autor: Agnieszka Nycz / 01.12.2009
a |a |a

Rockowy hołd dla Olassa w Stalowej Woli (fotoreportaż)

W niedzielę, na deskach Jazz Rocka wystąpił stalowowolski Daemons Heart, sandomierski Slaughters Of The Souls i rzeszowski Halucynogen. Od nagłej śmierci gitarzysty Acid Drinkers minął rok.

Jedyne, co nie dopisało tego wieczoru to publiczność Jedyne, co nie dopisało tego wieczoru to publiczność
fot. Piotr Morawski

dodatkowe zdjęciaZobacz więcej zdjęć w galerii! +

Melon, wokalista Slaughter of the Soul i perkusista Corruption znał bohatera wieczoru osobiście - Poznaliśmy się jeszcze w latach 90, na którejś Metalmanii, gdy jeszcze grał w None, i tak się widywaliśmy, czasami razem graliśmy. To był świetny człowiek w sensie otwartości, z dużym ciepłem i charyzmą, która od niego biła. Mówię o nim tak nie dlatego, że nie żyje, on po prostu taki był i nie dziwi mnie to, że tak zmienił Acidów - wspominał Melon - Cały nowy materiał to robota jego i Ślimaka, od razu dało się zauważyć, że to znów jest band, a nie jakaś tam lipa z chałturą, przyszedł chłopaczek z mało znanej kapeli i wywrócił to wszystko do góry nogami – dodał.

Imprezę zorganizował Wojciech „Harcerz” Deręgowski – Postanowiłem zorganizować koncert zaraz po tym, jak dowiedziałem się o jego śmierci. Odszedł młody, zdolny muzyk, przed którym tyle jeszcze było do zrobienia. Mam nadzieje, że to nie jest jednorazowa impreza, będę dążył do tego by w przyszłym roku przybrała formę festiwalu – wyjaśnił Harcerz - Z zaproszeniem zespołów nie miałem większych problemów, wszyscy chętnie zgodzili się oddać rockowy hołd Olassowi – dorzucił.

W trakcie występów muzycy przypominali, dla kogo dziś tu grają - Ta postać na tyle odznaczyła się w polskiej muzyce metalowej, że warto o nim pamiętać – powiedział Mumin, gitarzysta Slaughters Of The Souls - Dobrze, że ktoś o tym pomyślał, to świetny patent na muzyczne oddanie czci, mam nadzieje, że w przyszłym roku znów tu się spotkamy.  –  Wychodząc na scenę, zagraliśmy swoje, jednak świadomość przyczyny, dla jakiej się tu dziś znaleźliśmy towarzyszyła nam przez cały czas – dodał Pestka, gitarzysta sandomierskiego bandu.

SZALEŃCY Z RZESZOWA

Sam koncert był muzyczną mieszanką różnych stylów ciężkiego grania, bardzo strawną i energetyczną. Według Małego, gitarzysty i lidera tarnobrzeskiej formacji Carnage of Trident w grze Daemons Heart widać postęp i rozwój - Graliśmy z nimi rok temu, na tej samej scenie i widzę, że chłopaki ciężko pracują. Mają solidne, amerykańskie brzmienie, z fajnym klimatem, wprowadzanym przez klawisze, wyraźnie inspirowanym przez wczesny Paradise Lost, Cradle of Filth czy Dimmu Borgir – komentował Mały – mam nadzieje, że przyjdzie nam się jeszcze spotkać razem, na scenie – dodał.

Sandomierzanie jak zwykle nie rozczarowali, prezentując melodyjny i dobry warsztatowo set we własnym stylu, z ciekawym klimatem gdzieś z pogranicza At The Gates czy Morbid Angel – Szkoda, że tak późno dowiedzieliśmy się o koncercie, mieliśmy za mało czasu by przygotować jakiś cover Acidów – wyjaśnił Pestka.

Na koniec zagrał Halucynogen, wprowadzając do klubu potężną dawkę metalcorovego szaleństwa – Widziałem ich po raz pierwszy i z pewnością jeszcze będę chciał zobaczyć. Pamiętam wariatów z rzeszowskiej kapeli Epitome, i mam nieodparte wrażenie, ze to są ich kuzyni, czy młodsi bracia – komentował Mały – dla mnie Halucynogen to nieprzyzwoicie charakerystyczna formacja, z rzeźnickim wręcz brzmieniem, do bólu ciężkim, z basistą wyprawiającym szaleństwa i wokalistą, który ma gardło nie do zdarcia. Generalnie wszystkie kapele świetnie się dziś zaprezentowały, w czym duża zasługa nagłośnienia w klubie, nie jest zbyt głośno, jest selektywnie, dzięki czemu wszystko da się odróżnić – zakończył.


autor: Agnieszka Nycz / 01.12.2009
 

Ta wiadomość nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Możesz być pierwszy!
Dodaj komentarz