a
a
Publiczność wypełniła salę prawie do ostatniego miejsca. Zaczęło się od grzmotu pioruna. Nie bez powodu. Był zapowiedzią mającego niedługo wejść na scenę Belzebuba, który mamił obietnicami sławy młodego artystę - Istvana. Później była muzyka, bardzo aktualne dziś dialogi i strzały z pistoletu. Obok Belzebuba, w którego wcielił się Wodecki pojawiły się skaczące po lożach, tańczące na scenie i grające na instrumentach diabły. Mastyło, muzyk pochodzący ze Stalowej Woli zagrał pianistę - erotomana.
Identyfikacja sztuki w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego z otaczającą nas rzeczywistością sprawiła, że odbiór „Sonaty” stał się bardziej osobisty i zrozumiały. O ponadczasowości dzieła Witkacego może świadczyć fakt, że powstało na początku XX wieku i idealnie wpisuje się w dzisiejszą rzeczywistość, pokazując widzowi współczesne piekło. To obraz tego, co może się stać z artystą i każdym innym człowiekiem, jeśli zaprzeda duszę „diabłu” wybierając sztukę, sławę czy karierę zamiast życia i uczuć.
Muzykę, która zajmowała naczelne miejsce w tym widowisku skomponował Zbigniew Wodecki. Choreografię opracował Piotr Galiński.
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”
Albert Einstein
Kultura i rozrywka
Sport
Nasze sprawy
Styl życia
Religia
Tam warto być
Informator
Ogłoszenia
Redakcja
Kontakt
Reklama
Polityka prywatności
RSS