a
a
- Kiedy moje dzieci spytały mnie, w jaką postać tym razem będę się wcielał, odpowiedziałem im: będę grał pianistę - erotomana. Dzieci skwitowały to jednym zdaniem: to ty tatusiu nie musisz grać, bądź po prostu sobą - powiedział TR24 Konrad Mastyło.
Anna Tomczyk: pewnie słyszał Pan to pytanie nie raz, ale po „Sonacie Belzebuba” nie sposób go nie zadać. Jak pianista, muzyk czuje się w roli aktora?
Konrad Mastyło: Odpowiem na to pytanie anegdotą. Kiedy moje dzieci spytały mnie, w jaką postać tym razem będę się wcielał, odpowiedziałem im: będę grał pianistę - erotomana. Dzieci skwitowały to jednym zdaniem: to ty tatusiu nie musisz grać, bądź po prostu sobą. I to jest najlepsza odpowiedź na to pytanie.
AT: długo przygotowywał się Pan do tej roli?
Konrad Mastyło: Mieliśmy dwutygodniowy obóz przygotowawczy na Mazurach, gdzie powstawał szkielet przedstawienia, a później po powrocie ostatni szlif w Teatrze STU na scenie. Krzysztof Jasiński cały czas modyfikuje pewne sceny i tak naprawdę ostatecznej wersji, zadowalającej reżysera jeszcze chyba nie ma.
AT: pomagał Panu ktoś w przygotowaniu się do tej roli? Brał Pan od kogoś lekcje?
Konrad Mastyło: Wystarczyło uważnie wsłuchać się i realizować wskazówki reżysera, następnie uruchomić swoją wyobraźnię. Jeżeli chodzi o warsztat aktorski, m.in. dykcję, to szlifowałem go na ćwiczeniach poleconych mi przez moją koleżankę, zawodową aktorkę Beatę Rybotycką, podczas spacerów nad Wisłą z ukochaną suczką Nuką.
AT: chciałby Pan się rozwijać w tym kierunku i zostać jak to się mówi aktorem „pełną gębą”?
Konrad Mastyło: Nie. To jest przygoda. Wolę robić jedną rzecz, a dobrze. Czuję, że mam pewne defekty w mówieniu. To trzeba nabyć, nauczyć się. W spektaklu mogę trochę poczarować, bo dużo gram na fortepianie, ale mam świadomość tego, że nie mam szkoły aktorskiej i to jest dla mnie obciążające. Chociaż miałem dużo dobrych recenzji, że jestem komiczny, wyrazisty, stworzyłem postać. Mimo to ambicji bycia aktorem nie mam, choć dzisiaj każdy może być aktorem. Do seriali trafiają ludzie z ulicy. Jednak teatr to jeszcze coś innego. To żywy kontakt z ludźmi i nie można tak jak w filmie zrobić przerwy czy powtórzyć sceny.
AT: jak Pan wspomina premierę „Sonaty”? Miał Pan wtedy tremę?
Konrad Mastyło: To były straszne nerwy. Na szczęście tylko raz miałem sytuację, że zapomniałem jednej krótkiej kwestii, ale to dlatego, że graliśmy wtedy dwa spektakle dziennie i zmęczenie dało znać o sobie.
AT: jak Pan wyszedł z tej sytuacji?
Konrad Mastyło: W takich sytuacjach się improwizuje i jak się to potrafi to tak się zakręci, że tylko reżyser i aktorzy wiedzą, że coś się stało.
AT: a dziś? Była trema przed rodzimą publicznością?
Konrad Mastyło: Tutaj trema jest zawsze podwójna, bo to jest wyjątkowa scena. Przychodziłem tu od młodzieńczych lat, mam tutaj mnóstwo życzliwych znajomych i mam nadzieję, że tylko życzliwych (śmiech). Zawsze „na swoich śmieciach” gra się trudniej. Także trema była, ale na szczęście do tej pory zagraliśmy już trochę tych spektakli, więc swoje kwestie mam opanowane.
AT: często bywa Pan prywatnie w Stalowej Woli? Lubi Pan tu wracać?
Konrad Mastyło: Oczywiście, że tak. Ja zawsze powtarzam w wywiadach, że powroty do korzeni są twórcze i fascynujące. Miejsca, w których się wyrosło i dojrzewało należy pielęgnować. Tu mam swoje magiczne miejsca i myśl o nich pomaga mi jakoś przeżyć w Krakowie.
AT: czyli nie tylko Kraków jest magiczny. Jakie są te "magiczne miejsca" w Stalowej Woli?
Konrad Mastyło: Magiczne miejsce w Stalowej to jej sosnowa wysokość "górka" - tuż obok torów kolejowych. To widok z niej, przedszkola "w lasku", szkoły muzycznej, kortów i podstawówki "dwójki". To mój czakram.
AT: jest Pan ambasadorem Stalowej Woli i przykładem na to, że człowiek z naszego miasta ma szanse na sukces. Jakiej rady udzieliłby Pan młodym stalowowolanom, którzy chcą się „wybić”?
Konrad Mastyło: Po pierwsze trzeba skończyć dobrą szkołę. Mi się udało skończyć dobrą średnią szkołę muzyczną w Stalowej Woli i Liceum Ogólnokształcące im. KEN. To jest podstawa, bo to są solidne fundamenty. Ja takie miałem wyjeżdżając stąd, dlatego w Krakowie było mi łatwiej. Po drugie trzeba być konsekwentnym i co najważniejsze trzeba mieć pasję oraz cel.
AT: dwa tygodnie temu benefis Konrada Mastyło dostał „Gałązkę Sosny” w kategorii wydarzenie kulturalne roku. Co Pan na to?
Konrad Mastyło: Jak słyszę, że dyrektor MDK dostaje nagrody za zorganizowanie mojego benefisu to w Krakowie rosnę w siłę, jestem wyższy, urosłem i bardzo się cieszę.
AT: dziękuję za rozmowę.
Wodecki i Mastyło pokazali stalowowolanom piekło (fotoreportaż)
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”
Albert Einstein
Kultura i rozrywka
Sport
Nasze sprawy
Styl życia
Religia
Tam warto być
Informator
Ogłoszenia
Redakcja
Kontakt
Reklama
Polityka prywatności
RSS