a
a
Jedyne, co nie dopisało tego wieczoru to publiczność
Melon, wokalista Slaughter of the Soul i perkusista Corruption znał bohatera wieczoru osobiście - Poznaliśmy się jeszcze w latach 90, na którejś Metalmanii, gdy jeszcze grał w None, i tak się widywaliśmy, czasami razem graliśmy. To był świetny człowiek w sensie otwartości, z dużym ciepłem i charyzmą, która od niego biła. Mówię o nim tak nie dlatego, że nie żyje, on po prostu taki był i nie dziwi mnie to, że tak zmienił Acidów - wspominał Melon - Cały nowy materiał to robota jego i Ślimaka, od razu dało się zauważyć, że to znów jest band, a nie jakaś tam lipa z chałturą, przyszedł chłopaczek z mało znanej kapeli i wywrócił to wszystko do góry nogami – dodał.
Imprezę zorganizował Wojciech „Harcerz” Deręgowski – Postanowiłem zorganizować koncert zaraz po tym, jak dowiedziałem się o jego śmierci. Odszedł młody, zdolny muzyk, przed którym tyle jeszcze było do zrobienia. Mam nadzieje, że to nie jest jednorazowa impreza, będę dążył do tego by w przyszłym roku przybrała formę festiwalu – wyjaśnił Harcerz - Z zaproszeniem zespołów nie miałem większych problemów, wszyscy chętnie zgodzili się oddać rockowy hołd Olassowi – dorzucił.
W trakcie występów muzycy przypominali, dla kogo dziś tu grają - Ta postać na tyle odznaczyła się w polskiej muzyce metalowej, że warto o nim pamiętać – powiedział Mumin, gitarzysta Slaughters Of The Souls - Dobrze, że ktoś o tym pomyślał, to świetny patent na muzyczne oddanie czci, mam nadzieje, że w przyszłym roku znów tu się spotkamy. – Wychodząc na scenę, zagraliśmy swoje, jednak świadomość przyczyny, dla jakiej się tu dziś znaleźliśmy towarzyszyła nam przez cały czas – dodał Pestka, gitarzysta sandomierskiego bandu.
Sam koncert był muzyczną mieszanką różnych stylów ciężkiego grania, bardzo strawną i energetyczną. Według Małego, gitarzysty i lidera tarnobrzeskiej formacji Carnage of Trident w grze Daemons Heart widać postęp i rozwój - Graliśmy z nimi rok temu, na tej samej scenie i widzę, że chłopaki ciężko pracują. Mają solidne, amerykańskie brzmienie, z fajnym klimatem, wprowadzanym przez klawisze, wyraźnie inspirowanym przez wczesny Paradise Lost, Cradle of Filth czy Dimmu Borgir – komentował Mały – mam nadzieje, że przyjdzie nam się jeszcze spotkać razem, na scenie – dodał.
Sandomierzanie jak zwykle nie rozczarowali, prezentując melodyjny i dobry warsztatowo set we własnym stylu, z ciekawym klimatem gdzieś z pogranicza At The Gates czy Morbid Angel – Szkoda, że tak późno dowiedzieliśmy się o koncercie, mieliśmy za mało czasu by przygotować jakiś cover Acidów – wyjaśnił Pestka.
Na koniec zagrał Halucynogen, wprowadzając do klubu potężną dawkę metalcorovego szaleństwa – Widziałem ich po raz pierwszy i z pewnością jeszcze będę chciał zobaczyć. Pamiętam wariatów z rzeszowskiej kapeli Epitome, i mam nieodparte wrażenie, ze to są ich kuzyni, czy młodsi bracia – komentował Mały – dla mnie Halucynogen to nieprzyzwoicie charakerystyczna formacja, z rzeźnickim wręcz brzmieniem, do bólu ciężkim, z basistą wyprawiającym szaleństwa i wokalistą, który ma gardło nie do zdarcia. Generalnie wszystkie kapele świetnie się dziś zaprezentowały, w czym duża zasługa nagłośnienia w klubie, nie jest zbyt głośno, jest selektywnie, dzięki czemu wszystko da się odróżnić – zakończył.
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”
Albert Einstein
Kultura i rozrywka
Sport
Nasze sprawy
Styl życia
Religia
Tam warto być
Informator
Ogłoszenia
Redakcja
Kontakt
Reklama
Polityka prywatności
RSS