a
a
TR24: Czy Satyrbluesowi można przypisać jakąś misję, czy festiwal ma konkretny przekaz?
Viktor Czura: Tak, zdecydowanie tak, bo niesamowite jest stworzenie tego typu imprezy. Za pośrednictwem festiwalu proponujemy elegancką formę rozładowania społecznej agresji przez bezpośrednie obcowanie ze sztuka oryginalną, łagodzącą obyczaje i pozbawioną marketingowego wymiaru. Nie mamy się co oszukiwać, rynek jest otwarty na tanie mody i ta muzyka nie dociera do odbiorców. Chcemy to zmienić, gdyż jesteśmy stowarzyszeniem Ochrony Kultury Oryginalnej.
TR24: A jaka to jest kultura nieoryginalna?
Viktor Czura: Na przykład disco polo. My staramy się promować bluesa i satyrę. To impreza wybitnie niszowa i w tej formie jest odmienna, mogę nawet powiedzieć, że inna na całym świecie. Konsultowałem się z Muzeum Karykatury czy ktoś tej formuły już nie sprężył. Okazało się, że nie. Jesteśmy i funkcjonujemy w tej formule jako pierwsi już od dziesięciu lat.
TR24: Proszę powiedzieć o satyrze na festiwalu.
Viktor Czura: Ludzie, którzy przychodzą posłuchać bluesa, często mają jedyną okazję zobaczyć, że istnieje coś takiego jak satyra i karykatura polska. Są to bowiem artyści rysownicy, którzy funkcjonują marginalnie w mediach. Satyra nie jest już taką ilustracją jak kiedyś, gdy prasa zabiegała o to, aby te rysunki tematycznie gdzieś tam funkcjonowały. W tej chwili gazety zamieszczą Garfilda lub jakąś krótką historyjkę i na tym się kończy. Owszem jest na przykład Marek Raczkowski, który pracuje dla ,,Przekroju”, ale są to wyjątki. Na ten przykład Paweł Łuczyński z Pabianic. Mało kto wie, że jest to osoba, która nigdy nie ściągnęła nagrody w międzynarodowych konkursach powyżej trzeciej. To były jakieś dwa, trzy tysiące euro. Dom sobie postawił z tych nagród. Jest świetnym ilustratorem i właśnie takich tu zabrakło. W ramach dziesięciolecia imprezy ta satyra powinna być bardziej pokazana. Dziesięciu satyryków na dziesięciolecie, a tak się nie stało.
TR24: Kim jest odbiorca Satyrbluesa, co go charakteryzuje?
Viktor Czura: Na widowni przeważa "młodzież 40 plus". Trochę to się zaczyna zmieniać, ale ja się nie oszukuję. Pokolenie MP – trójkowe szuka bowiem czegoś innego. Ich sercom bliższa jest berlińska parada niż Satyrblues. My jednak staramy się to zmienić i okazuje się, że to działa. Ten człowiek nie jest aż tak skażony, żeby nie dało się go obrócić do tego beatu. Nie. Festiwal adresujemy głównie do pokolenia informatycznego pozbawionego dostępu autorytatywnego źródła estetyki.
TR24: Skąd pozyskiwane są środki na realizację imprezy?
Viktor Czura: Bazujemy głównie na sponsorach, którymi są firmy działające na rynku lokalnym. Wdzięczny im jestem za każdą złotówkę, którą przeznaczamy na organizację Satyrbluesa. Piszę też projekty do Ministerstwa Kultury. Czytam potem top listę i jak widzę, że na przykład w pierwszej dziesiątce jest ,,Budka suflera” to mnie krew zalewa! Nie dlatego, że tego zespołu nie doceniam i nie szanuję. Niech sobie każdy słucha tego co mu się podoba. Tylko problem polega na tym, że jest on komercyjny i dostaje dotację z okazji trzydziestopięciolecia. Co chwilę jakieś lecie mają. A właśnie takie imprezy jak nasza czy to w gminach i małych miasteczkach powinny być traktowane priorytetowo. Nie możemy tego przeskoczyć.
TR24: Czy już wiadomo kto zagra na przyszłorocznej edycji Satyrblues?
Viktor Czura: Mamy już projekty, ponieważ robi się to z dwuletnim wyprzedzeniem. Na pewno będzie Magda Piskorczyk a także duży dwunastoosobowy skład. Jest jeszcze kilka innych, ale niech to na razie pozostanie tajemnicą.
Gang Olsena na festiwalu Satyrblues w 2004 r.
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”
Albert Einstein
Kultura i rozrywka
Sport
Nasze sprawy
Styl życia
Religia
Tam warto być
Informator
Ogłoszenia
Redakcja
Kontakt
Reklama
Polityka prywatności
RSS