitale z całej Polski, otrzymują niezbędny sprzęt. Nierzadko ratuje on ludzkie życie. Z każdym rokiem, wynik zbiórki staję się wyższy. Przyjeżdżają również muzyczne legendy, jak Lady Pank. Jedno pozostaje niezmienne, WOŚP tworzą osoby, które ciężko pracują i nie oczekują nic w zamian. Tarnobrzeską „machinę dobroci” uruchomili zapaleni do działania ludzie. – To była ogromna partyzantka, ale też radość, że zdobyliśmy zaufanie mieszkańców miasta. Dziś sam jestem nauczycielem, i wyrażam pełen podziw i szacunek dla wolontariuszy – uczniów, z którymi można grać do końca świata i o jeden dzień dłużej – podsumowuje Piotr Duma.


autor: Monika Stojowska / 07.01.2010